Zaledwie tydzień temu w mediach było głośno o kobiecie, która zginęła w woj. podkarpackim prawdopodobnie wskutek ataku niedźwiedzia. Jak relacjonowała jej rodzina, 58-latka chodziła po lesie w poszukiwaniu poroża.
Przyrodnicy alarmują, że osoby zbierające w lasach zrzuty jeleniowatych podchodzą niebezpiecznie blisko gawr i obszarów bytowania niedźwiedzi.
Przykładem takiej sytuacji jest nagranie opublikowane przez Bartosza Pirgę, pracownika Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Widać na nim porównanie dwóch ujęć z bieszczadzkich lasów nagranych dokładnie w tym samym miejscu.
Jeden z filmów przedstawia dwóch zbieraczy poroża, którzy zatrzymują się przed drzewem z dziuplą przy ziemi. Jeden z mężczyzn staje przed nim i prawdopodobnie dostrzega, że w środku śpią niedźwiedzie. Drugi zbieracz robi mu zdjęcie, a fotografowany komentuje: „Fajne, no”.
Obok pokazano drugie ujęcie, tym razem już z niedźwiedzią rodziną. Okazuje się, że rzeczywiście w tych okolicach zamieszkuje samica razem z młodymi. To pokazuje, jak niebezpiecznie potrafią się zachowywać zbieracze poroża.
Nagranie zamieszczono „w kontekście ostatnich krytycznych wydarzeń z udziałem niedźwiedzi” – przyznaje Bartosz Pirga. Ujęcia pochodzą z monitoringu zasiedlenia gawr niedźwiedzich na obszarze ochrony ścisłej Bieszczadzkiego Parku Narodowego – dodał przyrodnik.
– Najczęściej ofiarami ataków niedźwiedzi są zbieracze poroża w młodnikach, którzy trafią na zwierzę nagle, zaskoczą je. To bardzo niebezpieczne. Warto pamiętać o tym, że sama obecność niedźwiedzi w lesie nie stanowi zagrożenia. Stanowi je dopiero bliski, bezpośredni i nagły kontakt – podkreślał w rozmowie z Zieloną Interią Stefan Jakimiuk z WWF Polska.
Jak mówi ekspert, szukanie zrzutów stało się „częstsze i powszechniejsze”. – Na poroże jest zbyt, więc ludzie go szukają i ryzykują – ostrzega Jakimiuk.












