-
W Polsce głównym problemem nie są niedźwiedzie, lecz konflikty wynikające z działalności człowieka, takich jak śmiecenie i wchodzenie do młodników.
-
Liczebność niedźwiedzi w Polsce jest szacowana na około 100 osobników w głównym obszarze ich występowania, co jest znacznie mniej niż w Słowacji czy Rumunii.
-
Nowe przepisy dotyczące płoszenia niedźwiedzi i używania gumowych kul nie zwalniają z obowiązku zapobiegania konfliktom, które wynikają głównie z niewłaściwego zachowania ludzi.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Radosław Nawrot: Słowacja, Rumunia, także Włochy. Czy Polska dołącza do państw, w których ludzie zaczynają się lękać niedźwiedzi?
Stefan Jakimiuk, biolog WWF: – Miejmy nadzieję, że nie dołącza, gdyż byłoby to bardzo szkodliwe dla ochrony tego gatunku. Wiele będzie jednak zależeć od tego, czy będziemy unikać sytuacji z niedźwiedziami, które narażają zdrowie i życie ludzi. To nasz największy drapieżnik i – jak widać – może stanowić zagrożenie dla człowieka.
Jest w zasadzie jedynym drapieżnikiem, który może w Polsce zabić człowieka. Wilki tego nie robią, inne tego nie robią.
– Niestety, może się tak zdarzyć, ale wcale tak być nie musi. Niedźwiedzie powróciły na wiele terenów, na których je wytępiono. Mieszkały tam dawniej i żyły z ludźmi pokojowo. Niedźwiedź brunatny to zwierzę bardzo inteligentne. Bardzo szybko się uczy, jest pamiętliwy.
Dobrze pamięta wyrządzone mu krzywdy, ale zapamiętuje też miejsca, gdzie może znaleźć pokarm. Od tego, czy takie miejsca zapamięta zależy to, czy przetrwa na wolności. A my jako ludzie zgromadziliśmy wokół siebie mnóstwo żywności, która jest atrakcyjna dla dzikiego zwierzęcia. Gdy jej nie zabezpieczymy, niedźwiedzie przyjdą.
Jesteśmy też gatunkiem ekspansywnym, wszędobylskim, podporządkowującym sobie kolejne tereny. Także te stanowiące siedliska niedźwiedzi. Kłopoty gotowe.
Niedźwiedź brunatny to zwierzę bardzo inteligentne. Bardzo szybko się uczy, jest pamiętliwy. Dobrze pamięta wyrządzone mu krzywdy, ale zapamiętuje też miejsca, gdzie może znaleźć pokarm
Mamy tragiczną sytuację, która wydarzyła się w pobliżu miejscowości Płonna w powiecie sanockim, gdzie niedźwiedź zabił w lesie kobietę. Chcę wyrazić wyrazy współczucia rodzinie z powodu tego, co się stało.
Muszę jednak zaznaczyć, że w większości przypadków konfliktów człowieka z niedźwiedziem, o ile nie we wszystkich, to człowiek ponosi odpowiedzialność za to, że znalazł się nagle w pobliżu zwierzęcia, które poczuło się zagrożone.
Ja wiem, że to może dziwnie brzmieć, że niedźwiedź poczuł się zagrożony, ale tak jest. Wiele zwierząt w obliczu dyskomfortu wywołanego nagłym pojawieniem się człowieka ucieka, ale niedźwiedź jest na tyle duży i silny, że może zachować się inaczej i zaatakować.
Niedźwiedzie, które odżywiają się pokarmem naturalnym z reguły unikają kontaktów z człowiekiem i częściej oddalają się na widok zbliżających się ludzi. Kiedy jednak coś się stanie nagle, mogą ruszyć do ataku.
Czy w ostatnim czasie, w ostatnich latach coś się w Polsce zmieniło w relacji człowieka i niedźwiedzia? Zwierzęta pojawiły się w jakichś nowych miejscach, nowych sytuacjach?
– Niedźwiedzi jest trochę więcej niż było jeszcze niedawno.
Ile?
– Szacunki są bardzo różne i niektóre są mocno przesadzone. Robiliśmy wspólnie z Fundacją Przyroda i Nauka ocenę liczby niedźwiedzi na Podkarpaciu na podstawie analiz genetycznych próbek zebranych w terenie. Badania wykazały wzrost liczebności o 25 proc. w ciągu 13 lat.
Będziemy ich mieli zatem w tej chwili 100? 150? 200?
– To jest ten rząd wielkości. Gdy ktoś mówi o 400 niedźwiedziach brunatnych w Polsce, wyssał to z palca. Wspomniane badania wykazały w sezonie 2022/2023 ok. 100 osobników na Podkarpaciu, a to jest największy zwarty obszar występowanie tego gatunku w Polsce.
Gdy ktoś mówi o 400 niedźwiedziach brunatnych w Polsce, wyssał to z palca

To jest bez porównania mniej niż ma Słowacja, dziesięciokrotnie mniej. Nie mówiąc już o Rumunii.
– Oczywiście, zdecydowanie mniej. W Polsce także teren zajmowany przez niedźwiedzie jest mniejszy. To przede wszystkim polska część Karpat i pogórze. Problem nie jest w samej liczebności niedźwiedzi, ale w sytuacjach konfliktowych, które powstają w wyniku różnych form aktywności człowieka w miejscach, gdzie występuje ten drapieżnik.
Mamy więc w Polsce niedźwiedzi niewiele. Jak duży jest zatem z nimi problem?
– Problem mamy z sobą, nie z niedźwiedziami. Po pierwsze: nasze odpadki i śmieci bardzo przyciągają niedźwiedzie, które mają świetny węch i bez trudu je znajdują. Ponad 10 lat temu opracowaliśmy niedźwiedzioodporny kontener, którego konstrukcja nie pozwalała zwierzęciu dostać się do środka. Chodzi o to, żeby nie odnosił sukcesów na tym polu poszukiwania odpadków organicznych lub opakowań po jedzeniu, które wyrzucają ludzie. Żeby niedźwiedzie kojarzyły jakichś miejsc z takim sukcesem i jako takich, do których warto w związku z tym wracać. Przekazaliśmy już ponad 150 takich kontenerów.
Ponadto od wielu lat przekazujemy pastuchy elektryczne, którymi zabezpiecza się pasieki. Na terenach, na których występują niedźwiedzie wszystkie ule i pasieki bezwzględnie muszą być zabezpieczone pastuchami pod prądem. Jeśli takie zabezpieczenia są dobrze zrobione, spełnią swoją rolę. Jest jednak jeszcze jeden problem i jeszcze jedno źródło konfliktu z niedźwiedziami.
Problem mamy z sobą, nie z niedźwiedziami
Sam las?
– Tak, penetracja lasów przez ludzi. A dokładniej nie całych lasów, ale młodników. Ludzie wchodzą do nich, by szukać poroży jeleniowatych na wiosnę albo grzybów jesienią. Dla wielu to istotne źródło utrzymania. Najczęściej właśnie zbieracze poroży napotykają niedźwiedzie.

Rozumiem, że niedźwiedzie są groźniejsze wiosną, gdy są po śnie zimowym i mają młode. A zatem wtedy, gdy ludzie szukają tych poroży.
– Wydaje się, że tak, chociaż do takich zdarzeń dochodzi także jesienią. Natomiast wchodzenie ludzi do młodników jest nielegalne i podkreślmy to. Młode lasy z drzewami do wysokości czterech metrów są objęte zakazem wstępu, czego ludzie albo nie wiedzą, albo zakaz świadomie łamią.
Zakaz jest po to, by dać zwierzętom spokój. One tam odpoczywają, one mają miejsca rozrodu, np. wilki mają nory w młodnikach. No i niedźwiedzie także tam odpoczywają, a zdarza się, że tam nawet zimują. Dlatego najczęściej ofiarami ataków są zbieracze poroża w młodnikach, którzy trafią na zwierzę nagle, zaskoczą je. To bardzo niebezpieczne. Warto pamiętać o tym, że sama obecność niedźwiedzi w lesie nie stanowi zagrożenia. Stanowi je dopiero bliski, bezpośredni i nagły kontakt.
Wchodzenie ludzi do młodników jest nielegalne i podkreślmy to. Zakaz jest po to, by dać zwierzętom spokój
Czy zachowania ludzi się zatem pogorszyły i nabrzmiały? I to śmiecenie, i wchodzenie do młodników?
– Jeśli chodzi o zbieranie poroży, to tak, stało się to częstsze i powszechniejsze. Na poroże jest zbyt, więc ludzie go szukają i ryzykują. W wypadku śmieci problem jest bardziej złożony, bo produkujemy ich więcej, a na terenach górskich dochodzą jeszcze odpadki zostawiane przez turystów.
W grę jednak jeszcze dłuższe ich przetrzymywanie. Gminy nie mogą sobie pozwolić na częstszy odbiór. Te gminy na terenach górskich i podgórskich, np. w Bieszczadach są rozległe obszarowo, słabo zaludnione. Rozmawiałem z wójtami i wiem, że nie stać ich na częstsze wywożenie śmieci. Musieliby podwyższyć opłaty, a wtedy ludzie zaczną śmieci wyrzucać gdzie popadnie.
Tymczasem niedźwiedzia przyciągną nawet nie same odpadki, ale silny ich zapach, który pozostaje, gdy nie zostaną długo odebrane. Nawet jeśli śmieci są w workach, niewiele to zmienia. Worek to za mało, odpady musiałyby znajdować się w schronach, do których niedźwiedź nie będzie mógł się dostać.
Naprawdę, niedźwiedź ma fenomenalny węch. A na terenach podgórskich jest wiele nowych osiedli domków, gdzie niedźwiedź może wejść nawet na posesję. Pojechałem do jednego z takich domków, gdzie niedźwiedź wszedł i coś poniszczył. Wie pan, jeżeli ja czułem jeszcze zapach grilla z poprzedniego dnia, to zwierzę tym bardziej…
Naprawdę, niedźwiedź ma fenomenalny węch (…) Pojechałem do jednego z takich domków, gdzie niedźwiedź wszedł i coś poniszczył. Wie pan, jeżeli ja czułem jeszcze zapach grilla z poprzedniego dnia, to zwierzę tym bardziej…

Może zatem mamy się na kim wzorować? Przychodzi mi do głowy przykład Japonii, która ma terytorium niewiele większe od Polski, a żyje na nim nawet kilkadziesiąt tysięcy niedźwiedzi i to dwóch gatunków (niedźwiedź brunatny i niedźwiedź himalajski). Zdarzają się tam wypadki, także śmiertelne, a jednak Japonie nie chce eksterminacji tych zwierząt i nie odmawiają im prawa do życia. Szuka rozwiązań.
– Dotykamy bardzo ważnej sprawy. Nie mamy w Polsce szacunku do przestrzeni, do rozumnego planowania przestrzennego. Zajmowane są nowe tereny, wybiera się na lokalizacje w ciszy i oddaleniu od drogi. Trudno się wtedy dziwić, że w takich miejscach może pojawić się niedźwiedź przywabiony zapachem odpadków zdemoluje śmietnik.
Japonia jest krajem ekstremalnie czystym, zważywszy na to, że zamieszkuje go ponad 100 mln ludzi. Terytorium jest dużo bardziej górzyste, niedźwiedzie mają więcej przydatnych im terenów.
W każdym kraju ludzie z dużych ośrodków miejskich lgną do natury, chcą dzikości i potrzebują przyrody. To zrozumiałe. Natomiast lokalizowanie hoteli i generalnie zabudowa miejsc atrakcyjnych przyrodniczo, powoduje utratę siedlisk lub co najmniej obniżenie ich jakości dla dzikich zwierząt również dla niedźwiedzi.
Rozwój infrastruktury i intensywnej turystyki, która nie uwzględnia potrzeb przyrody nie sprzyja utrzymaniu dobrych warunków dla niedźwiedzi, a przeciwnie – generuje konflikty i sytuacje potencjalnie niebezpieczne dla ludzi. Jednak przykład Japonii pokazuje, że jak się bardzo chce, to można. To jednak kwestia podejścia i odpowiedzialności. Chodzi o to, żeby widzieć potrzeby ludzi, i ale również i potrzeby dzikiej przyrody, a więc i niedźwiedzi.
Posłużmy się innym przykładem: Rumunia słynąca z licznych niedźwiedzi. Długo opierała się temu, aby używać takich sformułowań jak te, że jest ich „za dużo”. A jednak pod wpływem presji społecznej także i ona zaczęła to robić. Lęk przed niedźwiedziami bierze górę nawet w państwie, które żyje z nimi od dziesięcioleci.
– Rumunia ma ten sam problem ze śmieciami, z rozrostem infrastruktury, z turystyką i coraz penetracją miejsc, gdzie występują niedźwiedzie. Źródło konfliktu jest to samo, jedynie skala inna.
Tak, ale czy nacisk ludzi niechętnych niedźwiedziom zawsze doprowadza do wzrostu lęku? Mam wrażenie, że stosunek do niedźwiedzi łatwo stają się sprawą polityczną, by nie powiedzieć światopoglądową. Ludzie dzielą się na dwa skrajne obozy.
– To nie jest sytuacja korzystna. Takie postawy to fałszywe branie ludzi w obronę i robienia sobie PR na tematach przyrodniczych, nawet na wydarzających się tragediach. Często ci, którzy nawołują do radykalnych działań, nie proponują przy tym żadnych sensownych rozwiązań.
Wystrzelać niedźwiedzie? Nie przyniesie to żadnej korzyści przyrodzie i nie rozwiąże problemu. Bo istota problemu nie polega na tym, by niedźwiedzi było mniej, ale chodzi o to, by usunąć lub przynajmniej ograniczyć źródło kłopotów.
Wystrzelać niedźwiedzie? Nie przyniesie to żadnej korzyści przyrodzie i nie rozwiąże problemu. Bo istota problemu nie polega na tym, by niedźwiedzi było mniej, ale chodzi o to, by usunąć lub przynajmniej ograniczyć źródło kłopotów

Wybijemy niedźwiedzie, a problem nie zniknie?
– Oczywiście, że nie zniknie. Tworzymy iluzję, że zabicie niedźwiedzi załatwia sprawę i tworzymy sztuczny konflikt człowiek vs przyroda.
Ale ludzie reagują już inaczej niż kiedyś. Lata temu była społeczna zgoda co do tego, że rzadkie i cenne gatunki należy chronić, także drapieżniki. To dlatego udało się wprowadzić w latach dziewięćdziesiątych ochronę gatunkową wilka, zwierzęcia o wyjątkowo czarnym PR. Teraz jest problem z takim konsensusem. Ludzie patrzą na przyrodę bardziej egoistycznie. Wilki znów stają się wrogami publicznymi, bobry się stają, nawet żubry. No i teraz także niedźwiedzie.
– Przyroda stała się tematem politycznym i wyborczym. Niedźwiedź też się stał, bo można nim postraszyć. A on głosu nie ma. Fakty nie mają tu znaczenia, znaczenie mają emocje. Przecież więcej doznaje obrażeń czy nawet ginie w wypadkach z udziałem zwierząt hodowlanych, a jednak nie podnosi się argumentu, by je wystrzelać albo się ich pozbyć.
Brakuje czasu i przestrzeni, by zastanowić się nad skalą problemu, a wypadek z udziałem niedźwiedzia zawsze będzie wybrzmiewał mocno, będzie donośny. A nie jest to największy problem, jaki mamy w kraju.
Często chwalimy się obszarami chronionymi, naszą wspaniałą fauną i nagle mielibyśmy od tego odstępować, bez próby rozwiązania rzeczywistych problemów w ochronie naszej przyrody? Jeżeli przymkniemy oczy na to, że sami je generujemy, one będą się tylko pogłębiać.
Nie chodzi tylko o niedźwiedzia, ale o samą degradację naszego otoczenia, o śmieci, o nasz brak odpowiedzialności w planowaniu i zarządzaniu przestrzenią. Zobaczmy, co dzieje się w lasach, ile tam jest śmieci z opakowań produktów spożywczych, np. plastikowych butelek. A przecież jeśli człowiek był w stanie przynieść pełną butelką, tym bardziej z powrotem może zabrać pustą.
Sam mieszkam w lesie i często wychodzę z workiem. Widzę, co się dzieje.
– Jeżeli sami tyle śmiecimy i nie dbamy o to, co dzieje się z odpadkami, jeżeli sami to sobie robimy, to czy mamy mieć prawo pretensje do niedźwiedzi, że próbują się odnaleźć w świecie tak zmienionym przez człowieka? To my jesteśmy ich problemem, a nie odwrotnie.
Jeżeli sami tyle śmiecimy i nie dbamy o to, co dzieje się z odpadkami, to czy mamy mieć prawo pretensje do niedźwiedzi?
Co Pan myśli o uchwalonych niedawno przepisach pozwalających na płoszenie czy używanie gumowych kul?
– W tym wypadku zobaczymy, jaka będzie praktyka. Na pewno jest potrzeba rozwiązywania konfliktów, które już w tej chwili mamy. To dotyczy i żubra, i niedźwiedzia, ale trzeba to robić umiejętnie, z wiedzą. Rozwiązanie konfliktów, które już zaistniały i tego typu interwencje znajdują się jednak na czubku góry problemów.
Podstawą jest zapobieganie powstawaniu konfliktów. Jeśli im nie zapobiegniemy, wówczas szczyt tej góry będzie tak rozległy, że żadne interwencje nie pomogą. Jeśli konfliktów człowieka z niedźwiedziem będzie mało, da się nad tym zapanować w taki sposób. Jeżeli będzie ich dużo, to nie będzie fizycznej możliwości, by mieć posterunek antyniedźwiedziowy w każdej wsi.
Słowem, te przepisy nie zwalniają nas od obowiązku zapobiegania, zabezpieczania odpadków przed niedźwiedziami i edukacji społeczeństwa, by ludzie nie wchodzili do lasu tam, gdzie niedźwiedzie odpoczywają. One muszą mieć takie miejsca z zapewnionym spokojem.
Przecież taka Japonia, o której rozmawialiśmy, nie opanowałaby swoich niedźwiedzi jedynie przy pomocy płoszenia i gumowych kul. To musi funkcjonować inaczej, ludzie muszą funkcjonować inaczej.

Przyszłość niedźwiedzia w Polsce rysuje się w barwach różowych czy czarnych?
– Jestem realistą. Różowe barwy kojarzą się z różowymi okularami, które pokazują nieprawdę. Jestem jednak przekonany, że odpowiedzialnością i edukacją możemy wiele zmienić. A to my musimy zmienić swoje zachowanie, nie niedźwiedzie.
Do tego potrzebne jest świadome, wyedukowane społeczeństwo i wtedy sytuacje, gdy dochodzi do konfliktu człowieka z tym drapieżnikiem będą bardzo rzadkie i nie będą musiały kończyć się tragicznie.
Czy grozi nam taka psychoza jak w Słowacji? Nie waham się użyć tego słowa, bo tam konflikty z niedźwiedziami doprowadziły do masowego lęku.
– Słowacy posadzili sporo kukurydzy w pobliżu obszaru występowania niedźwiedzi, a ona sporo zmienia. Jest zbożem, które może długo leżeć w środowisku i jest atrakcyjnym pokarmem dla wielu zwierząt, od gryzoni po niedźwiedzie. One ją uwielbiają i ona je przyciąga.
Na szczęście u nas tej kukurydzy aż tak wiele nie ma w miejscach występowania niedźwiedzi. Pytanie, czy będzie używana na nęciskach. Tu też jest potrzebna zmiana zachowań ludzi i zaprzestanie generowania sytuacji konfliktowych. One są marginesem i chodzi o to, aby tego marginesu nie poszerzać.













