Marek Bańkowski poinformował o zdarzeniu, do którego doszło we wtorek 5 maja na pastwisku w miejscowości Morochów (gmina Zagórz, woj. podkarpackie). Niedźwiedź zaatakował tam rolników, którzy budowali ogrodzenie dla bydła. „Drapieżnik zaatakował (…), mimo że słyszał ich głosy i hałas prac. Oznacza to, że tradycyjne metody 'odstraszania dźwiękiem’ przestały działać. Drapieżnik zatracił naturalny lęk i może traktować hałas jako sygnał obecności celu” – napisał w środę wójt. W tym przypadku historia zakończyła się szczęśliwie. Rolników uratował fakt, że zdążyli schronić się w samochodzie.
Wójt domaga się odstrzału niedźwiedzia
Gmina Bukowsko domaga się eliminacji zwierzęcia. Wójt twierdzi jednak, że nie otrzymał żadnej reakcji ze strony Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) oraz Ministerstwa Klimatu i Środowiska. „Zadajemy głośne pytanie decydentom w Warszawie: ile jeszcze incydentów musi się wydarzyć, aby nasze wnioski i realne zagrożenie życia mieszkańców zostały potraktowane priorytetowo?” – zapytał Marek Bańkowski.
Dorożała o proponowanym rozwiązaniu
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała w środowej rozmowie z Radiem ESKA poinformował, że Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska przygotowała nowelizację ustawy o ochronie przyrody. – To jest projekt, który zakłada finansowanie ze wsparciem ponad 80 proc. środków z funduszy europejskich, 16 mln zł na telemetrię – poinformował wiceszef resortu. Jak zaznaczył, konieczne jest bowiem monitorowanie niedźwiedzi w Bieszczadach, podobnie jak w Tatrzańskim Parku Narodowym, gdzie „od prawie 20 lat funkcjonuje taki system monitoringu populacji niedźwiedzi”.
Oprócz telemetrycznych nadajników dla drapieżników nowelizacja przewiduje dotacje dla mieszkańców na specjalne kosze na śmieci, aby zwierzęta nie mogły wydobywać z nich resztek jedzenia. Proponowane jest też powołanie specjalnej grupy interwencyjnej, która będzie odstraszać niedźwiedzie znajdujące się zbyt blisko zabudowań. – Chodzi o to, żebyśmy systemowo chronili mieszkańców, chronili turystów, ale zawsze zabijanie czy eliminacja danego osobnika była wyłącznie ostatecznością – powiedział Dorożała w Radiu ESKA.
Śmierć kobiety w Płonnej
W ostatni weekend odnotowano obecność niedźwiedzia w pobliżu miejscowości Bukowsko. Z kolei atak drapieżnika w Morochowie wydarzył się zaledwie 10 km od miejsca tragicznego zdarzenia, do którego doszło 23 kwietnia w Płonnej. 58-letnia kobieta około godziny 8:00 poszła z synem do lasu w poszukiwaniu poroża. Na miejscu postanowili się rozdzielić. Około półtorej godziny później 58-latka zadzwoniła do syna i poinformowała go, że zaatakował ją niedźwiedź. Kobieta została znaleziona z obrażeniami głowy. Nie oddychała. Kiedy lekarz przyjechał na miejsce, stwierdził jej zgon.
Redagowała Kamila Cieślik












