-
Polskie rybołowy są zagrożone przez inwazyjnego szopa pracza, który atakuje ich gniazda.
-
Liczba szopów praczy w Polsce rośnie, szczególnie w zachodniej części kraju i stwarza poważny problem dla rodzimych zwierząt.
-
W celu ochrony rybołowów na wysokich drzewach pod ich gniazdami montowane są metalowe obręcze, co utrudnia szopom dostanie się do gniazd.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Szop pracz pojawia się w Polsce od lat, ale w XXI w., a zwłaszcza w ostatniej dekadzie, jego inwazja znacznie przybrała na sile. Zwierzęta dotarły do nas z Zachodu, z Niemiec, gdzie wypuszczono je na wolność jeszcze w latach trzydziestych.
Przypomnijmy, że szop pracz jest gatunkiem północnoamerykańskim. W naturze mieszka w rozmaitych środowiskach, od południowej Kanady po Kostarykę i Panamę, a także na wyspach karaibskich. To szopy były pierwszymi mieszkańcami Ameryki, których w 1492 r. wyprawa Krzysztofa Kolumba napotkała na wyspach Bahama.
Tam mają swoje miejsce w ekosystemie, ale w Europie to bardzo groźny gatunek inwazyjny, a przyrodnicy w Polsce uważają, że może obecnie najgroźniejszy. Liczba szopów w Polsce rośnie, najwięcej jest ich w Lubuskiem i Zachodniopomorskiem, ale zdobywają też Pomorze, Wielkopolskę, Mazowsze, dotarły nawet do Puszczy Białowieskiej. Słowem: mamy problem.
Szopy upodobały sobie ataki na gniazda ptaków drapieżnych
Informowaliśmy już w Zielonej Interii o tym, jakie problemy z szopami mają ptaki drapieżne, np. niezwykle rzadkie i cenne w Polsce rybołowy. Mamy w Polsce zaledwie 40 par tych ptaków żywiących się wyłącznie rybami.
Polują efektownie, w wielu państwach świecie ich łowy są pokazami przyciągającymi turystów (np. w Wielkiej Brytanii), ale w Polsce na rybołowy czeka wiele niebezpieczeństw. To utrata siedlisk, kłusownictwo i zabijanie ich przez ludzi, którzy uważają je za konkurencję w stosunku do ryb, wreszcie ataki drapieżników. A już zwłaszcza inwazyjnych, takich jak szopy.
Szopy pracze atakują niemal każde polskie zwierzę odpowiednich dla siebie rozmiarów. Zjadają ptaki, zwłaszcza te związane z wodą (znikają w ich paszczach pisklęta i jaja łysek, kaczek, perkozów). Pożerają też płazy, gryzonie, także owady. Atakują także gniazda ptaków drapieżnych np. jastrzębi czy rybołowów.
– To para, która zakładała lęgi bardzo późno, bo młode ptaki obrączkowaliśmy w ubiegłym roku dopiero w lipcu, podczas gdy zazwyczaj robimy to pod koniec czerwca – wyjaśniał prof. Tadeusz Mizera, badacz rybołowów z Poznania. – I ten lęg został zniszczony. Znaleźliśmy szczątki młodego ptaka świadczące o ataku drapieżnego ssaka, z odgryzionymi piórami.
– Zaobserwowaliśmy wiele przypadków ataków szopów na gniazda ptaków szponiastych. Te zwierzęta nie tylko plądrują je, ale następnie wykorzystują jako miejsce do odpoczynku i drzemek. Szop śpiący w ogołoconym gnieździe myszołowa czy jastrzębia to coraz częstszy widok – mówi prof. Tadeusz Mizera z Komitetu Ochrony Orłów, który opiekuje się nielicznymi gniazdami rybołowów.
Stąd pomysł, aby coś z tym zrobić. Patent przyszedł ze Stanów Zjednoczonych, gdzie montuje się na wysokich i starych drzewach metalowe obręcze.
Takie właśnie drzewa wybierają ptaki szponiaste takie jak rybołowy czy bieliki, które budują duże platformy gniazdowe na szczycie nawet stuletnich i starszych drzew. Gniazda te są naprawiane i wykorzystywane latami, mogą ważyć sporo.

Dla szopów to nie tylko miejsce, gdzie można łatwo zdobyć pożywienie. To także atrakcyjne lokum. Wypierają z nich duże ptaki, a potem same zajmują wysoko ustawione gniazda.
– Obręcze są montowane od spodu, mniej więcej 80 cm pod gniazdem – wyjaśnia prof. Tadeusz Mizera. – Dzięki temu drapieżnik taki jak szop ma problem, by zaczepić się pazurami i dostać się do niego po pniu. To pomaga.
Istnieje oczywiście możliwość, że drapieżnik skoczy z sąsiedniego drzewa, ale to mało prawdopodobne. Wybór rybołowów czy bielików nie jest przypadkowy. Duże i stare drzewo najczęściej stoi wyżej niż pozostałe. Szop nie ma odpowiedniej masy i skoczności, by sobie poradzić.
To jedna z tych szans, które mogą uratować polskie rybołowy. W myśl przepisów, do ich gniazd nie wolno się zbliżać ludziom na odległość 500 metrów, a w okresie lęgowym – na 200 metrów. Szopy tych ograniczeń nie znają.












