Aleksander Miszalski w niedzielnym referendum został odwołany z urzędu prezydenta miasta Krakowa. Jak wynika z protokołów wyborczych, przedstawionych w poniedziałek rano przez Miejską Komisję ds. Referendum, w głosowaniu uczestniczyło 176 228 Krakowian. Aby referendum w sprawie odwołania prezydenta było wiążące, do urn musiało pójść co najmniej 158 555 mieszkańców. Procentowo frekwencja wyniosła 29,99 proc. przy progu ważności 26,98 proc.
Wynik referendum oznacza przedterminowe wybory, które odbędą się w ciągu 90 dni. Rada Miasta Krakowa nie została odwołana z powodu braku wystarczającej frekwencji.
Politolog: Takie referendum ma sens w sytuacji, w której mamy „wiecznych prezydentów”
Jak podkreślił dr hab. Rafał Chwedoruk w rozmowie z PAP, kluczowym czynnikiem, rozstrzygającym o wyniku, był niski poziom wymaganej frekwencji, wynikający z konstrukcji prawnej referendów lokalnych w Polsce. W jego ocenie przepisy w tym zakresie należą do jednych z bardziej liberalnych w Europie, co – jak mówił – ułatwia inicjowanie i przeprowadzanie głosowań odwoławczych.
Do odwołania prezydenta miasta – jak podkreślił – „wystarczy niewielki w istocie odsetek mieszkańców” oraz „niezbyt wysoka frekwencja”. – Nie wiem zupełnie, dlaczego nie jest to 50 proc., jak choćby w części landów w Niemczech. Stąd wynika kolejny absurd, to znaczy strategią tego, kto jest we władzach miasta i jest zagrożony, jest to, żeby nie dopuścić do stosownej wysokiej przewidywanej przez prawo frekwencji, czyli do wzywania do bojkotu – powiedział politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
– Trudno z dzisiejszej perspektywy powiedzieć, czy Aleksander Miszalski był dobrym czy złym prezydentem Krakowa. Bardzo trudno byłoby go bronić, atakować też na swój sposób nie jest łatwo. (…) Po prostu to jest za mało czasu, by oceniać dogłębnie jakiegoś polityka. Takie referendum ma sens w sytuacji, w której mamy, mówiąc w cudzysłowie, wiecznych prezydentów – ocenił.
Przeciwnicy Miszalskiego zarzucali mu między innymi zadłużenie miasta, niespełnienie wyborczych obietnic czy sprawowanie urzędu w sposób niegodny. Nie podobał się im również sposób wprowadzenia i zasady strefy czystego transportu (SCT), podwyżki cen biletów i wydłużenie godzin płatnego parkowania. Według Chwedoruka, to właśnie SCT zainicjowała pomysł odwołania prezydenta Krakowa.
– Strefa czystego transportu była katalizatorem wszystkich tych wydarzeń z wielu powodów, a najważniejszy z nich dotyczy po prostu różnych interesów i możliwości mieszkańców różnych części miasta. Jeśli ktoś mieszka w centrum, (…) to w oczywisty sposób ograniczenie swobody przejazdu na niego nie wpływa, bo ma blisko. Natomiast, jeśli ktoś mieszka w dzielnicach peryferyjnych, to często styka się z pograniczem wykluczenia komunikacyjnego (…). Myślę, że to było czynnikiem łatwym do wykorzystania – ocenił.
„Przegrany w polityce zawsze jest sierotą”
Pytany, czy negatywny dla Miszalskiego rezultat wynika z faktu, że nie otrzymał on wystarczającego wsparcia ze strony polityków koalicji rządzącej podkreślił, że „przegrany w polityce zawsze jest sierotą”. – Powiedziałbym, że samotność w tym wypadku jest stymulowana jeszcze przez dodatkowy czynnik, to znaczy ci, którzy chcieliby obronić pana Miszalskiego, w istocie mają interes w tym, żeby było wokół niego jak najciszej – podkreślił.
– Tak naprawdę nie wiemy, na ile Miszalski ma zagwarantowaną polityczną przyszłość. Nie bez ironii można by zauważyć, że zostaną mu już tylko kibice Wisły Kraków, którzy stanęli w jego obronie, jako że był z tym środowiskiem związany – dodał.
Prof. Chwedoruk: Lewica może wykorzystać pewne zamieszanie wokół KO
Politolog odniósł się również do możliwych konsekwencji referendum w Krakowie. W jego ocenie nie powinno ono istotnie zmienić układu sił między głównymi partiami w mieście, może mieć jednak „dużo większe znaczenie dla pozostałych formacji”. – Lewica może z natury rzeczy wykorzystać pewne zamieszanie wokół Koalicji Obywatelskiej, (…) jeśli chodzi o Partię Razem, to jest to być może ostatnia jej szansa przed wyborami parlamentarnymi, żeby dać swojej bazie członkowskiej nadzieję na to, że wejście do Sejmu w ogóle jest możliwe – zaznaczył.
– Natomiast największym wyzwaniem będzie to wszystko dla partii „na prawo” od PiS-u, dla Konfederacji i Korony Grzegorza Brauna. Dlatego że to są partie, które w ogromnym stopniu bazują na czynniku sytuacyjnym, na wyborcach protestu, którzy mobilizują się okazjonalnie i często takie wybory w niestandardowych momentach są dla partii protestu bardzo korzystne – dodał.
Poproszony o prognozę dotyczącą przedterminowych wyborów w Krakowie, Chwedoruk ocenił, że faworytem pozostanie obóz koalicji rządzącej, o ile jego główne formacje zawrą strategiczne porozumienie i „będą koordynować swoje działania, zamiast rywalizować o tego samego wyborcę”. Jak dodał, taki scenariusz zwiększa ich szanse w starciu z bezpartyjnym Łukaszem Gibałą w drugiej turze.
Pytany, jakie konsekwencje dla przyszłości miasta będzie miał scenariusz, w którym wybory wygra polityk stający w opozycji do rady miasta rządzonej przez KO i Lewicę ocenił, że „poza drobnymi dysfunkcjami w codziennym funkcjonowaniu miasta” nie powinno mieć to „większego znaczenia”.
Szymon Adamus (PAP)












