W przypadku wyboru Zbigniewa Kapińskiego na I prezesa Sądu Najwyższego można by odwrócić stare powiedzenie i stwierdzić, że z małej chmury spadł duży deszcz. Albo nawet pójść o krok dalej i powiedzieć, że deszcz spadł z niemal bezchmurnego nieba.
Chociaż wybór prezydenta Karola Nawrockiego jest szeroko i emocjonalnie komentowany w środowisku Prawa i Sprawiedliwości, to – jak dowiaduje się Interia – przed podjęciem decyzji przez głowę państwa nie spędzał on snu z powiek najważniejszych polityków z Nowogrodzkiej.
Mówi polityk PiS-u, świetnie orientujący się w wewnętrznej sytuacji partii: – Nikt specjalnie nie zajmował się tym tematem do momentu, gdy temat podniósł Cenckiewicz. To był ten moment, kiedy partia się sprawą zainteresowała.
Od naszych rozmówców z PiS-u, niezależnie od frakcji, do której należą, słyszymy, że partia nie prowadziła dialogu z Pałacem Prezydenckim w kwestii wyboru I prezesa SN. A jeśli jakiekolwiek rozmowy w ogóle się odbyły, to „musiały nie wychodzić poza dialog stricte techniczny”.
– Wybór prezesa SN nie budził wcześniej kontrowersji – zarzeka się nasze źródło z Nowogrodzkiej. – Nie było oczekiwań co do konkretnego nazwiska, nie było negatywnych emocji wobec żadnego z kandydatów, nie było presji na prezydenta – wylicza.
Naciski przed, naciski po. „Karolu, popełniłeś straszny błąd”
Presja na prezydenta pojawiła się tuż przed jego decyzją. Prym wiódł w niej wspomniany już prof. Sławomir Cenckiewicz, który jako historyk od dekad intensywnie zajmuje się Lechem Wałęsą i jego związkami z komunistyczną bezpieką.
Były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego zarzuca Zbigniewowi Kapińskiemu „niewybaczalny” wyrok z 2000 roku w procesie lustracyjnym Wałęsy. Skład sędziowski, w którym zasiadał wówczas Kapiński, orzekł, że nie ma dostatecznych dowodów, by stwierdzić, że Wałęsa współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa.
Jeszcze przed decyzją Karola Nawrockiego prof. Cenckiewicz na swoim profilu na Twitterze/X wzywał „prezydenta RP Karola Nawrockiego, byłego prezesa IPN, o niepowoływanie sędziego Zbigniewa Kapińskiego na funkcję I Prezesa SN!”. Z kolei sam wyrok sprzed ponad ćwierćwiecza nazywał „fundamentalnym kłamstwem III RP”.
Krytyka ze strony byłego szefa BBN to jedno, ale swoje bardzo jednoznaczne zdanie w sprawie Kapińskiego wyraził też prezes PiS-u. „Nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego” – napisał na Twitterze/X Jarosław Kaczyński.
Także już po ogłoszeniu decyzji prezydenta na głowę państwa spadła krytyka ze strony jego środowiska politycznego. „Karolu, popełniłeś straszny błąd i nawet to, kto i w jaki sposób Cię do tego namówił, nie tłumaczy tego błędu” – ocenił na Twitterze/X prof. Cenkiewicz. Z kolei część posłów PiS-u publicznie wyrażała m.in. „zaskoczenie” i „rozczarowanie” wyborem prezydenta.
Mówi parlamentarzysta z tzw. frakcji harcerzy, czyli środowiska związanego z Mateuszem Morawieckim: – Wpis prezesa Kaczyńskiego był bardzo nieelegancki. Myślę, że nakręcił go Cenckiewicz. Przynajmniej taką informację mam. A wiadomo, jak kwestia „Bolka” działa na prezesa.
Wszyscy wiedzą, że jest walka o sukcesję na prawicy. (…) Prezydent jest tutaj na czele stawki
Inny parlamentarzysta, zbliżony do konserwatywnej frakcji „maślarzy”: – Prezydent powinien był bardziej liczyć się ze zdaniem prezesa Kaczyńskiego, ale postawił na niezależność urzędu. Cóż, przyjmujemy do wiadomości. Ja przyjmuję z rozczarowaniem. Ja bym sędziego Kapińskiego nie wybrał, a już na pewno zadbałbym o dużo lepszą argumentację tego wyboru i wyjaśnienie Polakom, czym prezydent się kierował. Zabrakło mi silnej, dobrej argumentacji.
W PiS-ie krąży teoria o ingerencji z zewnątrz
Część rozmówców Interii z wewnątrz PiS-u zwraca uwagę, że nagłe wzmożenie krytyków Zbigniewa Kapińskiego tuż przed decyzją prezydenta nie jest dziełem przypadku.
Mówi ważny polityk PiS-u, zachowujący dystans do frakcji „maślarzy” i „harcerzy”: – Na mieście słychać o dziwnych sojuszach po prawej stronie, które miały promować i lobbować za innym kandydatem.
O kogo chodziło, nie precyzuje. Dodaje jednak, że „ewidentnie odbywała się tu jakaś inna gra”. – Sytuacja, w której sprawa procesu Wałęsy jest wykorzystywana instrumentalnie i nagle podrzucana prezydentowi to nie przypadek – zapewnia.
Inny z naszych rozmówców, minister za rządów Zjednoczonej Prawicy, idzie w podobnym kierunku. – Może komuś zależało na wskazaniu innego kandydata, kogoś z pozostałej czwórki? – zastanawia się. I dodaje: – Bo tak to teraz wygląda, jakby ktoś na ostatniej prostej chciał doprowadzić do innego wyboru, właśnie wyciągając i rozdmuchując kwestię procesu lustracyjnego Wałęsy.
Jednocześnie większość naszych źródeł w formacji Jarosława Kaczyńskiego przypomina, że dopiero co sędzia Kapiński był autorytetem zarówno dla kojarzonych z prawicą mediów, jak i dla samych polityków PiS-u.
Ci ostatni wychwalali go za wydane we wrześniu 2024 roku orzeczenie kierowanej przez niego Izby Karnej SN w sprawie Dariusza Barskiego. Izba uznała, że przywrócenie Barskiego przez Zbigniewa Ziobrę do służby czynnej i powołanie go na stanowisko prokuratora krajowego w 2022 roku było prawnie skuteczne i wiążące.
– Wtedy jakoś nikt nie mówił: uważajcie, bo to jest sędzia, który 20 czy 25 lat temu coś zrobił – ironizuje jeden z naszych rozmówców.
Prezydent niezależny. „Nawrocki to nie Duda”
Spór wokół wyboru I prezesa Sądu Najwyższego ma też jednak inny, przyszłościowy wymiar. Gdy Karol Nawrocki zlekceważył „sugestię” Jarosława Kaczyńskiego, szybko pojawiły się porównania do podwójnego weta Andrzeja Dudy z 2017 roku do ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa.
Nowogrodzka odebrała wówczas działanie Pałacu Prezydenckiego jako zdradę, a relacje prezesa Kaczyńskiego i prezydenta Dudy rozpadły się i już nigdy nie wróciły do wcześniejszego stanu.

Nasi rozmówcy z PiS-u przestrzegają jednak przed zestawianiem obu sytuacji jeden do jednego. Jak mówią, przez dziewięć lat zmieniło się niemal wszystko – prezydent, rząd, sytuacja wewnątrz PiS-u, przywództwo w PiS-ie czy wreszcie sytuacja międzynarodowa.
Mówi ważny polityk z Nowogrodzkiej: – Nikt nigdy na żadnym etapie nie zakładał – tak jak można było to mniej lub bardziej zakładać przy Andrzeju Dudzie – że Karol Nawrocki będzie pod nasza pełną kontrolą i będzie robić, co powie partia. Nikt, włącznie z samym prezesem.
Ten sam rozmówca przytacza jako dowód sytuacje, gdy prezydent Nawrocki pojawiał się na Nowogrodzkiej przedyskutować różne kwestie i decyzje. Zawsze wysłuchiwał argumentacji polityków PiS-u i samego prezesa, ale też zawsze zaznaczał, że decyzję podejmie samodzielnie.
Przynajmniej do jesieni 2027 roku to my bardziej zależymy od niego niż on od nas. Ale o ile my musimy patrzeć na horyzont 2027 roku, o tyle prezydent musi patrzeć na horyzont 2030 roku
Jeden z byłych ministrów w rządzie Mateusza Morawieckiego: – Nawrocki to nie Duda. On nie pochodzi z PiS-u, to nie jest żaden partyjniak, nie był zaangażowany w życie partii, nie rozumie też tych wszystkich wewnątrzpartyjnych relacji, bo w tym nigdy nie uczestniczył. Dzięki temu nie jest związany żadnymi osobistymi konotacjami, braterstwem walki etc. To jest dobre. On od samego początku był niezależny.
Walka o sukcesję. „Prezydent jest na czele”
Niezależność nie jest jednak cechą, którą u polityków PiS-u i z PiS-em związanych prezes Kaczyński ceni najbardziej. A wobec tych, którzy lekceważyli jego wytyczne lub jawnie sprzeciwiali się poleceniom, bywał bardzo pamiętliwy i zazwyczaj ostatecznie stawiał na swoim. Czy z prezydentem Nawrockim będzie podobnie?
– Przynajmniej do jesieni 2027 roku to my bardziej zależymy od niego niż on od nas. Ale o ile my musimy patrzeć na horyzont 2027 roku, o tyle prezydent musi patrzeć na horyzont 2030 roku – nakreśla układ sił w relacji Nowogrodzka – Pałac Prezydencki jeden z bliskich współpracowników prezesa Kaczyńskiego.
Zaznacza jednak przy tym, że „prezes potrafi oddzielić poziom chłodnej oceny politycznej – zarówno jeśli chodzi o interesy naszej partii, jak i interesy państwa – od osobistych ocen i sympatii czy antypatii”. A dla interesów państwa, zwłaszcza interesów bezpieczeństwa i relacji ze Stanami Zjednoczonymi, Nawrocki ma być w ocenie Kaczyńskiego bardzo ważny. Tak dla obozu PiS-u, jak i dla państwa polskiego.
– Nie sądzę, żeby to był moment przełomowy w relacjach partii z prezydentem. A już na pewno moment, który doprowadzi do zerwania relacji. To byłby absurd – mówi nam poseł PiS-u kojarzony z frakcją „harcerzy”. – Myślę, że w tym małżeństwie wciąż jest więcej gorącego uczucia niż samego rozsądku czy już zwłaszcza przymusu – dodaje.
Inny z naszych rozmówców, ważny polityk PiS-u, dodaje, że to już nie te czasy, gdy wszyscy drżeli przed prezesem Kaczyńskim. – To już nie jest prezes wywierający srogą pomstę. On już nie może tego zrobić. Udowadniają to kolejne decyzje każdego dnia – ocenia z brutalną szczerością.
Zwraca też uwagę na rzecz, której – jego zdaniem – nie można lekceważyć. Pominięcie przez prezydenta „sugestii” Kaczyńskiego co do wyboru I prezesa SN było symbolicznym wyznaczeniem czerwonej linii i manifestacją siły Nawrockiego. Było też znakiem nowych czasów na prawicy. Prawicy, na której głos Kaczyńskiego nie jest już ani decydującym, ani jedynym słusznym.
– Wszyscy wiedzą, że jest walka o sukcesję na prawicy – przyznaje polityk. To zasadnicza zmiana wobec prezydentury Andrzeja Dudy i sytuacji z podwójnym wetem w 2017 roku. – Wtedy nikt nie myślał, że prezes za chwilę skończy karierę i zajmiemy się sukcesją. A dzisiaj to jest na tapecie i wszyscy o tym wiedzą. Prezydent jest tutaj na czele stawki – kończy rozmówca Interii.













