Centralny Port Komunikacyjny, przechrzczony przez premiera Donalda Tuska na Port Polska, ma zostać uruchomiony za sześć lat. Inwestycja to nie tylko samo lotnisko zlokalizowane ok. 40 km od Warszawy w gminie Baranów, ale także linia Kolei Dużych Prędkości. CPK od początku wzbudzało kontrowersje, nie tylko natury politycznej, ale przede wszystkim społecznej. Setki osób z gmin Teresin, Baranów i Wiskitki w woj. mazowieckim muszą opuścić swoje ziemie i domy.
Już kilka lat temu spółka CPK ruszyła z Programem Dobrowolnych Nabyć. Zapowiadano, że program PDN oznacza „dobrowolność po obu stronach transakcji i transparentność procedury”. Ostatecznie nie wszyscy właściciele zdecydowali się na tę opcję.
Najpierw PDN, potem wywłaszczenia
„W ramach Programu Dobrowolnych Nabyć w obszarze objętym decyzją lokalizacyjną dla lotniska i węzła zachód nabyto 1422 działki. Powierzchnia działek nabytych znajdujących się w obszarze decyzji lokalizacyjnej dla lotniska wynosi 1672 hektary. Oznacza to nabycie prawie 65 procent powierzchni na tym obszarze” – przekazała portalowi Gazeta.pl spółka CPK.
Jak dodano, „spośród 310 budynków mieszkalnych na terenie przyszłego lotniska ostatecznie nabyto 235”. „Oznaczało to pozyskanie 76 procent wszystkich budynków znajdujących się w granicach objętych decyzją lokalizacyjną dla lotniska” – czytamy. „Po nadaniu decyzji rygoru natychmiastowej wykonalności właściciele 418 działek o powierzchni prawie 500 hektarów wydali je dobrowolnie. W tym 19 działek zabudowanych” – wylicza CPK.
Ci, którzy nie chcieli skorzystać z PDN, zostaną wywłaszczeni. W ramach tej procedury na zlecenie wojewody mazowieckiego przygotowywane są nowe wyceny dla właścicieli. Po analizie uwag zgłoszonych przez CPK lub właścicieli do wycen zostaje następnie wydana decyzja odszkodowawcza, od której także przysługuje odwołanie. Jednak po jej wydaniu właściciele mogą już wnioskować o 85 proc. zaliczki.
W połowie maja decyzja lokalizacyjna dla lotniska stała się ostateczna. To oznacza, że te osoby, które jeszcze się nie wyprowadziły, mają na to 120 dni. Zegar tyka.
„Albo bierzecie, albo was wywłaszczymy”
– W komentarzach w internecie można przeczytać, że ludzie tylko się nachapali, że jeżdżą Mercedesami, siedzą na Hawajach i piją drinki – denerwuje się w rozmowie z Gazeta.pl Konrad Oskiera, właściciel działek w Nowym Oryszewie w gminie Wiskitki.
– Zadowoleni są tylko ci, którzy mieli mało gruntu i stare gospodarstwa, których nie użytkowali – uważa.
Pan Konrad ma łącznie 11 hektarów ziemi, cztery budynki gospodarcze i ok. 50-metrowy dom. Rolnikiem nie jest, na co dzień mieszka w dużym mieście. Grunty to spadek po ojcu, który zmarł jedenaście lat temu.
– W 2018 r. w Wiskitkach pojawił się Mikołaj Wild [ówczesny Pełnomocnik Rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP – red.]. Powiedział, że będzie świetnie, wszyscy będą zaopiekowani, nikomu nie stanie się krzywda i nawet wskazał szacowaną stawkę, że to będzie minimum 40 zł za metr kwadratowy [400 tys. zł za hektar – red.] – wspomina nasz rozmówca.
Według tamtych szacunków za samą ziemię pan Konrad miałby dostać łącznie ok. 4,5 mln zł. Jak twierdzi, Program Dobrowolnych Nabyć okazał się finalnie zdecydowanie mniej korzystny.
W ramach PDN miał dostać, w zależności od działki, od 12 do 30 zł za m2. Drożej wyceniane były te działki, które miały trafić pod lotnisko, niżej wyceniane były te, na których miał znaleźć się komponent kolejowy. Dawało to łącznie ok. 3 mln zł za cały teren.
– To nijak się ma do kwot płaconych 10 lat wcześniej za autostradę A2 – twierdzi pan Konrad.
Według pana Konrada ze spółką CPK „nie było żadnych negocjacji”. – Spółka nigdy nie wykonywała żadnych ustępstw. Wielokrotnie składałem jakieś oferty, wyższe, niższe, w końcu bardzo niskie. Spółka za każdym razem przerywała komunikację, na zasadzie: „albo bierzecie, albo was wywłaszczymy i w wywłaszczeniu dostaniecie mniej, tylko na tym stracicie” – mówi.
– Potem został ogłoszony plan do decyzji wywłaszczeniowej. Jedna z działek ewidentnie powinna być traktowana jak działka przemysłowa. One chodzą w okolicy po 100-300 zł za m2, a rzeczoznawca w operacie wykonanym dla wojewody wycenił to na ok. 40 zł za m2. To jest teren blisko autostrady, blisko Żyrardowa, blisko Warszawy, dobrze skomunikowany, atrakcyjny dla inwestycji – podkreśla.
Jak zaznacza pan Konrad, spółka CPK konsekwentnie zgłasza uwagi do wycen sporządzanych przez rzeczoznawców na zlecenie wojewody. Nawet jeśli te wyceny są korzystniejsze dla ludzi niż wcześniejsze, oferowane w ramach Programu Dobrowolnych Nabyć. – Twierdzą, że są źle wykonane, że są za wysokie stawki. Jak można mówić o tym, że spółka ma jakąś empatię społeczną, jakąś misję społeczną, odpowiedzialność? – pyta.
Rolnik: Zera na koncie mnie nie interesują
– Chcę to dalej prowadzić, chociaż rolnik to ginący zawód – mówi nam Maciej Boniecki, rolnik z Nowego Oryszewa. – Nie chcemy się stąd wyprowadzać, ziemia jest tu bardzo dobra. Wywłaszczeniem objęto ok. 85 proc. naszej ziemi. Niestety, działkę z zabudowaniami wywłaszczają całą – wyjaśnia.
Rodzina pana Macieja nie zgłosiła się do Programu Dobrowolnych Nabyć. – Nie chcieliśmy się denerwować, bo wiedzieliśmy, że oni nie oferują takich pieniędzy, za które można byłoby w miarę godnie się przeprowadzić. Nie dziwię się tym, co się zgodzili. Słyszeli, że jeśli nie zgodzą się na PDN, to potem przyjdzie wojewoda z wywłaszczeniem i zapłaci o wiele mniej – twierdzi.
– Ja chcę grunt zamienny. Nie pieniądze, nie zera koncie. Nikt nie myśli o tym, że nie będę miał gdzie pracować, nie będę miał się z czego utrzymać. To jest cała infrastruktura gospodarstwa, sadzarki, siewniki, ciągniki, suszarnie, baza przechowalnicza. Nawet nie mam gdzie w tej chwili przestawić tego sprzętu. Najwyżej u kolegi pod chmurą na łące. Podkreślam, nie chcę pieniędzy, chcę po prostu godziwy grunt zamienny. Ja nie chcę nic zyskać. Ja chcę zamienić hektar na hektar – wyjaśnia.
Rodzina pana Macieja dostała już wyceny od rzeczoznawcy zamówione przez wojewodę.
– Ziemię wycenili po 30 zł za m2, czyli 300 tys. zł za hektar. Chyba nie jestem w błędzie, że ziemia pod lotnisko będzie miała większą wartość, więc rzeczoznawca powinien ją wycenić z przyszłym celem przeznaczenia. 30 zł za ziemię przemysłowo-usługową to jest bardzo słaba oferta – ocenia.
– Jeśli chodzi o dom, oni widzą tylko powierzchnię mieszkalną. Korytarz, kotłownia, schody nie są brane pod uwagę. Wycenili ok. 12 tys. za m2, razem ok. 2,8 mln zł. Ktoś powie: „panie, a czego pan się czepia?”. A ta cena uwzględnia też dwa budynki gospodarcze, mniejszy dom mieszkalny i całą działkę 1,13 hektara. To wszystko jest wliczone w cenę tego metra kwadratowego – oburza się nasz rozmówca.
„Traktują nas jak zło konieczne”
– Łącznie z ok. 11 ha zabierają nam ok. 60 proc. Przykładowo, z 3,5 hektara działki, na której stoi dom, zabierają 2 hektary. Dom, budynki gospodarcze idą do wyburzenia. Zostaje nam tzw. resztkówka, z którą nie wiemy, co będziemy dalej robić – mówi nam Justyna Cuper z Nowego Oryszewa.
Rodzina pani Justyny zgłosiła się do Programu Dobrowolnych Nabyć. – Pierwszy operat był tragiczny, kolejny już był lepszy, ale w dalszym ciągu uważaliśmy, że to nie jest cena, która nas by satysfakcjonowała. Chodzi o dorobek całego życia. Mój brat z tego żyje, prowadzi gospodarstwo rolne. Zabierając mu ziemię, zabierając dom, zabierając budynki gospodarcze, pozbawia się go źródła dochodu – zaznacza.
– Jeżeli ktoś płaci 15 zł za metr kwadratowy za ziemię, to nie jest to satysfakcjonujące, ale biliśmy się z myślami, wiedzieliśmy, że prędzej czy później nas wyrzucą. Po przedstawieniu drugiego operatu zgodziliśmy się na podpisanie umowy, ale chcieliśmy mieć możliwość wynajmu jeszcze przez dwa-trzy lata. Chodziło o czas na budowę nowego domu, znalezienie nowej lokalizacji. Początkowo spółka się zgodziła. Potem zmieniono zdanie, stwierdzono, że ziemi nam nie wydzierżawią. Umowy nie podpisaliśmy, czekamy na wywłaszczenie – mówi pani Justyna.
Decyzji odszkodowawczej od wojewody rodzina pani Justyny jeszcze nie dostała. A więc nie może na razie wnioskować nawet o wypłatę 85 proc. zaliczki.
– A wie pan, co jest najgorsze? Spółka nie chce uczciwie nam zapłacić, a daje np. dofinansowania do wycieczek w gminie. Super, niech dają, ale nie naszym kosztem. Dla wszystkich wokół są pieniądze, tylko nas traktują jako zło koniecznie, którego się trzeba pozbyć, bo jesteśmy przeszkodą dla nich w budowie tego portu. Dopóki człowiek nie znajdzie się w takiej sytuacji, to nawet nie zdaje sobie sprawy, że tak działa państwo – słyszymy.
– Rozumiem, że inwestycja musi powstać, ale nie może się to odbywać kosztem ludzi, którzy żyją w tym miejscu, żyją z ziemi. Być może niektórym było łatwo się stąd wyprowadzić, jeśli nie utrzymywali się z rolnictwa. Zresztą, też nie chcę nikogo oceniać, bo dla każdego musiała to być trudna decyzja. Ludzie byli związani z tym miejscem, każdy się znał, można powiedzieć, że byliśmy jak jedna wielka rodzina – zaznacza pani Justyna.
„Czy państwo zamierza tu siać buraki i pszenicę?”
Na rozmowę zgodził się też inny z rolników w Nowym Oryszewie, chcący zachować anonimowość.
– Część gruntów mam w Nowym Oryszewie, część w Skrzelewie. Zostaną mi bodajże 2 hektary, reszta jest wywłaszczana. Mój dom na razie zostaje. Moich gruntów chcą mi zabrać ok. 14 ha, a łącznie z tymi, które dzierżawiłem, to ok. 25 ha – wylicza.
– Nie sprzedaliśmy ziemi w Programie Dobrowolnych Nabyć, bo proponowali nam cenę jak za grunt rolny. Czy państwo zamierza tu siać buraki i pszenicę? Wychodziło 12 zł, 17 zł za m2. Zaproponowaliśmy swoją cenę, dostaliśmy odpowiedź, że nie widzą dalszej możliwości rozmowy ze względu na zbyt duże rozbieżności. W okolicy ceny za ziemię inwestycyjną dochodzą do 300 zł za m2. A ja chciałem po 100 zł – przyznaje.
Jak przyznaje mieszkaniec Nowego Oryszewa, z operatów zamówionych później przez wojewodę wynika, że stawka za działkę rolną jest już wyższa, ok. 30 zł za m2.
– Państwo chce kupić ziemię, na której będzie robiło inwestycję, która ma być kołem zamachowym dla naszego kraju. A robią to za cenę gruntów rolnych, nawet powiedziałbym, że poniżej. Za te pieniądze, które nam się proponuje, nie jesteśmy w stanie odkupić ziemi tej samej klasy. Może są ziemie daleko gdzieś w Polsce słabszej klasy, ale po to mieszkaliśmy tutaj, żeby produkować zdrową żywność i zaopatrywać Warszawę. To jest moje miejsce pracy. Ja się z tego utrzymuję – podkreśla.
– To nie jest taka praca, że weźmie się rzeczy z biurka i znajdzie drugą. To jest kupowanie sprzętu rolniczego, wszystkich maszyn. Mówią: „pan sobie zabierze maszyny”. Ale gdzie ja mam iść z tymi maszynami? Pod blokiem mam je ustawiać? – dodaje.
– Ludzie tego nie rozumieją. Żeby to odczuć, trzeba byłoby tu mieszkać. Jak rozmawiam z ludźmi spoza terenu, to mówią: „Przecież zapłacą ci pieniądze”. Nie da się pieniędzmi odkupić wspomnień, przywiązania do tego miejsca. A poza tym, jakimi pieniędzmi? Nam nie płaci się jak za ziemię inwestycyjną. Chce nam się zapłacić poniżej cen ziemi rolnej – powtarza rolnik.
„Bulwersuje nas to, że opinia społeczna nic nie wie”
Zastrzeżenia do procesu wykupu ziemi pod CPK mają też Aneta i Jarosław Bronowscy. Byli właścicielami łącznie trzech hektarów ziemi przy drodze asfaltowej w Nowym Oryszewie.
– Prowadzę firmę meblową. Wymyśliłem, że postawię tam halę magazynową. Gmina wydała decyzję o warunkach zabudowy i zgodziła się na postawienie hali o powierzchni 2 tys. m2 razem z budynkami biurowymi – opowiada nam Jarosław Bronowski.
Zaczął przygotowania, nawiózł ziemię, by wyrównać grunt, na co wydał ok. 100 tys. zł. Pozwolenia na budowę już nie dostał, bo w życie weszła ustawa o CPK. Połowę ziemi małżonkowie sprzedali w ramach Programu Dobrowolnych Nabyć za ok. 550 tys. zł, czyli ok. 37 zł za m2.
– Chcieli wziąć od nas całość, tylko my nie chcieliśmy sprzedać, bo myślałam, że i tak postawimy halę. Liczyliśmy na to, że może to lotnisko nie powstanie – wyjaśnia Aneta Bronowska.
Wciąż zostało zatem drugie 1,5 ha, które ma zostać wywłaszczone.
– Prosiłem, żeby dali mi ziemię na zamianę, żeby pozwolili mi postawić halę gdzieś w okolicy. Nie było rozmowy. Zrobili początkową wycenę poniżej 30 zł za m2, choć w okolicy nie kupi się ziemi rolnej poniżej 60 zł za m2. A poza tym, te tereny, które nam zabierają, są tak naprawdę przeznaczone pod usługi. W okolicach aktualne ceny transakcyjne takich działek wahają się od 220 do 500 zł za m2 – zaznacza Jarosław Bronowski.
– W pierwszej wycenie od wojewody działka była wyceniona poniżej wartości tej ziemi sprzed trzech lat. Nie wiem, na jakiej zasadzie ci rzeczoznawcy wyceniają te działki – dziwi się Aneta Bronowska. – To ziemia położona w bardzo dobrej lokalizacji. To 3 km od węzła Wiskitki, gdzie teraz się wszystko rozbudowuje – wyjaśnia.
– Ta działka jest dla nas warta 250 zł za m2, dla nich może być warta 150 zł. No ale nie może być warta 30 zł! Tu nie chodzi o zatrzymanie inwestycji, tylko żeby były z tego jakieś godne pieniądze. Powstanie tego magazynu zapewniłoby nam godziwą starość i emeryturę. To państwo nie pozwoliło nam postawić tam hali, to oni zredukowali nam najpierw tę działkę z usługowej do rolnej – podkreśla Jarosław Bronowski.
Małżeństwo złożyło zastrzeżenia do wyceny wykonanej na zlecenie wojewody. – Działki zostały w końcu uznane za budowlane i wycenione trzykrotnie lepiej niż w pierwotnej wersji. To duży postęp, ale w maju złożyliśmy kolejne zastrzeżenia. Bo wciąż uważamy, że powinny zostać uznane za przemysłowo-usługowe, te wyceniane wyżej – powtarza pan Jarosław
– Bulwersuje nas to, że opinia społeczna nic nie wie. Nie wie, jak jest. My, jako garstka ludzi, która została, nie możemy się przebić ze swoją historią – mówi pani Aneta.
„Nie mogę ze swoimi działkami nic zrobić”
Mariusz Krasuski w miejscowości Gole w gminie Baranów ma dwie działki. Na jednej z nich chciał postawić dom, o którym marzy z narzeczoną.
– Kilka lat temu uzyskaliśmy na tę działkę warunki zabudowy. Działka jest kilometr od przedszkola, kilometr od przychodni, kilometr od szkoły podstawowej. Jak na wieś, jest dosyć dobrze położona, wszędzie jest blisko. Już mieliśmy starać się o pozwolenie na budowę, gdy okazało się, że ma być tam inwestycja. Spodziewaliśmy się, że pewnie będzie ciężko odzyskać swoje pieniądze, w praktyce okazało się, że jest jeszcze ciężej – mówi nam pan Mariusz.
Zaznacza, że ustawa o CPK umożliwiła usunięcie tych warunków zabudowy, przez co „ziemia znacznie straciła na wartości”.
– Jakieś dwa lata temu zostałem zaproszony przez spółkę CPK na rozmowę negocjacyjną. Okazało się, że tam żadnych negocjacji nie było, przedstawiono mi tylko wycenę ziemi, oczywiście nie wzięto pod uwagę wcześniejszych warunków zabudowy. Wyszło poniżej 15 zł za m2, a ziemia jest według mnie warta co najmniej 100 zł za m2. Oczywiście nie chciałem się zgodzić, bo zostałem pozbawiony de facto mojego majątku. Zapytałem, czy jest możliwość otrzymania nieruchomości zastępczej. Nie było – dodaje.
– Teraz czekam na wycenę rzeczoznawcy zamówionego przez wojewodę. Zostanę wywłaszczony. Minęło kilka lat, a ja jestem tak naprawdę zablokowany. Nie mogę ze swoimi działkami nic zrobić, nie wolno mi tam nic wybudować, mam zamrożone pieniądze – mówi.
„Nie ma żadnych negocjacji”
Mariusz Kaczmarek prowadzi z rodziną gospodarstwo rolne o powierzchni 7,8 ha w miejscowości Drybus w gminie Baranów.
– W Programie Dobrowolnych Nabyć wycenili nam 260-metrowy dom wraz z budynkami gospodarczymi na 2,2 mln. Dom wyszykowaliśmy sobie na górze i na dole. W tę kwotę wliczone jest też 1,27 ha działki, metalowe garaże, nasadzenia, brama. Ziemię przy drodze powiatowej miałem wycenioną natomiast na 31 zł za m2, wyceniona jest jako rolna, a powinna jako rolno-budowlana – wskazuje.
– Ze spółką nie ma żadnych rozmów ani negocjacji. Rozmowa była taka, że albo sprzedajemy w PDN za tyle, co proponują, albo nas wywłaszczą. Już tyle lat wcześniej mówiliśmy spółce CPK, że my nie chcemy pieniędzy, że jeżeli nie chcą zapłacić nam tyle, ile my chcemy, to niech przebudują nam to, co mamy, w obszarze do 10 km – dodaje.
– My w ogóle nie chcemy się stąd wynieść. Rodzice zawnioskowali do spółki CPK, żeby zaproponowała nam jakieś nieruchomości zamienne w okolicy Baranowa lub Drzewicza. Nie było takiej możliwości. Potem wystąpiliśmy, żeby dali nam w okolicy ziemię rolną. Zaproponowali piątą, szóstą klasę i to, powiem brzydko, na zadupiu, gdzie nie ma żadnej komunikacji. Nikogo nie interesuje również to, że poza obszarem lotniska dzierżawimy też ziemię, po wyprowadzce stracimy dodatkowe źródło dochodu – zaznacza pan Mariusz. Rzeczoznawca od wojewody najpierw wycenił 260-metrowy dom z 1,27 ha działką na ok. 2,6 mln zł. Po odwołaniu wzrosło to do ok. 3 mln zł.
Spółka CPK: Zawsze wybierany korzystniejszy wariant dla właściciela
Rzeczniczka spółki CPK Agnieszka Stefańska-Krasowska wyjaśniła w odpowiedzi na nasze pytania, że „podstawą wyceny rynkowej są zawsze transakcje rynkowe nieruchomościami, które są podobne na rynku lokalnym”, a jeśli takich podobnych transakcji nie ma, brany jest pod uwagę np. dochód z takiej ziemi lub koszt wybudowania nieruchomości.
Rzeczniczka zaznaczyła, że w ramach programu PDN oferowano właścicielom m.in. bonusy w wysokości 20 procent do wartości gruntu i 40 procent do wartości budynków. „Zawsze wybierany był wariant korzystniejszy dla właściciela” – czytamy w e-mailu przesłanym redakcji Gazeta.pl.
Według Agnieszki Stefańskiej-Krasowskiej, spółka była fakże „otwarta na negocjacje”. „Uwagi były często przyjmowane przez rzeczoznawców i dlatego rolnicy mogli znacząco wpłynąć na operaty szacunkowe” – podkreśla.
Przedstawicielka CPK przyznaje, że spółka zgłasza uwagi do operatów szacunkowych zamówionych przez wojewodę i odwołuje się od decyzji odszkodowawczych, zaznacza jednak, że nie od wszystkich. „Składane przez nas odwołania dotyczą sposoby metodyki wycen. Do tej pory ich efektem było zarówno obniżenie, jak i podniesienie wartości odszkodowania” – wskazuje Agnieszka Stefańska-Krasowska.
Rzeczniczka spółki CPK podkreśla, że uwagi i odwołania składają również właściciele nieruchomości. Jak zaznacza, termin wypłat zaliczek po wydaniu decyzji odszkodowawczej został skrócony z 30 do 7 dni, co ma ułatwić mieszkańcom jak najszybszą wyprowadzkę. Wniosków o zaliczki wpłynęło do końca maja blisko 120, z czego niemal 100 zostało już zrealizowanych.
Spółka twierdzi również, że istniała możliwość wymiany gruntów na inne. „Osoby wywłaszczane mają prawo kierować do spółki wnioski o przedstawienie ofert nieruchomości zamiennych i zawarcie ugody administracyjnej w postępowaniu prowadzonym przez wojewodę. Takie rozwiązanie jest jak najbardziej możliwe i oferowane przez Spółkę” – pisze nam rzeczniczka CPK.
Rzeczniczka wojewody: Zależy nam na sprawnym prowadzeniu postępowań
„Proces odszkodowawczy dotyczący inwestycji Port Polska jest to największym od lat tego rodzaju procesem realizowanym w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie” – wskazuje Luiza Jurgiel-Żyła, rzeczniczka wojewody mazowieckiego Mariusza Frankowskiego.
Dodaje, że proces dotyczy 887 działek, z czego ponad 90 proc. stanowią działki, na których nie ma domów. Budynki mieszkalne znajdują się na 75 działkach.
„Sprawy dotyczące nieruchomości mających bezpośredni wpływ na sytuację życiową mieszkańców są traktowane priorytetowo” – zapewnia Luiza Jurgiel-Żyła.
„Na zlecenie Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie niezależni rzeczoznawcy majątkowi sporządzili 543 operaty szacunkowe dla wszystkich nieruchomości objętych decyzją lokalizacyjną” – informuje nas rzeczniczka. Zapewnia, że „w części spraw rzeczoznawcy odwiedzali nieruchomości kilkukrotnie, a terminy oględzin były uzgadniane z właścicielami, także w weekendy, jeśli wymagała tego ich sytuacja”.
Do 8 czerwca wojewoda wydał 338 decyzje odszkodowawcze na łączną kwotę ponad 235 mln zł. Przypomnijmy, że na podstawie tych decyzji właściciele mogą ubiegać się o wypłatę zaliczek w wysokości 85 proc. ustalonego odszkodowania.
„Spółka Centralny Port Komunikacyjny zgłosiła uwagi do jednej trzeciej operatów, natomiast odwołania ze strony spółki dotyczą większości dotychczas wydanych decyzji odszkodowawczych” – wskazuje Luiza Jurgiel-Żyła.
Według rzeczniczki wojewody, to, jak wyceniane są nieruchomości jest „ściśle regulowane przepisami” i „nie pozostaje kwestią uznaniową”. „Wynika to z przepisów ustawy o Centralnym Porcie Komunikacyjnym i ustawy o gospodarce nieruchomościami” – zaznacza rzeczniczka wojewody.
„Mamy świadomość, że planowana inwestycja wiąże się z ważnymi zmianami dla wielu mieszkańców. Dlatego od początku zależało nam nie tylko na sprawnym prowadzeniu postępowań o ustalenie odszkodowania, ale także na zapewnieniu właścicielom nieruchomości realnego udziału w każdym etapie procesu oraz pełnej informacji o ich prawach” – podkreśla przedstawicielka Urzędu Wojewódzkiego.













