W Berlinie doszło do interwencji niemieckiej policji wobec członków Ruchu Obrony Granic, którzy chcieli ustawić drewniany krzyż upamiętniający polskie ofiary niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej. Wśród zatrzymanych znalazł się Robert Bąkiewicz. Po zdarzeniu lider organizacji zarzucał funkcjonariuszom brutalne zachowanie, natomiast berlińska policja przekazała, że uczestnicy zgromadzenia nie zastosowali się do wydanych poleceń. Sytuacja wzbudziła duże emocje, dlatego postawiliśmy zapytać o czytelników jakie mają zdanie o Bąkiewiczu. Sondę, której wyniki opisujemy, znajdziesz pod artykułem: Robert Bąkiewicz skuty przez niemiecką policję. „Wsadzali mi palce do oczu, dusili mnie”.
Czytelnicy ocenili Roberta Bąkiewicza. Jedna odpowiedź zdominowała sondę
W przeprowadzonej sondzie poprosiliśmy czytelników o wyrażenie opinii na temat działalności politycznej Roberta Bąkiewicza. Najwięcej osób odbiera ją pozytywnie, taką odpowiedź wybrało 66,20 procent głosujących, co odpowiada 10 445 głosom. Przeciwnego zdania było 33,14 procent, taką opcję zaznaczyło 5 229 internautów. Z kolei jedynie niewielka grupa zadeklarowała brak zdania w tej kwestii, były to 103 osoby (0,60 proc.). Łącznie w sondzie oddano 15 777 głosów, a wyniki zebraliśmy 17 czerwca 2026 roku.
Robert Bąkiewicz zatrzymany w Berlinie. Interweniowała niemiecka policja
Do zdarzenia, które stało się punktem wyjścia naszej sondy, doszło 16 czerwca w pobliżu Reichstagu w Berlinie. Członkowie Ruchu Obrony Granic pojawili się tam z drewnianym krzyżem, który chcieli ustawić jako symbol pamięci o polskich ofiarach niemieckich zbrodni z czasów II wojny światowej. Według relacji uczestników planowano przejście w kierunku miejsca upamiętnienia, które zostało utworzone przez stronę niemiecką. Akcja zakończyła się interwencją policji, a na opublikowanych nagraniach widać moment zatrzymania części uczestników, w tym Roberta Bąkiewicza.
Po uwolnieniu lider Ruchu Obrony Granic mówił o brutalnym traktowaniu przez funkcjonariuszy. Twierdził, że podczas zatrzymania użyto wobec niego przemocy fizycznej. Zwracał również uwagę na symboliczny wymiar całej akcji, przekonując, że niemieckie służby nie dopuściły do upamiętnienia ofiar wojny. W związku z wydarzeniami apelował także o reakcję polskich władz dyplomatycznych.
Inaczej sytuację opisała berlińska policja. W komunikacie przekazano, że grupa kilkunastu osób niosła transparenty oraz duży drewniany krzyż i zamierzała przemaszerować do miejsca pamięci. Funkcjonariusze poinformowali, że zaproponowali organizację zgromadzenia w innym miejscu lub indywidualne przejście pod pomnik. Według policji uczestnicy nie zastosowali się do tych poleceń, co doprowadziło do sześciu zatrzymań oraz użycia środków przymusu podczas interwencji. Po zakończeniu działań wszystkie zatrzymane osoby zostały zwolnione.
Robert Bąkiewicz usłyszał wyrok. Chodzi o wydarzenia podczas protestów Strajku Kobiet
Robert Bąkiewicz od lat należy do najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiego życia publicznego. Jego działalność budzi skrajne reakcje zarówno wśród zwolenników, jak i krytyków. W ostatnich latach był związany m.in. ze Stowarzyszeniem Marsz Niepodległości, uczestniczył w licznych akcjach społecznych i manifestacjach, a jego nazwisko regularnie pojawiało się w debatach dotyczących polityki, bezpieczeństwa oraz działalności środowisk narodowych. Wokół Bąkiewicza wielokrotnie toczyły się także spory polityczne i sądowe, które przyciągały uwagę opinii publicznej oraz mediów.
Jedną z głośniejszych spraw związanych z Bąkiewiczem były wydarzenia z października 2020 roku, kiedy po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji w całym kraju odbywały się protesty organizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet. W trakcie jednej z demonstracji w warszawskim Kościele Świętego Krzyża doszło do incydentu z udziałem Angeliki Domańskiej. Aktywistka przekonywała, że została popchnięta przez Bąkiewicza na schodach, w wyniku czego upadła i straciła przytomność. Po kilku latach postępowania 29 maja 2026 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia uznał Roberta Bąkiewicza za winnego i skazał go na 10 miesięcy prac społecznych oraz 5 tys. zł zadośćuczynienia.












