-
Polacy, którzy zostali poszkodowani przez niemiecki reżim w czasie II wojny światowej, mają otrzymać wsparcie finansowe z Niemiec, ale rząd niemiecki opóźnia decyzję, podczas gdy liczba żyjących ofiar zmniejsza się.
-
Strona polska przedstawiła konkretny plan wypłat, jednak niemieckie ministerstwa prowadzą długotrwałe dyskusje, wskazując na prawne i finansowe trudności oraz obawy przed podobnymi roszczeniami z innych krajów.
-
Koszt wypłat świadczeń szacowany jest na około 300 mln euro z niemieckiego budżetu, lecz do tej pory nie zapadła żadna decyzja i sprawa pozostaje nieuregulowana.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Dziennikarze Daniel Broessler i Claus Hulverscheidt na wstępie przypominają, że liczbę jeszcze żyjących ofiar niemieckiego reżimu szacuje się na 50 tys. To ich miał na myśli kanclerz Friedrich Merz, gdy w grudniu 2025 roku zapewnił, że jego rząd jest „świadomy swojej historycznej odpowiedzialności” wobec Polski.
Polskie ofiary mogły mieć nadzieję, że od lat dyskutowany „humanitarny gest” w formie świadczenia finansowego stanie się wreszcie rzeczywistością. „Jednak poszkodowani ciągle jeszcze bezskutecznie czekają” – podkreślają dziennikarze „SZ”. Ich tekst ukazał się w niedzielę w portalu opiniotwórczej niemieckiej gazety.
Polska przedstawiła konkretny plan, Niemcy dyskutują „w nieskończoność”
Według „Sueddeutsche Zeitung” strona polska przedstawiła niemieckiemu rządowi „bardzo konkretny plan”, który dyskutowany jest obecnie na szczeblu kilku niemieckich ministerstw i – zdaniem autorów – „omawiany w nieskończoność”. Mowa jest o prawnych zastrzeżeniach, obawach przed żądaniami z innych krajów i trudnej sytuacji budżetowej.
Jak podaje gazeta, około dwa miesiące temu doszło do rozmowy na ten temat z udziałem szefa MSZ Johanna Wadephula, ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta, ministra finansów Larsa Klingbeila i szefa urzędu kanclerskiego Thorstena Frei’a. Podkreślono ponownie, że sprawa reparacji jest dla RFN zamknięta, a możliwy jest jedynie „humanitarny gest”.
Rząd Donalda Tuska nie chce jałmużny
Rząd Donalda Tuska zdaniem „SZ” pogodził się z odmową reparacji, zależy mu jednak na tym, aby gest nie został odebrany przez polską opinię publiczną jako jałmużna, co byłoby wodą na młyn dla prawicowych populistów i nacjonalistów. Ogromnym problemem dla Tuska jest „nieunikniona różnica” pomiędzy żądaniami PiS (1,3 biliona euro) a skalą humanitarnego gestu. Z tego powodu Tusk odrzucił w 2024 roku ofertę 200 mln euro złożoną przez ówczesnego kanclerza Olafa Scholza.
Strona polska zasygnalizowała władzom w Berlinie, że mogłaby zaakceptować kwotę w wysokości 10 tys. zł rocznie dla każdego poszkodowanego. Niemcy nie przekazałyby stałej kwoty lecz zmniejszającą się co roku sumę. „Z każdym miesiącem, który niemiecki rząd przeciąga, liczba beneficjentów zmniejsza się o jeden tysiąc” – zaznaczył Broessler.
Koszt dla niemieckiego budżetu – około 300 mln euro
Z „ostrożnych wyliczeń” wynika, że niemiecki budżet musiałby wyasygnować na świadczenia około 300 mln euro – czytamy w „SZ”. To nie jest mała suma, zastrzega autor, gdyby trzeba było wypłacić ją na raz. W przypadku wypłat rocznych, budżet musiałby wyasygnować „tylko” 100 mln, a w kolejnych latach kwota systematycznie by się zmniejszała. „Dotychczas w niemieckim rządzie nie osiągnięto zgody” – zastrzegają Broessler i Hulverscheidt.
Ministerstwo Finansów odmawia publicznego ustosunkowania się do problemu. Otoczenie ministra Klingbeila dementuje jednak podejrzenia, że to on blokuje humanitarny gest. „Czas ucieka” – podkreśla Broessler dodając, że kanclerz Merz podczas konsultacji w grudniu 2025 roku obiecał, że pamięć i rozliczenia niemieckiej dyktatury „nigdy nie będą dla nas sprawą zamkniętą”.
Jacek Lepiarz, Deutsche Welle Polska
-
Deutsche Welle: Friedrich Merz i świat. Relacje bywają napięte
-
Bąkiewicz obsługuje swoją „bańkę”. Ale czy Niemcy są wobec Polski w porządku?













