-
Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazał Tomasza K. na dożywocie za zabójstwo żony oraz próbę upozorowania jej śmierci w wypadku kolejowym.
-
W grudniu poprzedniego roku Sąd Okręgowy w Gdańsku wymierzył Tomaszowi K. karę 26 lat pozbawienia wolności za zabójstwo, sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym oraz zniszczenie mienia.
-
Tomasz K. musi zapłacić zadośćuczynienia najbliższym zamordowanej żony w kwotach określonych przez sąd.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał w poniedziałek prawomocny wyrok w procesie apelacyjnym Tomasza K., skazanego w pierwszej instancji na 26 lat więzienia za zabójstwo 31-letniej żony Jolanty na Kaszubach. Prokuratura i rodzina domagały się dla niego dożywocia.
Sąd apelacyjny uchylił i zmienił wcześniejszy wyrok sądu I instancji w ten sposób, że karę łączną – zaostrzył z 26 lat więzienia właśnie na dożywocie. W pozostałej części zaskarżony wyrok utrzymał w mocy.
Sprawa Tomasza K. Dokładnie zaplanował zbrodnię
Przewodniczący składu orzekającego sędzia Leszek Mering w uzasadnieniu powiedział, że okoliczności głównego czynu, nie budzą żadnych wątpliwości i zostały w pełni udowodnione. Sąd apelacyjny w pełni zaakceptował dokonane przez sąd okręgowy ustalenia. Sąd II instancji nie miał wątpliwości, że Tomasz K. dokonał zabójstwa, w sposób planowy i przemyślany.
Jednocześnie sąd zaznaczył, że wyjaśnienia oskarżonego podczas sprawy były zmienne i – co należy dostrzec – dopasowywane do aktualnej sytuacji procesowej.
– Zachowanie oskarżonego nie miało charakteru impulsywnego, chwilowego, uwarunkowanego zaistnieniem jakiś okoliczności, czy ich zbiegu; które miałyby stanowić impuls do nagłego zachowania. Przeciwnie – zachowanie oskarżonego miało charakter w pełni planowy i zborny – mówił sędzia Mering i dodał, że ujawnione okoliczności sprawy pozwalają przyjąć, że oskarżony Tomasz K. na zimno opracował plan i sposób jego realizacji. Według sądu pozorował swój rzekomy pobyt w czasie zbrodni w garażu – m.in. zostawił tam światło i telefon komórkowy, znał też rozkład jazdy pociągów.
Sąd w poniedziałek uznał, że Tomasz K. działał z premedytacją – zarówno planując zbrodnię, jak i po zabójstwie. To zdaniem sądu wykluczało nagły przebieg zdarzeń, na który wskazywał oskarżony.
Sąd o Tomaszu K. „Powinien być izolowany”
Jednocześnie sąd zaznaczył, że podzielił zdanie prokuratora i oskarżycieli posiłkowych dotyczące wysokości kary (domagali się dożywocia) i dodał, że zarzut rażącej niewspółmierności kary jest słuszny. Sąd I instancji nie nadał właściwej rangi tym okolicznościom, które mają zasadnicze znaczenie przy kształtowaniu kary.
– Okoliczności przedmiotowe dotyczące czynu oskarżonego Tomasza K., ale te o charakterze podmiotowym związane z jego osobą nakazują przyjąć, że żadna kara, poza przewidzianą w kodeksie karnym dożywotniego pozbawienia wolności, nie zrealizuje wobec niego określonych w ustawie celów – uzasadnił sędzia Mering i dodał, że w przypadku K. zasadniczą funkcją kary jest ta, zapobiegawczo ochronna.
Zdaniem sądu oskarżonemu należy wymierzyć dożywotnie pozbawienie wolności. W uzasadnieniu sąd m.in. podkreślił, że oskarżony jest egoistą, dla którego życie ludzkie nie ma żadnej wartości.
– Oskarżony jest osobą wysoce zdemoralizowaną, która powinna być izolowana od społeczeństwa – uzasadnił sędzia Mering. Podsądnego nie było na sali rozpraw.
Próbował upozorować śmierć żony. Tomasz K. skazany
Tomasz K. odpowiadał za zbrodnię ze stycznia 2024 roku. Według aktu oskarżenia mężczyzna zamordował swoją żonę, a następnie upozorował jej śmierć w wypadku na przejeździe kolejowym w Mezowie na Kaszubach.
W grudniu 2025 roku Sąd Okręgowy w Gdańsku uznał Tomasza K. za winnego zabójstwa, sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym oraz zniszczenia mienia i wymierzył mu łączną karę 26 lat za kratami. Mężczyzna w toku śledztwa i przed sądem pierwszej instancji przyznał się do zabójstwa, jednak – jak wskazywał sąd – umniejszał swoją winę.
K. musi też zapłacić zadośćuczynienia dla najbliższych zamordowanej żony Jolanty K. – Danuty i Jerzego B. po 150 tys. zł oraz dla Beaty, Kacpra, Jacka i Marka B. po 100 tys. zł.
Motywem morderstwa był rozpad małżeństwa, z którym K. nie mógł się pogodzić.
-
„Podjąłem decyzję o przerwie”. Zwrot ws. głośnego wyroku za zabójstwo
-
Policja w trakcie obławy w Mierzawie nie mówiła wszystkiego. Nowe informacje












