Jest atak, ruszacie na pomoc. Widzicie ludzi, którzy potrzebują ratunku. Adwersarz tylko czeka, aż dotrzecie na miejsce. Wtedy uderza ponownie. Tak wyglądają ataki „double tap”.
– To coś bardzo nikczemnego. Ewidentnie widzimy w Ukrainie schemat, który jako Lekarze bez granic znamy z Syrii i innych wojen, w których pracowaliśmy – mówi Interii Robin Meldrum, szef misji Lekarzy bez Granic w Ukrainie.
W praktyce ten okrutny schemat oznacza, że bardzo trudno określić, kiedy reagować. – Nasze ambulanse zazwyczaj kursują między szpitalami, ale kiedy dochodzi do poważnego incydentu, jesteśmy wzywani na pomoc. I to jest największy dylemat. Kiedy jest bezpiecznie? Czy już można ruszać z pomocą? Po prostu boisz się drugiego ataku. To decyzje, które muszą podejmować wszyscy ratownicy w Ukrainie – mówi.
Rosjanie polują na medyków. Lekarze w raporcie: To nie zbieg okoliczności
W warunkach wojennych działanie medyków jest niezmiernie trudne. A w Ukrainie – jak alarmują Lekarze bez Granic – ludzie niosący pomoc medyczną stają się celem śmiercionośnych uderzeń. Są nim także szpitale, poradnie i karetki. Lekarze bez Granic opublikowali raport „Bezpiecznego miejsca, by leczyć, już nie ma”, w którym dokumentują regularne i precyzyjne ataki sił rosyjskich na medyków i placówki medyczne.
– Wszędzie w promieniu 100 kilometrów od linii frontu opieka zdrowotna jest celem i znajduje się pod ogromną presją – wskazuje Robin Meldrum.
Od lutego 2022 roku do końca 2025 roku Światowa Organizacja Zdrowia odnotowała 2 811 ataków na placówki opieki zdrowotnej. – My też tego doświadczamy. Musieliśmy wycofać się z ośmiu szpitali, odkąd zaczęliśmy je wspierać w 2022 roku, a wiemy, że cztery z nich zostały później całkowicie zniszczone – opowiada rozmówca Interii.
Jak wskazuje, na odcinku ponad tysiąca kilometrów linii frontu szpitale i ośrodki zdrowia mają bardzo niewielu pracowników, a pozostają bardzo obciążone i z trudem dają radę. – Placówki przy linii frontu mają ogromny problem z rekrutacją personelu. W szpitalach, które odwiedzamy, średnio ubyło od 40 do 60 proc. personelu. To ludzie, którzy wyjechali do bezpieczniejszych części kraju. Trudno ich za to potępiać. Jeśli jesteś lekarzem i masz rodzinę z małymi dziećmi, to zrozumiałe, że chcesz o nich zadbać – dodaje.
Śmiercionośne drony FPV
Szef misji medycznej w Ukrainie podkreśla, że ludzie się boją, bo widzą, że opieka zdrowotna nie jest chroniona, wręcz przeciwnie, jest celem ataków. Boją się i medycy, i pacjenci.
Skutki są po wielokroć tragiczne – giną osoby niosące pomoc dla cierpiących w rosyjskich atakach, poszkodowani nie mają ratunku, a cywile – na przykład chorujący przewlekle, którym można by pomóc, boją się o tę pomoc zwrócić.
– Przy tych wszystkich małych dronach atakujących FPV w powietrzu, ludzie są naprawdę przerażeni. Szpitale powinny być dla nich bezpiecznym miejscem. A tak nie jest – mówi Interii Meldrum.
Drony FPV (z ang. First Person View) to urządzenia, którymi steruje się z perspektywy pierwszej osoby. Dron staje się oczami sterującego, który dokładnie widzi, w co – albo kogo – uderza.

Lekarze bez granic w swoim raporcie opisują sytuację z 29 września 2025 roku, gdy pielęgniarka i dyrektor ośrodka zdrowia wspieranego przez Lekarzy bez Granic w Łymanie w obwodzie donieckim dostarczali leki.
Pojazd, którym jechali – jak podkreślają medycy – był wyraźnie oznakowany. Został trafiony przez rosyjskiego drona FPV.
– Dron uderzył tuż przed moimi oczami, powodując potężną eksplozję. Prawdopodobnie straciliśmy przytomność na kilka sekund, ponieważ później stwierdzono, że zarówno Valentyna (pielęgniarka – red.), jak i ja mieliśmy uszkodzone błony bębenkowe. Samochód wypełnił dym i silny zapach spalenizny. Zaciągnąłem hamulec ręczny, otworzyłem drzwi, a jedyną myślą, jaka mi towarzyszyła, było to, jak wydostać się z samochodu, ponieważ obawiałem się, że może dojść do kolejnego ataku dronu. Wypadłem z samochodu i pomyślałem, że wstanę i ucieknę, ale kiedy spojrzałem na swoją nogę, wyglądała, jakby została przepuszczona przez maszynkę do mięsa – relacjonował Andrii Rebrov, dyrektor Centrum Podstawowej Opieki Zdrowotnej w Łymanie, cytowany przez Lekarzy bez Granic.
– Ta chwila uświadomiła mi, jak precyzyjne i dobrze zaplanowane potrafią być te ataki. Ten horror musi się skończyć, bo niszczy ludzi i całe społeczności – wskazał.
Organizacja podkreśla, że zgodnie z międzynarodowym prawem humanitarnym celowe atakowanie wyraźnie oznakowanego personelu medycznego lub pojazdów medycznych może stanowić zbrodnię wojenną.

Kto zostaje w miejscowościach przy froncie?
Robin Meldrum, szef misji Lekarzy bez Granic w Ukrainie zwraca uwagę na dramatyczną sytuację osób starszych. Tych w miejscowościach w pobliżu linii frontu jest wiele.
– To ludzie w wieku 60, 70, czasem 80 lat lub więcej. Często są to osoby, które nie wiedzą, co innego mogłyby zrobić. Nie wiedzą, dokąd się udać. Zostali w miastach takich jak Chersoń, który leży tuż przy linii frontu, lub w miasteczkach i wioskach, w których mieszkali całe życie. Samo opuszczenie mieszkania czy domu jest dla nich przerażającą perspektywą – mówi.
Jak zaznacza, te osoby nie mają teraz niemal żadnego dostępu do opieki zdrowotnej. Wiele z nich cierpi na schorzenia przewlekłe – mają problemy z sercem lub cukrzycę i potrzebują regularnego dostępu do leków i leczenia.
– A tego nie ma, co stanowi ogromny problem. Wspieramy jeden ze szpitali w Chersoniu, który leży nad samym brzegiem Dniepru na południu, właściwie na linii frontu. Wspieramy tam oddział intensywnej terapii, a także chirurgię i oddział ratunkowy. Szczególnie na intensywnej terapii średnia wieku przyjmowanych pacjentów to 67 lat – wskazuje rozmówca Interii.
Według danych Organizacji Narodów Zjednoczonych w czerwcu w Ukrainie zginęło najwięcej cywilów od kwietnia 2022 r. – Po tym, jak w maju odnotowano najwyższą liczbę ofiar cywilnych od ponad czterech lat, w czerwcu jeszcze wzrosła i wyniosła 293. 1990 cywilów zostało rannych – wskazano w raporcie Misji ONZ ds. Monitoringu Praw Człowieka na Ukrainie (HRMMU).
Justyna Kaczmarczyk













