Dwa elementy dotyczące finansów publicznych są w tej kadencji Sejmu żywo dyskutowane. Pierwszy to podniesienie kwoty wolnej od podatku, bo z takim postulatem do wyborów szła Koalicja Obywatelska. Kwota ta miała wzrosnąć z 30 do 60 tys. zł, ale rząd przekonuje, że taki ruch będzie dla państwa zbyt kosztowny i w tej sprawie nic się nie dzieje.
Drugi element dotyczy podniesienia drugiego progu podatkowego. Pojawiały się przeróżne postulaty. Szefowa Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz chciała podniesienia progu do kwoty 140 tys. zł, a Przemysław Czarnek z PiS szedł jeszcze dalej i proponował 180 tys. zł. Rząd ma w tej sprawie swój pomysł.
Pierwsza grupa zmian
Według propozycji Donalda Tuska i Andrzeja Domańskiego drugi próg wzrośnie o 10 tys. zł do kwoty 130 tys. zł. Pomiędzy zarobkami w granicach 130-150 tys. zł pojawi się natomiast nowa stawka opodatkowania w wysokości 24 proc. W ten sposób rząd chce realnie pomóc tym, którzy niewiele przekraczali dotychczasowy próg (120 tys. zł), a dla kolejnej grupy wprowadzić rozwiązanie pośrednie między dotychczasowymi stawkami 12 i 32 proc.
– Premier próbuje udawać, że to spełnienie jednego ze zobowiązań zawartych w „100 konkretach” – mówi Interii poseł Patryk Wicher z PiS, członek sejmowej komisji finansów publicznych.
– W rzeczywistości tak nie jest, bo te rozwiązania komplikują system podatkowy. Rząd tworzy nowy próg podatkowy i jedynie minimalnie przesuwa dotychczasowy drugi próg. To, co zaprezentował rząd, to zaledwie kosmetyczna zmiana – plasterek na krwawiącą ranę, który nie wniesie do portfeli Polaków niczego znaczącego – uważa poseł z Małopolski.
Poseł Paweł Rychlik z Rozwoju Plus ma podobne odczucia i uważa, że propozycja rządu jest niewystarczająca.
– To klasyczne mydlenie oczu i zabieg czysto PR-owy. Przede wszystkim około 80 proc. polskich pracowników w ogóle z tych rozwiązań nie skorzysta, ponieważ propozycja została przygotowana z myślą o bardzo wąskiej grupie osób – przekonuje.
Co na to trzeci opozycyjny członek sejmowej komisji finansów publicznych Filip Kaczyński z PiS? – Dla 3,6 miliona osób zarabiających w okolicach pensji minimalnej te regulacje są całkowicie bez znaczenia. Rząd ogłasza te zmiany jako wielki sukces, podczas gdy realna korzyść dla tej wąskiej grupy, zaledwie co piątego pracownika, która się na nie kwalifikuje, wyniesie około 300 złotych miesięcznie. To kosmetyczne korekty – przekonuje polityk.
Druga grupa zmian
Jeśli o pierwszej grupie proponowanych zmian posłowie PiS mówią, że są to „kosmetyczne korekty”, tak drugą nazywają już „potężnymi zmianami”. Rząd zapowiedział bowiem, że wzrośnie stawka CIT dla przedsiębiorców z 19 do 22 proc. Zmiany obejmą też ryczałtowców. I jeśli chodzi o tę część rządowych rozwiązań politycy opozycji są dużo bardziej krytyczni.
– Te propozycje „wywracają stolik” i uderzają w przedsiębiorców. Najważniejszą rzeczą jest drastyczne ograniczenie możliwości korzystania z ryczałtu – limit ma zostać obniżony z powrotem do 250 tysięcy złotych. To bezpośrednie uderzenie w małe i średnie firmy, które dają Polakom miejsca pracy – uważa poseł Wicher.
– Kolejnymi elementami są podwyższenie daniny solidarnościowej z 4 do 5 proc. oraz wzrost stawki podatku CIT z 19 do 22 proc. Danina solidarnościowa dotyka osób mających milion złotych rocznego dochodu, ale to są przedsiębiorcy, którzy kreują i wzmacniają naszą gospodarkę. Z kolei podwyższenie CIT o 3 punkty procentowe to gigantyczny cios – uważa Wicher.
Na dowód przedstawia słowa prezesa jednej z wielkich firm ze swojego okręgu. Tadeusz Florek, założyciel i szef firmy Fakro, miał krytycznie odnosić się do tej propozycji.
– Otwarcie powiedział, że to duży cios dla jego przedsiębiorstwa, które zatrudnia tysiące Polaków i chciałoby się dalej rozwijać – powołuje się Wicher.
Poseł Rychlik z Rozwoju Plus: – Dla przedsiębiorców są to zmiany wysoce szkodliwe i niekorzystne. To, co rząd proponuje w kwestii ryczałtu, oznacza w praktyce po prostu zwiększenie opodatkowania małych przedsiębiorców. Te propozycje nakładają na nich dodatkową daninę.
Mamy więc kilka rozwiązań zmian podatkowych i dwie strony medalu. O ile nawet pierwszą część, czyli minimalne zwiększenie drugiego progu politycy nazywają „małym krokiem w dobrą stronę”, tak o drugiej części rozwiązań nie mówią już żadnego dobrego słowa.
Jedna ustawa, dwa problemy. Co zrobi prezydent?
Projekt ustawy zapewne przejdzie przez Sejm i zyska akceptację rządowej większości. Finalnie trafi na biurko prezydenta, który będzie musiał zdecydować – podpisać czy zawetować. Z jednej strony tym podpisem może pomóc grupie, która wpada w drugi próg, a z drugiej zaszkodzić interesom przedsiębiorców. Brak podpisu przyniesie odwrotne skutki.
– To absolutnie świadomy ruch rządu i Donalda Tuska, mający na celu zamydlenie oczu Polakom – uważa poseł Filip Kaczyński z PiS.
– Chodzi o to, by stworzyć pozory obniżania podatków, podczas gdy tylnymi drzwiami przemyca się podwyżki. Bardzo możliwe, że intencją premiera było przechytrzenie prezydenta. Jestem przekonany, że pan prezydent nie da się wprowadzić w błąd ani oszukać. Ma już duże doświadczenie z tego typu zagraniami ze strony Tuska – podkreśla w rozmowie z Interią.
– Zdecydowanie doradzałbym weto. Pan prezydent jasno deklarował, że nie wyrazi zgody na rozwiązania prowadzące do zwiększania podatków. Odrzucenie tej ustawy dałoby szansę na przedstawienie nowego, lepszego projektu – podpowiada Kaczyński.
– Co zrobi pan prezydent? Tego nie wiem, nie jestem prezydentem – uśmiecha się poseł Wicher.
– Przypomnę tylko, że podpisał deklarację toruńską, w której zobowiązał się, że nie podniesie podatków. Pierwsza połowa ustawy idzie w nieco lepszym kierunku, natomiast druga część to bardzo duże uderzenie w polski biznes – dodaje.
Polityk PiS proponuje, by zamiast jednej ustawy przedstawić dwie. Wówczas pierwszą Nawrocki mógłby podpisać (wzrost drugiego progu), a drugą rozważyć (wzrost podatku CIT).
– Przekonamy się, czy intencje Tuska są szczere, czy jedynie chce wojny z prezydentem i postawienia go pod murem. Prezydent jest racjonalny; jeśli premier go przekona do drugiej części, to proszę bardzo – proponuje Wicher.
Paweł Rychlik sprawę podsumowuje krótko: – Dla pewnej części jest to rzeczywiście minimalna korzyść, ale dla ogromnej większości to rozwiązanie bardzo niekorzystne, dlatego prezydent powinien tę ustawę po prostu zawetować.
Łukasz Szpyrka












