-
Aldona Machnowska-Góra podała się do dymisji po ujawnieniu nieprawidłowości w Szpitalu Południowym i nie czuje się odpowiedzialna za sytuację.
-
Była wiceprezydent Warszawy twierdzi, że została niejako kozłem ofiarnym i uważa, że o jej dymisji zdecydowano przed zakończeniem kontroli.
-
Machnowska-Góra ujawniła, że o wysokich zarobkach lekarzy dowiedziała się z mediów, a rada nadzorcza nie zajmowała się pensjami ani sprawami kadrowymi.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Była wiceprezydent Warszawy Aldona Machnowska-Góra udzieliła wywiadu Onetowi, w którym ujawniła kulisy odejścia ze stołecznego Ratusza. Mimo że sama złożyła dymisję z pełnionej funkcji to odbiera okoliczności jako wymuszone.
Jak przekazała, na krótko przed konferencją, na której wraz z wiceprezydent Renatą Kaznowską ogłosiły podanie się do dymisji, Rafał Trzaskowski zaprosił ją do gabinetu i stwierdził, że „należy podjąć jakieś decyzje i wziąć odpowiedzialność”.
– Powiedziałam, że złożę dymisję. Poza tym to jest decyzja prezydenta, czy kończy współpracę z kimś, czy nie. Przyznam, że się nie spodziewałam. Powiedziałam, że nie jestem winna sytuacji w Południowym. Odpowiedział: „Aldona, miałaś pecha, że byłaś w radzie nadzorczej” – wspomina Machnowska-Góra.
Szpital Południowy. Aldona Machnowska-Góra o dymisji
W wywiadzie dla Onetu była wiceprezydent Warszawy zaznacza też, że ma poczucie, że nie jest winna, a to, co się stało, „jest niesprawiedliwe, ale sytuacja tego wymagała”.
– W ostatnich tygodniach wiele razy myślałam o tym, czy rzeczywiście w tej radzie nadzorczej nie powinno się jednak inaczej zadziałać, przechadzać się po korytarzach, po prosektorium, sprawdzać, pytać. Być może to, co mówię, przeczytają ci, którzy są w radach nadzorczych, być może to ich skłoni do refleksji – mówi.
Aldona Machnowska-Góra podkreśla, że – w jej ocenie – z dymisjami powinno się poczekać do uzyskania wyników kontroli. Wspomniała też, że trochę jest „kozą ofiarną”.
Była ona członkinią rady nadzorczej Szpitala Południowego przez 10 miesięcy i zarabiała z tego tytułu 3500 zł netto.
Machnowska-Góra o „kumulacja nieprawidłowości” w Szpitalu Południowym
Aldona Machnowska-Góra, odnosząc się do afery wokół placówki medycznej, zaznaczyła też w rozmowie z portalem, że rada nadzorcza nie kontroluje pensji lekarzy oraz nie zajmuje się sprawami kadrowymi.
Podkreśliła też, że w Szpitalu Południowym „mieliśmy do czynienia z kumulacją nieprawidłowości”. – Lekarze korzystali z tego, że mogą obchodzić niedoskonałości systemu. Mogli z nich skorzystać, wyciągając kasę publiczną. Ale to nie znaczy, że tak było tylko w tym szpitalu – stwierdza.
Jednocześnie wymieniła, że rada miała zadanie informować na temat bieżącej sytuacji finansowej, wykonania planu gospodarczego, kontraktu z NFZ, czy opiniować zaciągnięcie zobowiązań powyżej pewnej kwoty.
Aldona Machnowska-Góra stwierdziła w wywiadzie, iż byli świadomi, że jest presja w kwestii zarobków lekarzy. – Wiedzieliśmy, że jest presja, że brakuje lekarzy, że są specjalizacje, które są bardziej pożądane, więc trzeba zapłacić więcej (…) – dodała.
Afera wokół Szpitala Południowego. Machnowska-Góra o zarobkach Kacprzyka dowiedziała się z mediów
Była wiceprezydent Warszawy wspomina też, że na posiedzeniach rady nadzorczej „wszystko wyglądało naprawdę dobrze”. Jak ujawniła, kiedy z mediów dowiedziała się o zarobkach Dawida Kacprzyka, była w szoku.
– Mam zgodę na to, że dużo może zarabiać wybitna osoba, profesor z dorobkiem. Nie można wtedy żałować pieniędzy. Natomiast młody lekarz bez specjalizacji – nie jestem w stanie zrozumieć, jak mogło dojść do takiej patologii – ocenia.
O Szpitalu Południowym zrobiło się głośno, kiedy w połowie czerwca portal Zero.pl opublikował materiał dotyczący nieprawidłowości w placówce oraz czasu pracy i wynagrodzenia ówczesnego koordynatora SOR-u Dawida Kacprzyka.
W późniejszych tygodniach media zaczęły ujawniać także nieprawidłowości dotyczące działającego tam prosektorium. Kontrole w Szpitalu Południowym przeprowadziły NIK, MSZ oraz NFZ.












