Tego się nikt nie spodziewał. 10 września irańskie drony zaatakowały kilka stacji pomp wzdłuż saudyjskiego rurociągu Wschód-Zachód. W ten sposób Irańczycy odcięli drogę transportu dla około 4–5 proc. globalnej podaży ropy naftowej i zafundowali światu gwałtowny wzrost cen ropy oraz paliw. Ucierpiał między innymi Orlen.
Od 2022 roku Saudi Aramco jest głównym dostawcą ropy dla Orlenu i odpowiada za około 40 proc. zapotrzebowania koncernu. To duży problem.
Saudi Aramco naprawi ile się da. Brakujące miliony baryłek ropy
1200-kilometrowy rurociąg łączy saudyjskie gigantyczne pola naftowe we Wschodniej Prowincji nad Zatoką Perską z Janbu nad Morzem Czerwonym. Składa się z 11 stacji pomp rozmieszczonych co około 100 km. Został zbudowany w latach 80. XX wieku, ponieważ Arabia Saudyjska chciała eksportować ropę bez konieczności tranzytu przez niespokojną Cieśninę Ormuz. Teraz Saudowie zostali zmuszeni do zaakceptowania prowizorki.
Zdjęcia satelitarne nie kłamią – Irańczycy wiedzieli co zniszczyć. Skupili się na stacji pomp nr 9 i 11, choć jest mow atakże o stacji nr 8. Szkody są duże i rozległe. Szef Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), Fatih Birol, nazwał tę sytuację „największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego w historii”. Choć koncern Saudi Aramco od razu podjął prace naprawcze i uruchamia obejścia, to pełne powrócenie działania rurociągu do normy wymaga dużo czasu. Ta norma to transport do czterech milionów baryłek dziennie.
Naprawa zniszczonych tłoczni i częściowe wznowienie pracy jedynie częściowo ograniczyły skutki trwającego na świecie kryzysu energetycznego.
Orlen ruszył na alternatywne zakupy. Dostawy odbywają się na razie na bieżąco
Co prawda współpraca z Saudi Aramco po sprzedaży Lotosu pozwoliła Orlenowi uniezależnić się od surowca z Rosji, ale wystawiła Polaków na zupełnie inne ryzyka – w skrajnej sytuacji nawet na ograniczenie wzrostu gospodarczego.
W swoim wiosennym scenariuszu kryzysowym Międzynarodowy Fundusz Walutowy założył średnią cenę ropy na poziomie 100 dolarów przez cały rok. W takiej sytuacji globalny wzrost gospodarczy spadłby do 2,5 proc. Przy dalszej eskalacji i dodatkowych zniszczeniach infrastruktury, Fundusz prognozował wzrost na poziomie zaledwie dwóch procent – a to jest próg globalnej recesji.
Jeśli cena baryłki ropy wzrośnie do 120 – 150 dolarów, popyt na paliwa spadnie z powodu braku pieniędzy. Co będzie dalej? Fabryki zmniejszą produkcję, linie lotnicze odwołają loty, firmy transportowe przerzucą koszty na klientów, a konsumenci ograniczą wydatki.
Bank Goldman Sachs uważa, że cena baryłki może wynieść od 120 do 130 dolarów, jeśli saudyjski rurociąg będzie nieczynny przez dłuższy czas, a ruch przez cieśninę Ormuz nadal pozostanie ograniczony. Ropa Brent jest obecnie notowana po około 102 dolary. Nieznaczy spadek ze 105 dolarów świat zawdzięcza decyzji Saudyjczyków o obniżeniu cen ropy dla odbiorców z Azji o 5 dolarów.
Niestety wspierani przez Iran rebelianci poinformowali o kolejnych atakach na obiekty saudyjskiego koncernu naftowego Saudi Aramco.
Orlen zabezpieczył dostawy ropy, kupując surowiec na rynku spotowym z alternatywnych kierunków: Norwegia i Wielka Brytania, Algieria, Nigeria, Kazachstan, Azerbejdżan, USA, Brazylia. Dzięki tym awaryjnym zakupom dostawy do rafinerii w Polsce, Czechach i na Litwie (Możejki) odbywają się na razie na bieżąco.













