– Byłoby pięknie, gdyby scenariusz drugiego Krakowa w Warszawie się ziścił – mówi Tobiasz Bocheński, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, gdy pytamy go o referendum w sprawie odwołania Rafała Trzaskowskiego.
Szybko dodaje jednak, że wobec prezydenta stolicy mają też swoje plany. – Nadal oczekujemy, że poda się do dymisji. Osobiście w to nie wierzę, ale tego wymagałby honor i podejście propaństwowe – podkreśla polityk największej partii opozycyjnej i były kandydat na prezydenta Warszawy.
Inny z naszych rozmówców z władz PiS-u mówi wprost, że afera wokół Szpitala Południowego „to dla nas polityczne złoto”. – Można powiedzieć, że mamy wszystko podane na tacy, ale z tej tacy jeszcze trzeba to podnieść – uśmiecha się.
I dodaje: – Osobiście bardzo dziwię się, że wciąż nie ma żadnych zdecydowanych ruchów, dymisji. Przecież ten szpital nadzorowały wiceprezydentki Warszawy. To trwanie po prostu im szkodzi.
Kraków w Warszawie? „To możliwy scenariusz”
Jak dowiedziała się Interia, temat referendum w Warszawie nie był jednak jeszcze szczegółowo omawiany przez kierownictwo PiS-u. Nasi rozmówcy twierdzą, że to może zmienić się już w środę. Wówczas rusza trzydniowe posiedzenie Sejmu (1-3 lipca), czemu towarzyszy posiedzenie klubu parlamentarnego PiS-u, a także spotkanie partyjnych władz.
Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, partia Jarosława Kaczyńskiego nie zamierza rzucać się na temat stołecznego referendum bez opamiętania i szczegółowego planu. – Taką akcję bardzo łatwo zamienić wówczas w awanturę pod hasłem „partia przeciwko partii” i schować pomiędzy liczne polityczne rozgrywki – wyjaśnia jeden z parlamentarzystów PiS-u, bliski współpracownik prezesa Kaczyńskiego.
Nasze źrodła w PiS-ie zwracają też uwagę na to, co nie tak dawno wydarzyło się w Krakowie. W drugim największym polskim mieście przeciwnikom prezydenta Aleksandra Miszalskiego – podobnie jak Rafał Trzaskowski polityka Koalicji Obywatelskiej – udało się odwołać go z urzędu właśnie na drodze referendum.
Na Nowogrodzkiej panuje przekonanie, że kluczem do sukcesu w stolicy Małopolski było utrzymanie kampanii referendalnej z dala od rządzącej polską polityką przez ostatnie dwie dekady wojny PiS-u z Platformą, Kaczyńskiego z Tuskiem. Dlatego w kontekście Warszawy wszystkie nasze źródła zgodnie podkreślają: najważniejsi są obywatele i mieszkańcy stolicy.
– Kraków w Warszawie to możliwy scenariusz, to może zafunkcjonować – nie ma wątpliwości polityk z władz PiS-u, którego pytamy o szanse na powtórkę z historii. – Tylko to muszą być oddolne ruchy – społeczne, miejskie, obywatelskie. To nie może być stricte partyjne działanie, bo wtedy wpadnie do szufladki pod hasłem „partyjna nawalanka” i nikogo nie obejdzie – wyraźnie zastrzega.
Dodaje jednak, że jest dobrej myśli, patrząc na to, jak eskaluje afera wokół Szpitala Południowego, a także jak zmieniają się nastroje społeczne wokół rządu, prezydenta Trzaskowskiego i sytuacji w Warszawie. – Wkurzenie społeczne, duża emocja wśród ludzi, ewidentnie się budzi, a to źle wróży Trzaskowskiemu – przewiduje.
Ostateczny plan PiS-u zakłada, że gdy inicjatorzy akcji referendalnej – odpowiada za nią Maciej Wilk, prezes Prezes Fundacji Polskiego Rozwoju i prezes Stowarzyszenia #TAKdlaCPK – oficjalnie rozpoczną działania, a poparcie dla akcji wyrażą ruchy miejskie i obywatelskie, wówczas pojawi się przestrzeń na wejście do gry PiS-u.
Rząd od tej afery w tydzień czy dwa nie upadnie, nie miejmy złudzeń, ale od słynnych ośmiorniczek też od razu nie upadł. A jednak długofalowo one swoją robotę wykonały. Tutaj ten potencjał na wyrządzenie krzywdy rządowi jest jeszcze większy
Mówi zaufany człowiek prezesa Kaczyńskiego: – Podejrzewam, że jeśli uda im się to uruchomić na zasadzie oddolnej inicjatywy, to nasza reakcja zapewne będzie podobna jak w Radomiu. Wesprzemy, uruchomimy nasze struktury, będziemy zbierać podpisy i zobaczymy, co uda się osiągnąć.
Sondaż prawdę ci powie? Rządzący mają powody do obaw
Wspomniane przez jednego z naszych rozmówców zmieniające się nastroje społeczne rzeczywiście są coraz większym zmartwieniem tak dla rządu, jak i dla stołecznego Ratusza.
Gdy 19 i 20 czerwca pracownia United Surveys na zlecenie Wirtualnej Polski zapytała Polaków o aferę wokół Szpitala Południowego, 49 proc. badanych stwierdziło, że będzie mieć ona wpływ na wynik Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Niemal tyle samo osób (46,2 proc.) było przeciwnego zdania.
Co ważne, odpowiedzi mocno różniły się w zależności od sympatii politycznych – zwolennicy obozu władzy minimalizowali wpływ afery na przyszłoroczne wybory, a sympatycy opozycji byli o tym wpływie przekonani. Można założyć, że było wówczas jeszcze zbyt wcześnie na przeprowadzenie tego badania. Zwłaszcza, że kolejne dni odsłoniły kolejne wątki afery.
Kolejne badanie, SW Research dla Onetu z 24 czerwca, było dla koalicji rządzącej już znacznie bardziej niepokojące. 44,5 proc. respondentów uznało, że w konsekwencji afery Rafał Trzaskowski powinien złożyć dymisję ze stanowiska prezydenta Warszawy. Przeciwko takiemu ruchowi było 31,3 proc. społeczeństwa. Co więcej, z badania wynikało, że aż 59 proc. Polaków oczekuje dymisji na szczeblu ministerialnym, podczas gdy taki krok za bezzasadny uznaje tylko 15 proc. pytanych.
Kolejne badanie SW Research, tym razem wykonane dla „Rzeczpospolitej”, pokazało, czyjej głowy spośród ministrów Polacy życzyliby sobie najbardziej. Ministrem będącym na celowniku jest szefowa resortu zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Jej dymisji oczekuje aż 57,5 proc. Polaków, podczas gdy zachowanie stanowiska popiera tylko 18,5 proc.
Drugim największym przegranym afery w Szpitalu Południowym może być Rafał Trzaskowski. Najnowsze badanie IBRiS-u dla Onetu, przeprowadzone między 19 a 21 czerwca, pokazuje ogromny spadek zaufania społecznego do prezydenta Warszawy. Aktualnie ufa mu jedynie 32,5 proc. Polaków (spadek o 5,6 pkt proc. wobec poprzedniego badania), a nieufność deklaruje aż 60,7 proc. (wzrost o 18,2 pkt proc.).
„Naruszenie całego systemu”. PiS-u sposób na Warszawę
Nasi rozmówcy z PiS-u zdają sobie jednak sprawę, że doprowadzenie do referendum to jedno, sukces tego referendum to drugie, ale odebranie Koalicji Obywatelskiej władzy w Warszawie, to już zupełnie inna historia. I to właśnie ta trzecia część misji byłaby zdecydowanie najtrudniejsza.

Dość powszechna w sejmowych kuluarach jest ironiczna opinia, że w Warszawie – prawdopodobnie największym bastionie KO w skali kraju – formacja rządząca mogłaby wystawić taboret z logiem partii, a i tak miałby on duże szanse zdobyć władze już w pierwszej turze. Co za tym idzie – jak wskazują nasi rozmówcy z PiS-u – istnieje spore ryzyko, że nawet przy sukcesie referendum jednego Rafała Trzaskowskiego zastąpi umowny inny Rafał Trzaskowski.
– Gdyby taboret z logiem Koalicji Obywatelskiej był prezydentem Warszawy, to istnieje szansa, że rządy byłyby lepsze niż te za czasów Rafała Trzaskowskiego – sarkastycznie zauważa wiceprezes PiS-u Tobiasz Bocheński.
– Mam nadzieję, że będzie rosła liczba mieszkańców Warszawy, którzy będą dostrzegać nie tylko kardynalne błędy Rafała Trzaskowskiego, ale też mankamenty w jego codziennym zarządzaniu – mówi Interii europoseł. I podkreśla, że PiS jako „absolutna opozycja wobec Trzaskowskiego i warszawskiej Koalicji Obywatelskiej” kibicuje akcji referendalnej.
– Trzymamy kciuki, liczymy na przebudzenie warszawiaków, ale na tym etapie nie angażujemy się w to referendum, bo też jeszcze go nie ma. Mamy nadzieję, że Warszawa się przebudzi – zaznacza nasz rozmówca.
Kraków w Warszawie to możliwy scenariusz, to może zafunkcjonować. Tylko to muszą być oddolne ruchy – społeczne, miejskie, obywatelskie. To nie może być stricte partyjne działanie, bo wtedy wpadnie do szufladki pod hasłem „partyjna nawalanka” i nikogo nie obejdzie
Pokusa dla PiS-u jest jednak wielka. Nawet nie mając pewności, co stanie się z Warszawą po odwołaniu Trzaskowskiego, samo pozbawienie go urzędu byłoby gigantycznym politycznym sukcesem i paliwem dla przyszłorocznej kampanii parlamentarnej. Na Nowogrodzkiej nie brakuje też głosów, że w odpowiednich okolicznościach nawet bastion KO w Warszawie można zdobyć.
– Monopol Platformy w Warszawie można naruszyć. Odwołanie Trzaskowskiego byłoby naruszeniem całego systemu, a nie tylko pozbawieniem stanowiska samego Trzaskowskiego – analizuje jeden z polityków z władz PiS-u.
Stosuje przy tym porównanie do drugiej tury wyborów prezydenckich z 2025 roku. – Mobilizacja wszystkich sił przeciwko systemowi, przeciwko Platformie zadziałała i przyniosła wymierne efekty. To samo może wydarzyć się w Warszawie – przekonuje.
Swoją analogię kontynuuje, wybiegając w przyszłość i zastanawiając się nad tym, kto i jak mógłby pokonać kandydata KO w ewentualnych przedterminowych wyborach prezydenckich w Warszawie. – Musiałoby być podobnie jak z Nawrockim w skali całej Polski. To nie mógłby być kandydat stricte partyjny, to musiałby być ktoś spoza twardej polityki, a już na pewno spoza polityki czysto partyjnej – ocenia nasz rozmówca.
Ostateczny cel: wybory parlamentarne w 2027 roku
Jeśli nawet odbicie Warszawy z rąk Koalicji Obywatelskiej PiS-owi się nie powiedzie, formacji Jarosława Kaczyńskiego to nie zniechęca. Zaangażowanie się w akcję referendalną – choć jak pisaliśmy: na odpowiednim jej etapie – i tak jest grą wartą świeczki. Dlaczego? Bo największa partia opozycyjna widzi w aferze wokół Szpitala Południowego niezwykle przydatny oręż w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.
– Jestem przekonany, że po przyszłorocznych wyborach nie będzie żadnego rządu Koalicji Obywatelskiej ani rządu, w którym by współuczestniczyła – z pewnością w głosie mówi Tobiasz Bocheński, wiceprezes PiS-u.
– Na pewno koalicja rządząca jest dzisiaj w wyraźne defensywie. Mamy nie do końca rozwiązaną aferę w Kłodzku, mamy odwołanie Miszalskiego w Krakowie, mamy teraz aferę wokół Szpitala Południowego w Warszawie. Grzech nie skorzystać, trzeba nacierać. I będziemy nacierać – zapowiada z kolei bliski współpracownik prezesa PiS-u.
– Rząd od tej afery w tydzień czy dwa nie upadnie, nie miejmy złudzeń, ale od słynnych ośmiorniczek też od razu nie upadł. A jednak długofalowo one swoją robotę wykonały – przypomina nasz rozmówca. I dodaje: – Tutaj ten potencjał na wyrządzenie krzywdy rządowi jest jeszcze większy.













