„W śledztwie dotyczącym ZondaCrypto funkcjonariusze CBZC, działając na polecenie prokuratora ze Śląskiego Wydziału PZ PK, przeprowadzili przeszukania na terenie Wrocławia. W toku czynności zabezpieczono sprzęt elektroniczny, który mógł być użytkowany przez Artura Ch. i może zawierać dane istotne dla prowadzonego śledztwa” – napisał na portalu X minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.
Zabezpieczono sprzęt elektroniczny
To potwierdzenie informacji, które przedstawił w piątek (11 września) Onet. Rzecznik Prokuratury Krajowej Przemysław Nowak powiedział „Wyborczej”, że w śledztwie w sprawie Zondacrypto policja z prokuratorskim nakazem „przeprowadziła kilka przeszukań na terenie Wrocławia”. I dodaje, że zabezpieczono m.in. „sprzęt elektroniczny, który mógł być użytkowany przez Artura Ch.”
„Uwaga na dezinformację. Przekazałem dzisiaj policji przygotowane przeze mnie wcześniej dokumenty, nośniki danych i inne przedmioty, które mogą być istotne dla pełnego wyjaśnienia sprawy Przemysława K. Czynność trwała ok. 20 minut. Wszystkie medialne wrzutki o jakichś „trwających przeszukaniach” to oczywiście kłamstwo” – napisał na X sam Chodziński.
Chodziński: Wszystko trwało 15 minut
Dla „Wyborczej” dodaje: – Wszystko miałem wcześniej przygotowane, po okazaniu mi prokuratorskiego nakazu wszystko przekazałem. Cała czynność trwała piętnaście minut. Jestem w kontakcie z prokuraturą.
Tej ostatniej informacji nie udało się zweryfikować. Prokurator Nowak potwierdził natomiast, że emerytowany funkcjonariusz CBA – po okazaniu mu przez policjantów podpisanego przez prokuratora dokumentu, czyli żądania wydania rzeczy – dobrowolnie przekazał wszystko policjantom. – Nie było prucia podłóg – dodaje rzecznik prokuratury.
Chodziński pracował dla Przemysława Krala, szefa giełdy kryptowalut Zondacrypto od maja 2025 r. do marca 2026 r. W tym czasie były agent CBA miał zarobić blisko 500 tys. zł.
– Raz lub dwa razy w miesiącu miałem się spotykać z Kralem w różnych miejscach w Europie, które on wskazał. Ogólnie mogę powiedzieć, że moje zadania miały polegać po pierwsze na analizie różnych dokumentów, po drugie na zbieraniu informacji z jawnych, ogólnie dostępnych źródeł. Raz w miesiącu wystawiałem fakturę na czeską firmę Przemysława Krala – opisywał, jak wyglądała jego praca dla Krala w rozmowie z Marcinem Rybakiem z „Wyborczej”.
Kim jest Artur Chodziński?
Chodziński miał przekonać posła PiS Michała Moskala do spotkania z Przemysławem Kralem na Ibizie. Wkrótce potem poseł zaangażował się w lobbowanie w Sejmie na rzecz kryptowalut. Chodziński zapłacił za lot polityka PiS na Ibizę i luksusowy hotel na jedną noc. Dziś obaj twierdzą, że poseł zwrócił pieniądze w gotówce.
– Przemysław Kral mówił o sobie, a Moskal o sobie i swojej fundacji. Kral zastanawiał się, czy nie przysłać pracowników Zondacrypto w charakterze prelegentów na konferencję organizowaną przez fundację posła Moskala. Rozmawiali też o tym, czy firma Przemysława Krala nie zostałaby oficjalnym sponsorem tej konferencji. Ostatecznie do tego nie doszło – przekonywał Chodziński w rozmowie z Rybakiem.
I dalej: – W mojej obecności nie rozmawiali o żadnym lobbingu. Myślę, że w ogóle nie rozmawiali w cztery oczy. Zjedliśmy kolację, a potem poseł Moskal poszedł do swojego pokoju. Raz jeszcze powtarzam, że nie uczestniczyłbym w przestępstwach.
Chodziński i Ziobro
Do tego Chodziński był pośrednikiem w kontaktach szefa Zondacrypto z byłym ministrem sprawiedliwości, wskutek czego ten otrzymał 450 tys. zł na rzecz fundacji Instytut Polski Suwerennej.
W kwietniu informował o tym premier Donald Tusk, powołując się na informacje ABW. Sekretarz generalny Suwerennej Polski, Piotr Cieplucha, zaznaczał wówczas, że środki pochodziły od kancelarii prawnej biznesmena.
Informacje na ten temat przekazał sam Zbigniew Ziobro w rozmowie z portalem niezależna.pl: „Oczywiście, że podszedłem do tego ostrożnie. Przemysława Krala wcześniej nie znałem. Nie znałem również Zondacrypto. O nim i o możliwości wsparcia finansowego powiedział mi Artur Chodziński, były wysoki funkcjonariusz CBA, którego znałem, ceniłem i uważałem za osobę wiarygodną”.
W 2015 roku – tuż przed wyborami wygranymi przez PiS – ówczesny szef CBA Paweł Wojtunik wyrzucił Chodzińskiego ze służby. Zarzucił mu wynoszenie służbowych tajemnic, złożył doniesienie do prokuratury. Po powrocie PiS do władzy śledztwo zostało umorzone, a agent został przywrócony do służby. Uchodził za zaufanego funkcjonariusza koordynatora służb specjalnych w czasach PiS Mariusza Kamińskiego. Pracował m.in. przy tzw. aferze podsłuchowej, która obciążała rząd PO-PSL i bardzo pomogła wrócić Jarosławowi Kaczyńskiemu do władzy.












