-
Australia dynamicznie rozwija domowe magazyny energii, co przekłada się na spadek rachunków za prąd i większą niezależność gospodarstw domowych.
-
Rząd australijski wsparł instalację magazynów energii poprzez programy dopłat znacząco obniżające koszt zakupu, jednak z korzyści korzystają głównie właściciele domów jednorodzinnych.
-
Doświadczenia Australii pokazują, że rozwój magazynów energii jest kluczowy również dla Polski, która mierzy się z podobnymi wyzwaniami związanymi z nadprodukcją energii słonecznej w ciągu dnia.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jeszcze kilka lat temu dyskusja o transformacji energetycznej koncentrowała się głównie na panelach słonecznych i farmach wiatrowych. Krytycy odnawialnych źródeł energii regularnie wskazywali ten sam problem: słońce nie świeci w nocy, a wiatr nie wieje zawsze wtedy, gdy potrzebujemy energii. Dziś coraz więcej ekspertów uważa, że odpowiedzią na ten argument są magazyny energii. To właśnie one pozwalają zachować energię wyprodukowaną w ciągu dnia i wykorzystać ją wieczorem, kiedy zapotrzebowanie jest najwyższe.
Australia staje się jednym z najciekawszych laboratoriów tej zmiany. Kraj od lat należy do światowych liderów fotowoltaiki. Panele słoneczne znajdują się już na co trzecim domu. Teraz równie szybko rośnie liczba domowych baterii.
Według analizy cytowanej przez „The Guardian”, niemal 60 proc. wszystkich nowych domowych magazynów energii instalowanych w krajach innych niż Chiny powstało w tym roku właśnie w Australii. Od lipca podłączono około 415 tys. nowych baterii, czyli mniej więcej jedną na każde 25 gospodarstw domowych.
Magazyny energii zmieniają sposób działania sieci
Znaczenie baterii wykracza daleko poza indywidualne oszczędności właścicieli domów. Coraz częściej wpływają one na funkcjonowanie całego systemu energetycznego. Przez lata największy problem pojawiał się wieczorem. W ciągu dnia panele słoneczne produkowały dużo energii, ale po zachodzie słońca konieczne było uruchamianie elektrowni gazowych. To właśnie gaz często wyznaczał najwyższe ceny energii na rynku.
Sytuacja zaczyna się zmieniać. W Australii baterie coraz częściej przejmują rolę, którą wcześniej pełniły elektrownie gazowe. Magazynowana energia trafia do sieci około godziny 18, gdy zapotrzebowanie gwałtownie rośnie. W rezultacie produkcja energii z gazu była latem o 24 proc. niższa niż rok wcześniej.
Tennant Reed z Australian Industry Group mówi wprost, że magazyny energii całkowicie zmieniają sposób kształtowania cen energii elektrycznej. Jeszcze niedawno wieczorny szczyt oznaczał konieczność korzystania z drogiego gazu. Dziś coraz częściej zastępują go baterie.
Efekty są już widoczne. Australijski minister energii informował niedawno o spadku referencyjnych cen energii elektrycznej nawet o 10 proc. w części kraju.
Kluczowa była pomoc państwa
Rewolucja nie wydarzyła się sama. Australijski rząd uruchomił program dopłat, który obniżył koszt zakupu domowego magazynu energii o około 30 proc. Początkowo przeznaczono na ten cel 2,3 mld dolarów australijskich. Zainteresowanie okazało się jednak tak duże, że budżet programu zwiększono do 7,2 mld dolarów australijskich.
Pierwotnie zakładano instalację miliona magazynów energii do końca dekady. Obecnie celem są już dwa miliony urządzeń. Instalatorzy podłączają ponad tysiąc nowych baterii każdego dnia.
Dla wielu rodzin inwestycja oznacza wyraźne oszczędności. Cytowana przez „The Guardian” Emma Hewitt z okolic Perth połączyła magazyn energii z panelami słonecznymi, elektrycznym samochodem i rezygnacją z części urządzeń gazowych. Dzięki temu znacząco ograniczyła pobór energii z sieci i zmniejszyła rachunki za prąd.
Australijskie doświadczenia pokazują jednak również ograniczenia takich programów. Korzystają z nich przede wszystkim właściciele domów jednorodzinnych. Znacznie trudniej objąć podobnym wsparciem osoby wynajmujące mieszkania czy mieszkańców budynków wielorodzinnych.
Co to oznacza dla Polski?
Dla Polski australijska historia jest interesująca z kilku powodów. Przede wszystkim oba kraje mają bardzo wysoki udział przydomowej fotowoltaiki. W Polsce działa już ponad półtora miliona prosumenckich instalacji słonecznych, a w słoneczne dni produkcja energii z dachów domów potrafi osiągać rekordowe poziomy.
Jednocześnie polski system coraz częściej zmaga się z problemem nadwyżek energii w środku dnia. Operatorzy sieci regularnie ograniczają pracę części farm słonecznych, ponieważ sieć nie jest w stanie odebrać całej produkowanej energii.
W praktyce oznacza to, że Polska zaczyna mierzyć się z podobnym wyzwaniem, które wcześniej pojawiło się w Australii. Nie chodzi już tylko o budowę kolejnych źródeł energii odnawialnej, ale o możliwość przechowywania energii wtedy, gdy jest jej za dużo.
Domowe magazyny energii mogą odegrać w tym procesie istotną rolę. Pozwalają właścicielom instalacji fotowoltaicznych wykorzystać większą część energii na własne potrzeby, a jednocześnie zmniejszają obciążenie sieci w godzinach największej produkcji.
To szczególnie ważne w kraju, który nadal znaczną część energii elektrycznej produkuje z paliw kopalnych. Każda kilowatogodzina energii przechowana w baterii i wykorzystana wieczorem oznacza mniejsze zapotrzebowanie na elektrownie gazowe lub węglowe uruchamiane w czasie szczytu.
Nie tylko domowe baterie
Australia rozwija nie tylko małe magazyny energii montowane w domach. Równie szybko rośnie liczba wielkoskalowych baterii podłączanych bezpośrednio do sieci energetycznej.
Pod względem nowych inwestycji Australia ustępuje obecnie jedynie Chinom i Stanom Zjednoczonym. Jednym z symboli tej zmiany stała się elektrownia Liddell. Jeszcze niedawno była jednym z największych obiektów węglowych w kraju. Dziś na jej miejscu powstaje magazyn energii o mocy 500 MW.
Zdaniem Alison Reeve z think tanku Grattan Institute magazyny energii całkowicie zmieniają logikę funkcjonowania rynku energii. Gospodarstwa domowe przestają być wyłącznie odbiorcami energii i stają się aktywnymi uczestnikami systemu. W połączeniu z fotowoltaiką daje to elastyczność, której jeszcze kilka lat temu brakowało odnawialnym źródłom energii.
Dla Polski najważniejsza lekcja płynąca z Australii wydaje się prosta. Sama fotowoltaika nie rozwiąże problemów energetycznych. Im więcej energii słonecznej trafia do systemu, tym większego znaczenia nabierają magazyny energii. To one mogą zdecydować o tym, czy energia produkowana na dachach domów rzeczywiście przełoży się na niższe rachunki i mniejsze zużycie paliw kopalnych.












