-
Barbara Mróz-Gorgoń zrezygnowała z funkcji pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski po aferze związanej z plikiem „Polaków portret własny”.
-
Wyznała, że otrzymywała nieprzyjemne wiadomości i była bezpośrednio obrażana po wybuchu afery.
-
Podkreśliła, że plik stanowił jedynie brudnopis, a błędne informacje zawarte w nim nie były przeznaczone do publikacji.
-
Barbara Mróz-Gorgoń wyjaśniła, że jej wynagrodzenie wyniosło 60 tysięcy złotych brutto.
-
Przyznała, że szkic raportu przygotowywała z użyciem sztucznej inteligencji i przeprosiła za to, że nie dopilnowała jego publikacji.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Raport „Polaków portret własny” został opublikowany przez think tank Marka Polska, ale zawierał błędy. Pojawiły się w nim kuriozalne pojęcia, jak „tradycyjna chlebowość”, a także nieprawdziwe informacje o tym, że Katowice leżą w „północnym centrum” kraju. Sugerowano, że większość młodych Polaków mówi płynnie po mandaryńsku.
Po aferze związana z think tankiem dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń zrezygnowała z funkcji pełnomocnika rządu ds. promocji marki Polski. W pierwszym wywiadzie po dymisji odniosła się do sprawy.
Barbara Mróz-Gorgoń o fali nienawiści. Zabrała głos po aferze
– Średnio co sześć minut w pierwszych dobach dostawałam czy to bardzo przykre SMS-y, czy to maile. Spotykały mnie też rzeczy, które wcześniej wydawały mi się niemożliwe: że ktoś, kogo kompletnie nie znam, jest w stanie podejść do mnie na stacji benzynowej, opluć mnie i nazwać szmatą – wyznała Barbara Mróz-Gorgoń.
Tłumaczyła, że plik, od którego wszystko się zaczęło, był jedynie brudnopisem i nigdy nie miał trafić do odbiorców. Choć widniało na nim logo Ministerstwa Sportu i Turystyki, nie stanowił części opłaconego przez resort dokumentu „Strategia Marka Polska”.
Pytana o to, ile pieniędzy otrzymała na opracowanie koncepcji marki Polski, Mróz-Gorgoń wyjaśniła, że podawana kwota 200 tys. złotych jest nieprawdziwa.
– Nikomu nie ukradłam 200 tysięcy, nie wyłudziłam 200 tysięcy. Cały projekt to 179 tysięcy, natomiast moja część tego projektu, która również nie stanowiła tego opracowania, ale ogrom pracy, wielogodzinne przygotowywanie badań (…), po każdorazowym złożeniu takiej dokumentacji: jedna faktura na 30 tysięcy zł brutto i w grudniu druga faktura na 30 tysięcy zł brutto, suma – 60 tysięcy zł brutto – powiedziała.
Pomogła AI, człowiek nie sprawdził. „Za to się biję w pierś”
Mróz-Gorgoń wyjaśniła, że w swojej pracy wykorzystywała sztuczną inteligencję (AI) do jej stylistycznego uporządkowania. Zarzekała się, że struktura plików „Polaków portret własny” – choć przypominała oficjalny dokument – była jedynie szkicem pod właściwe materiały.
– Pomyłkowo został przez think tank Marka Polska zamieszczony, przeze mnie omyłkowo wysłany i zamieszczony na stronach tegoż think tanku, za co przepraszam, i żałuję, że nie dopilnowałam – mówiła.
Na stronie internetowej miała znaleźć się treść prezentowana w Akademii Leona Koźmińskiego. Był to skrócony format raportu, pozbawiony błędów, ale prezentujący tę samą okładkę i podobne tezy.
Była pełnomocniczka rządu ds. promocji marki Polski dopytywana, dlaczego dokument nie został sprawdzony po publikacji na stronie, odparła, że płaci za to wysoką cenę. – Za to się biję w piersi i myślę, że za to płacę dzisiaj cenę taką, jakiej żaden bandyta w tym kraju nie zapłaci – powiedziała.
-
„Podjąłem bezprecedensową decyzję”. Trzaskowski jasno o aferze
-
Fundacja Cancer Fighters odpowiada na zarzuty. Decyzja o likwidacji spółki


