-
Pożary, które w tym roku wystąpiły w lasach na świecie, spowodowały szersze i poważniejsze szkody niż początkowo przypuszczano, przy czym amerykańskie szacunki wskazują na zniszczenie 80 procent populacji sosny Torreya w Kalifornii.
-
Sosna Torreya to krytycznie zagrożony gatunek, występujący naturalnie jedynie w dwóch miejscach w Kalifornii, a niedawny pożar na wyspie Santa Rosa zniszczył od 60 do 80 procent lokalnej populacji tych drzew.
-
Rozpoczęto już działania mające na celu odtworzenie lasu z sosen Torreya poprzez zbiór i selekcję nasion z ocalałych drzew na Santa Rosa oraz planowane sadzenie 300–500 sadzonek rocznie.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ta specyficzna krewna naszych, polskich sosen zwyczajnych nie jest tak rozpowszechniona i pospolita jak one. To krytycznie zagrożony gatunek, występujący jedynie w Kalifornii. Na dodatek nie w całej, bo to endemit nadmorskich lasów w południowej części tego stanu. NPS, czyli federalna służba zajmująca się parkami narodowymi w Stanach Zjednoczonych, pisze o niej tak: „Sosna Torrey jest najrzadszą rodzimą sosną w Stanach Zjednoczonych i prawdopodobnie najrzadszą sosną na świecie. Rośnie naturalnie tylko w dwóch miejscach: na wyspie Santa Rosa i w pobliżu San Diego. Naukowcy uważają, że nigdy nie była liczna, prawdopodobnie zawsze wymagającą bliskości wybrzeża. Niestety, z powodu braku danych kopalnych nie można zidentyfikować tych konkretnych miejsc”.
Problem jest właśnie z tą pierwszą z lokalizacji, czyli wyspą Santa Rosa leżącą na Pacyfiku, naprzeciw Los Angeles. To tam 15 maja wybuchł wielki i niszczycielski pożar, który strawił tutejsze lasy. Trwał do 4 czerwca i trudno go było ugasić. Wywołać miał go marynarz, który znajdował się na wyspie i odpalił racę, by zasygnalizować swą obecność. Raca jest niezwykle niebezpieczna jeśli chodzi o ryzyko zaprószenia ognia.
Sosna Torreya bardzo ucierpiała w wielkim pożarze
Od ugaszenia ognia minęły trzy miesiące, ale nadal trwa szacowanie strat, jakie on spowodował. Wiemy już, że ucierpiała właśnie unikalna populacja sosny Torreya. Ocenia się, że ogień zniszczył od 60 do 80 proc. rosnących tu drzew tego gatunku.
Telewizja FOX podaje, że straty są kolosalne, ale już rozpoczęła się walka o ocalenie sosny i odtworzenie jej populacji. Nie wystarczy jednak zasadzić tu nowych sosen z drugiej populacji, spod San Diego. Botanicy uważają, że tysiące lat izolacji sosen rosnących na wyspie Santa Rosa sprawiły, że ta wyspiarska wersja drzewa różni się od tamtej. To odrębny podgatunek, który rośnie niższe, szersze i bardziej krzaczaste niż drzewo z kontynentu. Ponadto jego kora jest grubsza i bardziej łuskowata, a szyszki bardziej okrągłe. Sosny na wyspie mają niebieskoszare igły, a te na kontynencie – szare.
Stąd szansą na odtworzenie spalonego lasu jest tylko zebranie nasion i sadzonek z tych sosen Torreya, które na Santa Rosa ocalały. Służba Parków Narodowych poinformowała, że podejmie pilne kroki w celu przywrócenia lasu, zanim deszcze to uniemożliwią. Już zebrano 14 tys. nasion z szyszek, które ocalały i nie zostały nadpalone. Nasiona muszą jednak przejść weryfikację, która pozwoli sprawdzić, czy wykiełkują. Z nich powstaną sadzonki sosny Torreya. Plan zakłada, że od tego roku będzie wysadzanych od 300 do 500 drzewek i być może to pozwoli odtworzyć bezcenny las.












