Rumen Radew, który w maju objął stanowisko premiera Bułgarii po wygranych przez jego ugrupowanie wyborach parlamentarnych, przebywał we wtorek 14 lipca w Paryżu z okazji francuskiego święta narodowego i tradycyjnej defilady wojskowej. To właśnie tam, w rozmowie z bułgarskimi dziennikarzami, jasno zakomunikował stanowisko swojego rządu wobec inicjatywy wspierającej Kijów.
„Otrzymałem zaproszenie od Macrona, ale…”
Szef bułgarskiego rządu przyznał, że osobiście otrzymał od prezydenta Francji zaproszenie do przyłączenia się do „koalicji chętnych”. Zaznaczył jednak, że Bułgaria nie zamierza brać udziału w koalicji, która – jego zdaniem – dąży do przedłużania finansowego i militarnego wsparcia dla Ukrainy. – Nie jest to miejsce dla Bułgarii – podkreślił.
– Nie jesteśmy częścią koalicji, która opowiada się za dalszą pomocą finansową i wojskową dla Ukrainy – mówił bułgarski premier. – Uważam, że rozwiązanie tego konfliktu nie leży w jego przedłużaniu za pomocą środków militarnych, lecz w silnej misji dyplomatycznej, która ostatecznie położy kres eskalacji – przekonywał Radew.
Koalicja chętnych to nieformalne grono krajów, głównie europejskich, powstałe z inicjatywy Francji i Wielkiej Brytanii w celu koordynowania wsparcia wojskowego i finansowego dla Ukrainy oraz przygotowania przyszłych gwarancji bezpieczeństwa dla Kijowa. Zrzesza obecnie około 35 państw, do których w poniedziałek dołączyły kolejne dwa – Mołdawia i Macedonia Północna.
Właśnie dzień przed wypowiedzią Radewa, w poniedziałek 13 lipca, w paryskim Pałacu Inwalidów odbyło się kolejne spotkanie liderów koalicji, w którym uczestniczyło około 25 szefów państw i rządów, w tym prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Rozmowy dotyczyły między innymi wzmocnienia obrony powietrznej Ukrainy i zwiększenia presji na Rosję, a ich uczestnicy przyjęli wspólną deklarację popierającą bezpośrednie rozmowy Kijowa z Moskwą przy udziale USA i Europy. Więcej w artykule poniżej:
Ostra reakcja opozycji
Słowa premiera odbiły się szerokim echem w bułgarskiej polityce. Koalicja Demokratyczna Bułgaria oskarżyła Radewa o pchanie kraju w stronę strategicznej izolacji, kosztem interesów narodowych i pozycji Bułgarii w UE i NATO. W ocenie ugrupowania kraj powinien uczestniczyć w koalicji chętnych, ponieważ dawałoby to Sofii wpływ na decyzje dotyczące obrony przeciwrakietowej, bezpieczeństwa morskiego, cyberbezpieczeństwa i współpracy zbrojeniowej.
Współlider Demokratycznej Bułgarii Iwajło Mirczew mówił wprost o zwrocie premiera na Wschód, zarzucając mu, że rząd bardziej troszczy się o rosyjskich oligarchów i ochronę interesów korporacyjnych przed unijnymi sankcjami niż o miejsce Bułgarii w Europie. Opozycja skrytykowała też Radewa za obecność na paryskiej defiladzie przy jednoczesnym unikaniu udziału w rozmowach politycznych na wysokim szczeblu – jak to ujęto, kraj „był obecny na ceremonii, ale nieobecny przy podejmowaniu decyzji”.
Zwycięstwo z prorosyjską etykietką
Stanowisko Radewa nie jest zaskoczeniem – w kwietniowych wyborach parlamentarnych zdecydowanie wygrała jego koalicja Postępowa Bułgaria, którą część komentatorów i unijnych obserwatorów określa mianem prorosyjskiej i eurosceptycznej, porównując go do Viktora Orbana. Sam Radew, krytykując dotychczasowe wsparcie dla Kijowa, wielokrotnie podkreślał, że opowiada się za „praktycznymi relacjami” z Moskwą opartymi na wzajemnym szacunku.


