-
Donald Trump podpisał rozporządzenie mogące prowadzić do zniesienia federalnej ochrony wilka szarego oraz meksykańskiego i zlecił ocenę stanu tych populacji.
-
Decyzja wywołała protesty organizacji przyrodniczych, które uważają, że zniesienie ochrony zagraża szczególnie wilkowi meksykańskiemu, jednej z najrzadszych populacji drapieżników w USA.
-
Według przyrodników na zniesieniu ochrony wilków skorzystają kojoty, których aktywność jest ograniczana przez obecność wilków.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jak informowaliśmy w Zielonej Interii w weekend, Donald Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze, które może rozpocząć proces prowadzący do zniesienia federalnej ochrony wilka szarego.
Rozporządzenie nie oznacza, że amerykańscy farmerzy natychmiast otrzymają prawo do strzelania do wilków atakujących ich zwierzęta gospodarskie. Jednocześnie dokument daje sekretarzowi spraw wewnętrznych USA Dougowi Burgumowi 90 dni na ocenę, czy populacje wilka szarego i meksykańskiego odrodziły się na tyle, by uzasadniać usunięcie ich z federalnej listy gatunków zagrożonych.
Decyzja wywołała od razu ogromne protesty przyrodników i ludzi, którym dobro ekosystemów Stanów Zjednoczonych leży na sercu. Wilk szary to jedno – on w niektórych częściach USA jest bardzo rzadki albo dopiero wraca po wielu latach (jak w Kalifornii), w innych zaś całkiem liczny. Jednakże wilk meksykański, który jest najmniejszym i ekstremalnie rzadkim podgatunkiem wilka szarego, to inna sprawa. Całkowita liczba tych drapieżników na terenie dwóch stanów USA to zaledwie 320 zwierząt.
Wilki meksykańskie niemal wymarły w USA
Są zatem skrajnie zagrożone wymarciem, a były jeszcze bardziej, bowiem pod koniec XX w. wilków meksykańskich naliczono w przygranicznych terenach Stanów Zjednoczonych blisko meksykańskiej granicy zaledwie… cztery.
To nie literówka ani błąd. Cztery wilki mieszkały tam w 1998 r., gdy zostały reintrodukowane po latach do Arizony i Nowego Meksyku, co znaczy, że były jednymi z najrzadszych ssaków regionu. Omal nie wymarły i po ćwierć wieku dało się je zawrócić znad krawędzi.
Ustały polowania na te drapieżniki, kłusowanie, wykładanie trucizn i sideł, płoszenie, plądrowanie legowisk. Wróciły ssaki roślinożerne, na które mogły polować. Przed dojściem Donalda Trumpa do władzy zaczynało wyglądać to coraz lepiej.
Ale Donald Trump do władzy doszedł i już nie wygląda. Prezydent USA za priorytet uznaje interesy gospodarcze, w tym interesy farmerów. W tej sytuacji przyroda musi ustąpić i zostać eksterminowana.
Brutalne polowania na wilki mogą wrócić w USA
Zielone światło na skreślenie wilków meksykańskich z listy zwierząt objętych ochroną federalną oznaczałoby powrót brutalnych polowań na wilki i niemal pewną eksterminację wilka meksykańskiego, tak jak w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Odwrót od trendu z XXI w. ochrony tych drapieżników w duchu zrozumienia, że nie zagrażają one ekosystemom i ludziom, ale przeciwnie – ich obecność uzdrawia całą okolicę. Sprawia bowiem, że ekosystem zaczyna funkcjonować prawidłowo.

Organizacje ochrony przyrody, m.in. Center for Biological Diversity, Western Watersheds Project, Wolf Conservation Center, WildEarth Guardians i Sierra Club, potępiają decyzję dotyczącą wilków, a już zwłaszcza wilków meksykańskich.
„To próba przekonania grupy hodowców bydła, owiec i koni, że wilki stanowią większe zagrożenie niż polityka prezydenta Trumpa” – mówi Greta Anderson, zastępca dyrektora Western Watersheds Project.
„Wpływ wilków na hodowlę zwierząt gospodarskich jest niczym w porównaniu ze skutkami niedawnych umów handlowych i realiami hodowli na dotkniętym katastrofalną suszą Zachodzie w zmieniających się warunkach klimatycznych” – czytamy w oświadczeniu przyrodników. Za tę suszę obwiniana jest m.in. polityka Waszyngtonu pod rządami Donalda Trumpa.
„Gdyby administracja naprawdę chciała wspierać hodowców, priorytetowo potraktowałaby zwiększenie finansowania innych inicjatyw przyrodniczych, za którymi nie idzie zagłada zwierząt, aby stworzyć trwałe rozwiązania dogodne dla przyrody” – powiedziała Regan Downey, dyrektor ds. edukacji i rzecznictwa w Centrum Ochrony Wilków.
Zarządzanie populacjami wilków w USA jest nieudolne
Z kolei Michelle Lute, dr nauk o ochronie wilków i dyrektor wykonawcza organizacji Wildlife for All, apeluje: „Wystarczy spojrzeć na nieudolne zarządzanie wilkami w innych stanach, takich jak Montana, aby zrozumieć, co to oznacza dla jednego z najbardziej zagrożonych gatunków psowatych na świecie. Apelujemy do US Fish and Wildlife Service, aby wszelkie decyzje opierała na badaniach naukowych, a nie decyzjach polityków”.
US Fish and Wildlife Service zarządza w Stanach Zjednoczonych parkami narodowymi, ochroną amerykańskiej fauny i flory. Nie zwierząt hodowlanych i interesów farmerów, dodajmy.
„Wycofanie teraz federalnej ochrony – lub rozpoczęcie tego procesu – zagroziłoby dziesięcioleciom odbudowy i otworzyłoby drzwi brutalnym polowaniom” – powiedziała w oświadczeniu Kitty Block, prezes i dyrektor generalna Humane World for Animals. Oświadczenie cytuje amerykańska prasa m.in. „Washington Post”.

Poruszenie w sprawie wilków jest w USA spore, ale pytanie czy cokolwiek zmieni. Naukowcy poza protestami dostarczają też badań, z których wynika, że zanik wilków na różnych obszarach Ameryki Północnej ma katastrofalny wpływ także na farmerów. Za zabicie przez wilki owiec czy krów (co zdarza się rzadko) farmerom przysługuje odszkodowanie, ale tylko wtedy, gdy zwierzęta są chronione. Nie są zatem wtedy stratni. Gdy wilki znikną, zwierzęta kopytne będą konsumowały ich zbiory. Za to odszkodowań nie ma.
Przyrodnicy wiedzą także, kto najbardziej skorzystałby na zniknięciu wilków. To kojoty, przedstawiciele psowatych mniejsi od wilków, ale więksi od lisów. W Europie Środkowej nie mamy takiego pośredniego gatunku (na południu Europy jest nim szakal złocisty, chociaż i one nie do końca odpowiada ekologicznie kojotowi; nie wchodzi np. do miast). Obecność wilka ogranicza aktywność kojotów, które częściej sięgają po zwierzęta domowe.












