Politycy opozycji zarzucają Rafałowi Trzaskowskiemu, że ten nie dopilnował sytuacji w Szpitalu Południowym. Od kilka dni w mediach przetacza się wielka dyskusja dotycząca przeróżnych odcieni nieprawidłowości w warszawskiej placówce medycznej. Sprawie przygląda się prokuratura.
W czwartek w Ratuszu odbyła się sesja Rady Miasta Warszawy, której z zaciekawieniem przyglądała się polityczna Polska. Główne pytanie brzmiało – czy prezydent otrzyma absolutorium, skoro głos sprzeciwu wyraziła również koalicyjna Nowa Lewica? Finalnie Trzaskowski dostał kredyt zaufania, ale jego pozycja – w związku z sytuacją wokół Szpitala Południowego – nie jest tak mocna jak jeszcze kilka tygodni temu.
Pomysł referendum w stolicy. Do realizacji długa droga
W stolicy pojawił się pomysł odwołania Trzaskowskiego w drodze referendum. Powstał nawet specjalny komitet, w skrócie SOR (Stołeczna Operacja Referendalna), który ma stać się elementem inicjującym referendum. Na jego czele stanął Maciej Wilk, znany m.in. z zachęcania do inwestycji państwa w Centralny Port Komunikacyjny.
Organizatorzy liczą, że jeśli komitet znajdzie 300 zaangażowanych osób, które zechcą zbierać podpisy i współtworzyć sztab, będzie można na dobre wystartować z akcją.
– Nie będzie to jednak takie łatwe – uśmiecha się w rozmowie z Interią Jan Hoffman, radny z Krakowa, który stał na czele akcji referendalnej w tym mieście.
Pod Wawelem udało się odwołać Aleksandra Miszalskiego, a tym samym to miasto już zawsze będzie wzorem dla podobnych inicjatyw. Kraków przetarł ścieżkę, którą teraz chcą podążać przeciwnicy prezydenta Warszawy.
– Nigdy nie wierzyłem i nie wierzę w efekt fali – mówi Interii Jan Hoffman. – Tak to nie działa. Każde miasto ma swoją specyfikę, po prostu różne rzeczy ludzi emocjonują. W Krakowie okazało się, że jest to Strefa Czystego Transportu, a nie mam pojęcia czy w Warszawie są takie elementy. Dlatego kluczowa jest znajomość miasta. Tego nie da się zrobić z perspektywy zarządzania krajowego, to muszą robić Warszawiacy – przekonuje Hoffman.
Nasz rozmówca uważa, że na wstępnym etapie ważne jest przeprowadzenie solidnych badań i sprawdzenie, czy dany temat „ma potencjał” na odwołanie włodarza. Jak zaznacza – zupełnie inne tematy są nośne w mediach czy mediach społecznościowych, a inne mogą skłonić mieszkańców do pójścia do urn wyborczych.
„Przepis na referendum”
Gdy już te pierwsze elementy zostaną zdefiniowane, dochodzimy do dwóch kluczowych wyzwań.
– Potrzebne są rzesze wolontariuszy i środki finansowe na reklamę. W Krakowie pomagało nam stowarzyszenie „Kraków dla mieszkańców” w zakresie outdooru, dzięki czemu zrobiliśmy to przy niewielkich środkach własnych. W dużym mieście bez dużych funduszy na promocję można zostać „zakrzyczanym” lub zamilczanym – przekonuje Hoffman.
Wskazuje też na kluczowy element. – Najważniejszy jest jednak zapał wolontariuszy i struktury. Na Warszawę potrzeba małej armii ludzi zaangażowanych z przekonania. Części zbierających podpisy można płacić, ale w grupie tej trzon stanowić muszą osoby działające z przekonania, bo człowiek dla idei zrobi więcej niż licząc godzinówkę – dodaje.
W praktyce pozyskanie odpowiednich zasobów ludzkich może być jeszcze trudniejsze. Mimo że Warszawa jest większa od Krakowa, liczba potencjalnych podpisów do zebrania również jest większa. Krakowianie musieli zebrać blisko 60 tys. podpisów, w Warszawie potrzebne byłoby przynajmniej 135 tys. podpisów. W praktyce jednak nawet 200 tys., bo zakłada się, że 30 proc. podpisów zostaje zakwestionowanych.
Podpisy zbiera się, zgodnie z prawem, przez 60 dni. Oznacza to, że Warszawa musiałaby zebrać średnio 3300 podpisów dziennie. Zakładając, że 200 osób pracuje w ten sposób dzień w dzień przez dwa miesiące, codziennie jedna osoba musi przynieść 16 podpisów. To realne, ale w praktyce bardzo trudne, bo uzależnione od wielu czynników, również spraw prywatnych zbierających.
Dlatego też rzucanie haseł w postaci „zróbmy to jak w Krakowie” jest proste, ale wykonanie już tak proste być nie musi. Do tego dochodzi termin. Czy zbierać podpisy w wakacje, kiedy w mieście jest mniej ludzi? A może zacząć akcję we wrześniu lub październiku? Wszystko w tej sprawie ma znaczenie.
– Najważniejszy jest kalendarz. Zbiórka musi odbywać się w dobrym czasie. Wrzesień i październik są optymalne ze względu na pogodę i brak długich świąt. Od 6 grudnia wchodzi się w klimat świąteczny i pozytywne emocje, co nie sprzyja agitacji referendalnej. Cała akcja to minimum pół roku, a realnie nawet rok. W dzisiejszych warunkach połowa września jest ostatnim momentem, co oznacza konieczność intensywnych prac przygotowawczych przez całe wakacje – podkreśla Hoffman.
Inna sprawa, że kalendarz raczej nie sprzyja tego typu zabiegom w stolicy. Jeśli rzeczywiście organizacja i przeprowadzenie referendum pochłania tyle czasu i energii, to tego typu zakusy zakończyłyby się prawdopodobnie tuż przed wyborami parlamentarnymi.
Prof. Rafałowski: W Krakowie nie chcieli się cofnąć, w Warszawie władza reaguje
Przepis na referendum to jedno, drugie to punkt wyjścia, o którym mówił Jan Hoffman. Najważniejsza jest emocja społeczna, która sprawi, że słupki urzędującego prezydenta polecą mocno w dół. Czy taką emocją w Warszawie jest sprawa Szpitala Południowego?
– Ta sprawa jest problemem raczej z poziomu ogólnopolskiego a nie z poziomu lokalnego – uważa prof. Wojciech Rafałowski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
– To nie jest coś, co rozgrzewa Warszawiaków, bo nie widzę jeszcze tutaj tej energii. To nie jest coś, co jest tak bezpośrednio uciążliwe, jak np. rozkopane pół miasta przez remonty. Ja tego nie czuję osobiście. Nie mam badań, ale na ten moment byłbym sceptyczny – podkreśla rozmówca Interii.
– Proszę zauważyć, że o ile sprawa Strefy Czystego Transportu w Krakowie to był postulat prezydenta i on nie chciał się z niego wycofać, to w przypadku Szpitala Południowego mamy wyraźne uznanie, że jest problem. Jest też próba zrobienia czegoś dobrego w tej sprawie. Więc to nie jest tak, że władza idzie w określonym kierunku i nie chce się cofnąć – analizuje prof. Rafałowski.
– To chyba ta fundamentalna różnica, że tam po prostu to był cel polityki, na który Krakowianie ostro odpowiedzieli, a tutaj mamy problem, na który władza reaguje, więc jest ta responsywność na niezadowolenie – podkreśla.
Krakowianie odwołali prezydenta Miszalskiego pod koniec maja. Miastem rządzi obecnie komisarz. Wciąż jeszcze nie ma terminu nowych wyborów, bo w sądzie utkwiły protesty wyborcze. Dotychczas chęć kandydowania zgłosiło 13 osób.
Masz temat lub chcesz porozmawiać z autorem? Napisz bezpośrednio na [email protected]. A jeśli widzisz, że wokół Ciebie dzieje się coś ciekawego, poinformuj nas za pośrednictwem serwisu Wrzutnia.












