Kilka tygodni temu Maja Chwalińska zrobiła furorę podczas wielkoszlemowego Roland Garros. Polka zachwyciła swoim stylem gry wielu ekspertów, a gwiazdy tenisa wypowiadały się o niej z dużym uznaniem. Chwalińska najpierw przebrnęła przez kwalifikacje, a potem – już w turnieju głównym – z klasą pokonywała kolejne przeciwniczki i uległa dopiero w finale prestiżowego turnieju, przegrywając z Rosjanką Mirrą Andriejewą (3:6, 2:6).
„Nie mam słów. Paryż, dziękuję” – pisała Polka w mediach społecznościowych.
Maja Chwalińska z dziką kartą na Wimbledonie!
Dzięki temu, że Polka osiągnęła życiowy sukces i dotarła do tego etapu rozgrywek, zanotowała spektakularny awans w rankingu WTA. Obecnie zajmuje 21. pozycję, co sprawia, że w US Open pojawi się od razu w drabince głównej turnieju, bez konieczności przechodzenia przez kwalifikacje.
Na taki przywilej „z automatu” Maja Chwalińska nie mogła liczyć, jeśli chodzi o Wimbledon, gdzie przy układaniu list startowych obowiązywał jeszcze wcześniejszy ranking. We wtorek 16 czerwca wszystko stało się jasne, bo Wimbledon oficjalnie ogłosił, że polska tenisistka otrzymała dziką kartę. To oznacza, że rozpocznie grę od razu od turnieju głównego, bez eliminacji.
Kilka dni temu Maja Chwalińska była pytana, jakie są jej oczekiwania, jeśli chodzi o dziką kartę na Wimbledon. – Na pewno (otrzymanie dzikiej karty – red.) ma duże znaczenie, bo jednak to jest wielka różnica grać w eliminacjach, a w nich nie grać. Byłoby to na pewno coś fajnego, nie ukrywam. Zobaczymy. Nie chcę jeszcze tak daleko wybiegać w przyszłość – powiedziała z uśmiechem polska tenisistka na jednej z konferencji prasowych.
Warto przypomnieć, że tytułu będzie broniła Iga Świątek. Polka w 2025 r. wygrała w finale Wimbledonu z Amandą Anisimovą (6:0, 6:0).


