-
Coraz wyraźniej zaznacza się trend powrotów Polaków z emigracji z powodu tęsknoty, zmęczenia życiem za granicą i poczucia braku bezpieczeństwa.
-
Osoby powracające z Wielkiej Brytanii, Niemiec i Holandii wskazują na trudności z aklimatyzacją, dystans społeczny, problemy ze służbą zdrowia i wzrost kosztów życia.
-
Powrót do Polski często oznacza konieczność ponownej adaptacji, ale dla wielu osób decydującym czynnikiem staje się bliskość rodziny oraz zmieniające się relacje osobiste.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
– Wielokrotnie spotykałam się z lekceważeniem. Byłam traktowana z góry – mówi Paulina, która spędziła w Anglii 13 lat.
Mieszkała i pracowała w Newcastle, na północy kraju. Miała stabilną pracę i dobre zarobki. Jak podkreśla, z czasem okazało się jednak, że pieniądze nie rekompensują braku poczucia bezpieczeństwa.
– To było coś, co odczuwało się na wielu płaszczyznach życia. W Wielkiej Brytanii jest ten sam problem, co w Niemczech czy Francji. Oprócz tego mieliśmy wiele sytuacji, w których zarówno ja, jak i mój partner, czuliśmy, że nie jesteśmy mile widziani – opowiada.
Wyzwiska i wykluczenie. Paulina opowiada o życiu w Wielkiej Brytanii
Jedno z pierwszych takich zdarzeń pamięta z okresu ciąży. Szła wtedy do przychodni i rozmawiała z narzeczonym przez telefon po polsku. – Grupa dzieci i nastolatków usłyszała, że mówię w innym języku. Zaczęli rzucać we mnie wszystkim, co mieli pod ręką. Kiedy dotarłam do przychodni, stał tam policjant. Opowiedziałam mu, co się wydarzyło. Uśmiechnął się tylko i powiedział, że nic nie mogą zrobić – wspomina.
Jak mówi, brak reakcji ze strony instytucji powtarzał się także w innych sytuacjach. – Nasz syn poszedł do przedszkola. Angielski nie był jego pierwszym językiem. Dzieci go odrzucały – relacjonuje.
Podobne sytuacje zdarzały się częściej. Paulina pracowała w markecie w dziale obsługi klienta. – Jeden z brytyjskich klientów zwyzywał mnie i powiedział, że mam wracać do swojego kraju. Mówił, że w jego oczach jestem śmieciem – mówi.
Kiedy wyjeżdżała do Anglii, miała zupełnie inne wyobrażenie o życiu na Wyspach. Wcześniej była tam tylko raz, na wakacjach. – Będąc turystą, nie zwraca się uwagi na rzeczy, które dostrzega się dopiero, kiedy zaczyna się tam żyć. Anglia wydawała mi się otwartym krajem. Podobało mi się podejście ludzi, zwłaszcza starszego pokolenia, do życia. Byłam oczarowana tym, że nie było tam tylu zmartwień i problemów finansowych. W bardzo młodym wieku mogłam być niezależna, mieć kontrolę nad swoim życiem i stabilność finansową – wspomina.
„Kiedyś można było dużo oszczędzić, dorobić się”
Pierwsze lata emigracji ocenia dobrze. Jak mówi, przełom nastąpił po brexicie. – Wtedy nastąpiła największa eskalacja nagonki na migrantów. W mediach powtarzano, że zabieramy Brytyjczykom pracę, że żyjemy ich kosztem, że to przez nas pojawiają się problemy z zatrudnieniem. Jedna historia goniła drugą, choć wiele z nich nie miało pokrycia w rzeczywistości – podkreśla.
Na przestrzeni lat zwiększyły się też koszty życia. – Kiedyś można było dużo oszczędzić, dorobić się, teraz starcza po prostu na dobre życie, ale służba zdrowia coraz gorzej tam przędzie, a to nie poprawia komfortu życia – zauważa.
Decyzja o powrocie do Polski nie była łatwa. – Wywróciliśmy nasze życie do góry nogami. Ja, mój partner i dzieci mieliśmy swoją rutynę, stabilną pracę i całkiem dobre zarobki. Nagle postawiliśmy wszystko na jedną kartę i zdecydowaliśmy się wrócić do kraju, który przecież znaliśmy, ale od lat nie był już naszym codziennym domem – mówi.
Wrócili do swojego starego domu, który zaczęli remontować. – Szczęście, które codziennie widzę na twarzy mojego syna, jest najlepszą nagrodą, jaką mogłam dostać. Z cichego, wycofanego chłopca stał się pewnym siebie dzieckiem – opowiada.
Dziś nie ma wątpliwości, że była to właściwa decyzja. – Każdemu, kto się waha, radzę spróbować. Jeśli poradziliście sobie w obcym kraju, poradzicie sobie także we własnym, bezpiecznym – podsumowuje.
„Odliczaliśmy dni do powrotu”
Kevin spędził w Niemczech cztery lata. Razem z partnerką wyjechali tam z konkretnym celem. – Chcieliśmy uzbierać na samochód. Myśleliśmy, że zostaniemy trzy miesiące – opowiada.
Szybko zorientowali się jednak, że pracując kilka lat, będą w stanie odłożyć pieniądze na wymarzone mieszkanie. – To był nasz ostateczny cel, którego się trzymaliśmy. Pod koniec odliczaliśmy już dni do powrotu – przyznaje.
Życie w Niemczech miało swoje plusy i minusy. – Możliwość oszczędzania, poznanie innej kultury i języka to na pewno były największe zalety – wspomina.
Ich codzienność wypełniała przede wszystkim praca. – Nie wyjeżdżaliśmy na wakacje, nie mieliśmy też przestrzeni na rozwijanie swoich pasji. Chcieliśmy jak najszybciej zarobić konkretną sumę i wrócić do Polski – mówi.
Za krajem bardzo tęsknili. To uczucie szczególnie nasilało się podczas krótkich wizyt w Polsce. – Dwie wigilie spędziliśmy w Niemczech. To było bardzo trudne – wspomina.
„Cały czas czuliśmy się obcy”
Trudności, jak przyznaje Kevin, było jednak znacznie więcej. – Nieobcy był nam stres związany z papierologią. Jest jej tam naprawdę dużo, łatwo się pogubić, a wszystkie dokumenty muszą się zgadzać. Oprócz tego cały czas czuliśmy się obcy. Nikt nie był wobec nas niemiły, ale dało się wyczuć dystans, gdy Niemcy słyszeli, że jesteśmy Polakami – zauważa.
Wyzwaniem okazało się także poczucie bezpieczeństwa. – W Polsce wyjście do sklepu po godzinie 20 wydaje się czymś zupełnie naturalnym i bezpiecznym. W Niemczech nie mieliśmy takiego poczucia. Wręcz przeciwnie – zaznacza.
Brakowało im również udogodnień, z których na co dzień korzystali w Polsce. – BLIK, paczkomaty, to naprawdę ułatwia życie – przyznaje.
Od półtora roku Kevin i jego partnerka ponownie mieszkają w Polsce. – Nasze życie bardzo zmieniło się na lepsze. Zaczęliśmy więcej podróżować, mamy pracę, która daje nam satysfakcję, i rozwijamy swoje pasje. Powrót był najlepszą decyzją. Zawsze powtarzam znajomym, że rosół w Niemczech nigdy nie będzie smakował tak jak rosół w Polsce. Dzisiaj naprawdę to doceniam – dodaje.
Polacy wracają z emigracji
Drugi rok z rzędu więcej Polaków wróciło z Niemiec, niż do nich wyjechało. Podobny trend, jak mówi dr Rafał Cekiera, prof. UŚ, zastępca dyrektora Instytutu Socjologii Uniwersytetu Śląskiego, widać również w przypadku Wielkiej Brytanii. Dwóch krajów, które przez lata pozostawały najważniejszymi kierunkami polskiej emigracji zarobkowej.
– To wyraźny sygnał, że coraz więcej osób decyduje się na powrót do Polski. Nie jest to jeszcze zjawisko masowe, ale tendencja jest zauważalna – zaznacza.
Za decyzją o powrocie rzadko stoi jeden powód. Często jest to splot czynników osobistych, rodzinnych i bytowych. Dla jednych najistotniejsza okazuje się tęsknota za domem i bliskimi, dla innych zmiana sytuacji życiowej albo zwykłe zmęczenie funkcjonowaniem z dala od kraju, w którym się dorastało.
– W ostatnich latach poziom życia w Polsce wyraźnie wzrósł. To sprawia, że powrót staje się realną alternatywą także z ekonomicznego punktu widzenia – zauważa socjolog.
Jak dodaje, różnica między zarobkami i standardem życia w Polsce a krajami Europy Zachodniej nie jest już tak wyraźna, jak jeszcze kilkanaście lat temu. Dla wielu osób przestaje więc być argumentem przesądzającym o pozostaniu na emigracji.
„Usiadłam na łóżku i się rozpłakałam. Byłam przerażona”
Paulina Stuglik żyła za granicą siedem lat. Razem z partnerem zamieszkali w Niemczech, niedaleko granicy z Holandią. To właśnie do Holandii codziennie dojeżdżali do pracy.
– Wyjechaliśmy, żeby zarobić. Muszę przyznać, że z perspektywy czasu było to trochę nieprzemyślane. Ja miałam niespełna 21 lat, mój chłopak 23. Nigdy wcześniej nie byliśmy za granicą, więc wydawało nam się, że życie na emigracji to coś, gdzie wszystko płynie mlekiem i miodem – wspomina.
Rzeczywistość okazała się jednak daleka od wyobrażeń. – Wyjechałam z dużego domu rodzinnego, a zamieszkaliśmy w domku na kółkach razem z kilkoma obcymi osobami. To było zakwaterowanie zapewnione przez pracodawcę. Brud, stare meble, zużyte łóżka. Pamiętam, że usiadłam na tym łóżku i się rozpłakałam. Byłam przerażona – opowiada.
Przez pierwszy rok pracowali w szklarni przy zbiorach. Później wynajęli mieszkanie, zmienili pracę na produkcję, a następnie znaleźli zatrudnienie w logistyce. Każdego roku starali się przyjeżdżać do Polski na kilka tygodni.
– Bardzo to przeżywałam. Ostatni tydzień przed wyjazdem praktycznie cały przepłakiwałam, choć wiedziałam, że to był mój wybór. Tęsknota była jednak bardzo dotkliwa – mówi.
Najbardziej bolało ich to, że omijały ich urodziny, święta i rodzinne uroczystości. – Z każdym rokiem powroty z Polski były coraz trudniejsze. Coraz bardziej doskwierała nam świadomość, że rodzice się starzeją – dodaje.
Paulina przyznaje, że przez cały pobyt za granicą nigdy nie poczuła się tam jak u siebie. Brakowało jej również poczucia bezpieczeństwa. – Nigdzie nie chodziłam sama, zawsze z partnerem. W Polsce nie mam problemu z tym, żeby wieczorem wyjść pobiegać. Tam nigdy bym się na to nie odważyła. Widzieliśmy różne sytuacje, słyszeliśmy o wielu atakach – wspomina.
Po sześciu latach podjęli decyzję o powrocie. Rok później byli już w Polsce. – Na pewno dobrze przygotowaliśmy się pod względem finansowym do powrotu, daliśmy sobie kilka miesięcy na aklimatyzację, a potem znaleźliśmy pracę i od tamtej pory układamy sobie życie na nowo – opowiada.
Najważniejsze było jednak to, że znów znaleźli się blisko rodziny. – Skończyła się niepewność, skończyła się tęsknota. Razem z tym wszystkim zniknął też strach. Tam byliśmy sami, nie mieliśmy nikogo poza sobą – przyznaje.
Mimo wszystko nie żałuje decyzji o wyjeździe. – Uważam, że to była świetna szkoła życia. Bardzo szybko nauczyłam się dorosłości, samodzielności i odpowiedzialności. Przede wszystkim nauczyłam się doceniać małe rzeczy. Te siedem lat uświadomiło mi, jak szybko płynie czas i jak trudna jest tęsknota. Dlatego dziś staram się doceniać każdy wspólnie spędzony moment – podsumowuje.
„Wracamy do Polski, ale nie do tej samej Polski, z której wyjechaliśmy”
Coraz częściej o powrocie decydują także względy, których nie da się przeliczyć na pieniądze.
– Emigranci zaczynają zadawać sobie pytania o sens dotychczasowych wyborów i bilans zysków oraz strat daleko wykraczających poza kwestie finansowe. To często moment przewartościowania życia. Zastanawiamy się, co tak naprawdę chcemy osiągnąć i jaką cenę jesteśmy gotowi za to zapłacić – podkreśla dr Rafał Cekiera.
Silnym impulsem są również zmieniające się relacje rodzinne. – Rodzice emigrantów starzeją się, coraz częściej potrzebują wsparcia lub po prostu obecności swoich dzieci. Nawet jeśli nie wymagają jeszcze opieki, rośnie świadomość, że wspólnego czasu zostało mniej. Dla wielu osób właśnie to staje się decydującym argumentem za powrotem – wyjaśnia.
Ekspert zwraca jednak uwagę, że reemigracja nie jest prostym odwróceniem emigracji. Powrót do kraju wymaga często jeszcze lepszego przygotowania niż sam wyjazd.
– Wracamy do Polski, ale nie do tej samej Polski, z której wyjechaliśmy. Przez lata zmienia się nie tylko kraj, lecz także nasze relacje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi. Zmieniają się miejsca pracy, lokalne społeczności, a także my sami. Dlatego powrót oznacza konieczność ponownego odnalezienia się w rzeczywistości, która tylko pozornie wydaje się dobrze znana – podsumowuje socjolog.
Anna Korytowska













