-
W Czechach zginął 51-letni spadochroniarz z Polski.
-
Do wypadku doszło w okolicach lotniska w Klatovach.
-
Ratownicy nie zdołali uratować życia Polaka.
-
Przyczynę i przebieg zdarzenia bada policja i czeski instytut badania wypadków lotniczych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Czeskie służby przekazały, że do tragedii doszło w piątek około godz. 10:30 niedaleko lotniska w Klatovach. Rzecznik policji Michal Schon poinformował, że mężczyzna spadł na łączkę w miejscowości Tocnik.
Czechy. Awaria kilka km nad ziemią. Tragiczny skok Polaka
Polak wykonywał grupowy skok z kilkunastoma spadochroniarzami z innych krajów. Niestety jego próba od samego początku miała dramatyczny przebieg. Z relacji organizatorki wydarzenia Jany Spevackovej wynika, że doświadczony 51-latek wyskoczył z samolotu na wysokości około czterech tysięcy metrów.
Wtedy rozpoczął się dramat. Jak przekazała Spevackova, po otwarciu spadochronu doszło do skręcenia linek nośnych. Prawdopodobnie z tego powodu mężczyzna wpadł w gwałtowną spiralę. Sytuacja była na tyle poważna, że nie zdołał otworzyć spadochronu zapasowego.
– Uderzył w ziemię z prędkością szacowaną na 70 – 100 km/h – powiedziała, cytowana przez serwis novinky.cz.
Reanimacja spadochroniarza się nie powiodła. 51-latek zmarł
Ratownicy, którzy przybyli na miejsce wypadku rozpoczęli reanimację. Ściągnięty został też śmigłowiec ratunkowy. Mimo wysiłków medyków, obrażenia Polaka po uderzeniu w ziemię były na tyle poważne, że nie udało się uratować jego życia.
– Na miejscu przeprowadzono przedłużoną resuscytację krążeniowo-oddechową we współpracy z powietrzną służbą ratunkową. (…) Niestety nie udało się przywrócić funkcji życiowych pacjenta – relacjonował rzecznik służb ratunkowych Martin Stepan.
Przyczyny i przebieg tragedii bada policja oraz specjaliści z czeskiego instytutu badania wypadków lotniczych.
Źródła: Novinky, Klatovsky Denik













