Co dokładnie wydarzyło się w nocy 40 lat temu? Jest 26 kwietnia 1986 roku, a w czarnobylskiej elektrowni jądrowej trwa nocny test bezpieczeństwa. Nieprzygotowani i zestresowani pracownicy chcą sprawdzić czy w przypadku nagłej utraty zasilania zewnętrznego, turbogenerator wyłączanego reaktora będzie w stanie – siłą własnego pędu – zasilać pompy wody chłodzącej rdzeń przez około 40–50 sekund, aż do momentu uruchomienia awaryjnych generatorów diesla.
O godzinie 01:23 i 58 sekund czasu kijowskiego, czyli 23 minuty po północy w Polsce, doprowadzają do wybuchu jednego z reaktorów. Błędy popełniają ludzie, ale sam reaktor ma wady konstrukcyjne, które też są jedną z przyczyn katastrofy. Ówczesne władze ZSRR, którego częścią jest wtedy terytorium Ukrainy, ukrywają i wybuch, i jego skutki, ale po Europie wędruje radioaktywna chmura, której nie da się ukryć.
„Czarnobyl był niewybaczalną tragedią, będącą połączeniem błędu człowieka, przestarzałej sowieckiej technologii i niezrozumienia zagrożeń” napisze po latach Michaił Gorbaczow, ówczesny prezydent ZSRR współodpowiedzialny za ukrywanie wybuchu. Po latach doda, że Czarnobyl był kluczowym czynnikiem, który doprowadził do upadku ZSRR – być może ważniejszym niż zainicjowana przez niego pierestrojka. Według Gorbaczowa awaria obnażyła patologie systemu, wymusiła jawność (głasnost) i była przyczyną utraty zaufania do komunistycznej władzy. Skoro tak, to gdzie są odszkodowania za Czarnobyl?
Odpowiedzialność polskich władz
Polskie władze nie mają o niczym pojęcia w kwietniu 1986 roku. Dopiero gdy radioaktywna chmura dociera do Skandynawii, stacje badawcze w Polsce wykrywają drastyczny wzrost promieniowania. ZSRR milczy, więc nie wiadomo jak reagować. W bałaganie, chaosie i przy braku jakichkolwiek procedur, na wszelki wypadek 29 kwietnia zapada decyzja o podawaniu Polakom, zwłaszcza dzieciom, płynu Lugola zabezpieczającego tarczycę przed radioaktywnym jodem -131, który gromadzi się w tarczycy, nieodwracalnie niszczy jej tkankę i trwale upośledza produkcję hormonów.
Płyn Lugola to wodny roztwór czystego jodu w jodku potasu wykorzystywany bardziej jako odczynnik chemiczny i środek antyseptyczny na skórę. W 1986 roku Polska nie dysponowała odpowiednią ilością tabletek jodu, więc był to pomysł z gatunku rozpaczliwych i – jak się okazało po latach – niepotrzebnych, a wręcz szkodliwych.
Decyzję podjął prof. Zbigniew Jaworowski, specjalista w dziedzinie skażeń promieniotwórczych, który o wybuchu dowiedział się dopiero 28 kwietnia z radia BBC. W ciągu zaledwie trzech dni 18,5 mln Polaków wypiło płyn Lugola. Krótki, oficjalny komunikat informujący o katastrofie, ZSRR wydało dopiero 14 maja, czyli niemal 3 tygodnie od wybuchu.
Dziś otwarcie mówi się o negatywnych skutkach zdrowotnych tej decyzji. Chodzi przede wszystkim o chorobę Hashimoto, czyli przewlekłe autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, które objawia się mgłą mózgową, trudnościami z koncentracją, przybieraniem na wadze, wypadaniem włosów, sennością i apatią, brakiem motywacji, nastrojami depresyjnymi, zaburzeniami miesiączki i trudnościami z zajściem w ciążę.
Z chorobami tarczycy boryka się coraz więcej Polaków – około 30 proc. społeczeństwa, przeważnie w wieku około 50 lat i starszych. Głównie kobiety, ale nie tylko. Na co mogą liczyć?
Prawne szanse Polaków na odszkodowania za Czarnobyl
Wyjaśnienia szans na wyegzekwowanie odszkodowania za Czarnobyl podjęła się dla Wprost.pl Beata Sparażyńska, radca w Departamencie Energii Jądrowej Ministerstwa Energii, członek International Expert Group on Nuclear Liability. Jej zdaniem, sprawa nie jest prosta.
Polska – o czym nie każdy wie – w 1986 roku miała już obowiązujące przepisy prawa atomowego, które uwzględniały możliwość odszkodowania za szkody jądrowe, ale weszły one w życie dopiero 1 lipca 1986 roku, czyli już po katastrofie. Jednak do takiego zdarzenia zastosowanie mają także ogólne regulacje odpowiedzialności „z tytułu czynów niedozwolonych” zawarte w Kodeksie cywilnym z 1964 roku. Zgodnie z art. 444. § 1. „naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty”.
W odwodzie jest jeszcze art. 435. § 1 przewidujący szczególną odpowiedzialność ciążącą na przedsiębiorstwie lub zakładzie „wprawianym w ruch za pomocą sił przyrody”, czyli pary, gazu, elektryczności, paliw płynnych, czy energii jądrowej. Firma ponosi odpowiedzialność „za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności”.
– Jednak roszczenia ulegały przedawnieniu po trzech latach od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie, a najpóźniej po 10 latach od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wyrządzające szkodę – wyjaśnia Beata Sparażyńska dla Wprost.pl. Szanse na odszkodowania przepadły więc w 1996 roku.
Radioaktywny jod-131 rozpadł się po kilku tygodniach, ale cez-137 pozostał w glebie i wciąż jest w Polsce wykrywany.
Czarnobyl podczas wojny na Ukrainie
Dodatkowo, mówimy o przepisach prawa cywilnego obowiązujących w 1986 roku na terenie Polski, a nie na terenie ZSRR. A za następcę zobowiązań po ZSRR, w tym związanych z następstwami katastrofy jądrowej w Czarnobylu, uznaje się dziś nie Ukrainę, a Federację Rosyjską. Tę samą, która po wywołaniu wojny na Ukrainie, okupowała Czarnobylską Elektrownię Jądrową oraz strefę wykluczenia od 24 lutego do 31 marca 2022 roku.
W trakcie okupacji personel elektrowni był przetrzymywany jako zakładnicy, a żołnierze rosyjscy dopuszczali się grabieży i dewastacji. Lekceważąc podstawowe zasady bezpieczeństwa, kopali okopy i obozowali w mocno skażonych miejscach strefy wzniecając radioaktywny pył.
W grudniu 2025 roku okazało się, że po ataku rosyjskich dronów rozszczelnieniu uległ sarkofag, który wybudowano w 2017 roku by zakryć szczątki reaktora. Kosztował 1,5 mld euro i finansowany był przez międzynarodowy fundusz, do którego składki wpłaciło ponad 40 państw, w tym Polska.












