-
Efekt potwierdzenia, czyli czego chce nasz mózg
-
Dezinformacja stop – czyli jak nie ulec manipulacji? Osiem zasad
-
1. Nie daj się emocjom
-
2. Sprawdź źródło
-
3. Sprawdź, czy to naprawdę jest „nowe”
-
4. Oddziel fakty od opinii
-
5. Nie daj się sensacji i odkrywaniu „tajemnej wiedzy”
-
6. Zwróć uwagę na autorów i ekspertów
-
7. Uważaj na deepfake
-
8. Nie ufaj ślepo narzędziom typu ChatGPT
– Dziś bardzo trudno nie ulec dezinformacji, dlatego że mamy do czynienia ze zjawiskiem zupełnie odwrotnym od tego, do którego nasze mózgi i kondycja społeczna były przyzwyczajona przez całe dziesięciolecia. Długo mieliśmy do czynienia z niedosytem informacji – mówi Interii dr hab. Rafał Klepka z Zakładu Komunikowania Politycznego i Mediów Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Jak zauważa nasz rozmówca, by wiedzieć, należało pójść po gazetę, nastawić odbiornik na odpowiednią porę, kiedy nadany zostanie serwis informacyjny.
– Wtedy za informacją trzeba było gonić. Dziś odbiorców zalewa morze informacji. Z jednej strony w nim toniemy, z drugiej ta sytuacja powoduje rozleniwienie. Mózg człowieka nie zmienia się tak szybko jak otaczający świat i wciąż dąży do osiągania celów najkrótszą możliwą drogą – mówi ekspert.
Efekt potwierdzenia, czyli czego chce nasz mózg
Mózg ma skłonność do, jak mówią specjaliści, stronniczości konfirmacyjnej czyli tzw. efektu potwierdzenia. Jest to tendencja do podświadomego poszukiwania, interpretowania i zapamiętywania informacji w sposób potwierdzający nasze istniejące przekonania. Efekt? Człowiek ignoruje dowody, które nie pasują do jego „wersji rzeczywistości”. Utrwala więc nawet błędne przekonania i ogranicza obiektywne postrzeganie rzeczywistości.
– Informacje, które nie potwierdzają naszych przekonań, omijamy szerokim łukiem i potrzeba naprawdę arcyważnego zdarzenia, by nasz pogląd się zmienił – mówi ekspert.
Mechanizm, który kiedyś pozwalał człowiekowi pierwotnemu polować, gdy widział zwierzę i uciekać, kiedy był bezbronny, dziś wpędza w pułapki.
– Wiele informacji wymaga zniuansowanego myślenia, dostrzegania odcieni szarości. Ale nasz mózg wcale tego nie lubi – zwraca uwagę Rafał Klepka.
Do tego ilość informacji, czyli wspomniane morze, nie pomagają.
Naukowiec porównuje współczesne konsumowanie informacji z robieniem zakupów. – Wyobraźmy sobie, że wchodzimy do sklepu, mamy 18 paczek płatków śniadaniowych i zaczynamy czytać każdą etykietę. Zakupy zajmą bardzo dużo czasu, a koszyk i tak nie będzie pełen. Współczesny człowiek nie ma tyle czasu – wskazuje.
Uwagę przyciągnie więc to, co wzbudzi emocje swoją niezwykłością, krzykliwością, unikatowością – bądź jej pozorem.
I tę okazję próbują wykorzystać ci, którzy posuwają się do dezinformowania.
Chodzi o to, by ktoś kupił, zagłosował, nienawidził.
Dezinformacja stop – czyli jak nie ulec manipulacji? Osiem zasad
Jak nie dać się tym, którzy próbują nas oszukać?
– Nie ma jednej złotej zasady. Wszystko ze względu na sposoby rozprzestrzeniania dezinformacji, która może być zdjęciem, nagraniem wideo, czy też artykułem – zastrzega Izabela Jarka, ekspertka NASK z Ośrodka Analizy Dezinformacji.
Jak weryfikować informacje i odsiewać ziarno od plew, prawdę od kłamstwa? Są zasady, które zadziałają jak znaki drogowe na autostradzie.
Zaznaczmy na początku, że dezinformacja to celowe rozpowszechnianie fałszywych lub zmanipulowanych informacji w celu wprowadzenia odbiorców w błąd, wywołania strachu, osłabienia zaufania do instytucji lub osiągnięcia korzyści. Często przybiera formę fake newsów, materiałów typu deepfake lub złośliwych wiadomości.
Jest jasny cel. – Chodzi o to, by ktoś kupił, zagłosował, nienawidził – wylicza medioznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– Dezinformacja ma nie tylko zafałszować obraz danego wydarzenia, ale też polaryzować. A ten drugi aspekt często bywa pomijany – dodaje ekspertka z NASK.
– Jeśli dana treść wzbudza w nas skrajne emocje, warto na chwilę się zatrzymać i zastanowić, dlaczego tak się czuję i czy aby ktoś nie próbuje mną manipulować? Takie przekazy najczęściej są sensacyjne i mogą dotyczyć np. śmierci osoby publicznej, bezpieczeństwa państwa czy sytuacji kryzysowych – mówi Interii Izabela Jarka z NASK.
Przykład? Po wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie popularność zyskiwały materiały sugerujące, że paliwo już w tym momencie kosztuje 10, a nawet 14 zł za litr. Informacje te nie znajdowały pokrycia w faktach, mimo to szybko zyskiwały popularność.
– Te fałszywe przekazy były też uzupełniane o deepfejki ze zmanipulowanymi zdjęciami ze stacji paliw – słyszymy.
Jak mówi ekspertka NASK: Zanim – na skutek emocji – klikniemy przycisk „podaj dalej” i prześlemy znajomym link – zatrzymajmy się i pomyślmy: co czujemy i dlaczego?
Dezinformacja gra na emocjach i nie chodzi wyłącznie o sferę mediów społecznościowych.
Jak zauważa dr hab. Rafał Klepka „podanie dalej” dzieje się także w realu – podczas rozmów. W sferze, w której efekt dezinformacji trudno zmierzyć. – Jeśli dezinformacja zaczyna infekować nasze myśli i poglądy, to one zaczynają się pojawiać w rozmowach z sąsiadami, przyjaciółmi, rodziną. Przekazywanie dalej ma nie tylko wymiar technologiczny – podkreśla.
Przyjrzyj się informacji, którą właśnie czytasz. Skąd pochodzi? Jak wygląda strona? Czy ją znasz? Czy sprawia wrażenie wiarygodnej? – Polecam zasadę trzech źródeł. Jeśli coś do nas dotarło z jednego źródła, warto tego poszukać potwierdzenia w dwóch innych – mówi medioznawca z UJ.
– Spróbujmy także przyjrzeć się adresowi domeny. W tym przypadku oszuści próbują podszywać się pod istniejące media czy instytucje – wskazuje ekspertka NASK.
Strona może mieć adres: Ministerstwo Ochrony Środowiska. Zorientowałeś się, że taki resort nie istnieje? Nazwa właściwej instytucji to Ministerstwo Klimatu i Środowiska.
– Szczególnie uczulam na wpisy w mediach społecznościowych. W tym przypadku prawdopodobieństwo, że treść jest prawdziwa spada – mówi Jarka.
W 2018 roku naukowcy z Massachusetts Institute of Technology (MIT) przeanalizowali treści na ówczesnym Twitterze czyli obecnym X. Wyniki? Nieprawdziwe treści były o 70 proc. bardziej podatne na retweet, czyli podanie dalej, niż prawdziwe informacje.
– Pamiętajmy, że tutaj działa algorytm, który często będzie podsuwał nam treści polaryzujące, więc jeśli coś pojawia się na mojej tablicy, weryfikuję to w źródłach poza mediami społecznościowymi – podkreśla ekspertka.
Weryfikując treści, możemy korzystać z wyszukiwarek, wiarygodnych mediów, stron rządowych czy uznanych organizacji pożytku publicznego.
Dziś jak nigdy dotąd wzrosło zagrożenie związane z dezinformacją.
3. Sprawdź, czy to naprawdę jest „nowe”
– Treści dezinformujące bywają tzw. „odgrzewanym kotletem”, dlatego sprawdzajmy datę publikacji. Dodatkowo w przypadku wideo i zdjęć, sprawdźmy, czy to rzeczywiście ilustruje aktualne wydarzenie. W przypadku obrazów bardzo pomocne jest odwrócone wyszukiwanie obrazem – czyli technika, która pozwala szybko wykryć prawdziwe źródło zdjęcia – mówi ekspertka NASK.
Takie przypadki mnożą się szczególnie podczas wydarzeń nagłych. NASK odnotowywał je choćby podczas powodzi, które pustoszyły Dolny Śląsk. Do sieci trafiały nieprawdziwe zdjęcia i nagrania.
– Był nawet filmik z Ameryki Południowej, na którym woda zalewała całe samochody. I choć dość szybko można się było zorientować, że to nagranie nie pochodzi z Polski, ludzie w sytuacji dużych emocji i chaosu informacyjnego podawali to nagranie dalej – słyszymy.
Analizujmy więc datę i kontekst – zachęcają specjaliści.
4. Oddziel fakty od opinii
– Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że często w dezinformacji opinia ma wyglądać jak fakt. Kiedy czytamy jakiś przekaz, który ma wywrzeć na nas skrajne emocje, przyjrzyjmy się, czym tak naprawdę jest. Czy aby nie opinią – mówi ekspertka NASK.
5. Nie daj się sensacji i odkrywaniu „tajemnej wiedzy”
– „Nikt o tym nie wie”, „media ci tego nie powiedzą”, „wszyscy na ten temat milczą”, „eksperci są w szoku”, „mamy badania” – ale nie wiadomo jakie. To język manipulacji typowy dla treści clickbait (z ang. click – kliknięcie i bait – przynęta) – mówi ekspertka NASK.
Clickbait ma za zadanie przyciągnąć uwagę poprzez tworzenie sensacyjnych, przesadzonych lub mylących tytułów i grafik, które mają zmusić użytkownika do kliknięcia w określoną treść.
– Jeśli nie jesteśmy pewni danego przekazu, budzi on nasze poważne wątpliwości, warto zwrócić się do instytucji, które zajmują się weryfikowaniem treści – zaleca Izabela Jarka.
NASK dostaje wiele takich zgłoszeń i jeśli przekaz łamie regulamin danej platformy cyfrowej czy inne regulacje prawne w tym lokalne lub europejskie – interweniuje.
Tylko w ubiegłym roku eksperci tej instytucji zgłosił ponad 46 tys. pojedynczych przekazów do platform cyfrowych.
6. Zwróć uwagę na autorów i ekspertów
– Weryfikujmy fałszywe autorytety. Sprawdźmy, czy dana osoba rzeczywiście wykonuje swój zawód Specyficzne miejsce ma tutaj dezinformacja medyczna i fałszywi lekarze – mówi ekspertka NASK.
Dodatkowo w publikacjach pojawiają się eksperci, którzy wcale nie są specjalistami w danej dziedzinie. – Weryfikujmy nie tylko autora danego materiału, ale także specjalistę, na którego się powołuje – mówi dr hab. Rafał Klepka.
– Dziś, jak nigdy dotąd, wzrosło zagrożenie związane z dezinformacją. Technologia rozwija się w zawrotnym tempie, mnożą się treści typu deepfake – podkreśla Izabela Jarka.
Deepfake (z ang. deep – głębokie i fake – oszustwo) to zaawansowana technika manipulowania obrazem i dźwiękiem przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji (AI). Cel? Stworzenie fałszywych, ale mających wyglądać realistycznie materiałów wideo lube audio.
– W grafikach AI warto szukać większej liczby palców, rozmytego tła, błędów w napisach. Sztuczna inteligencja, zwłaszcza jeżeli ktoś wykorzystuje ją w pośpiechu w tzw. wersji budżetowej, jest na razie niedoskonała – mówi medioznawca z UJ.
Choć niedoskonała, sztuczna inteligencja stworzyła nowe możliwości dla rozprzestrzeniania się dezinformacji.
– Dzisiaj fejkową treść wygenerowaną przez sztuczną inteligencję niemal każdy jest w stanie zrobić i potem pokazywać. Jeśli do tego jest sprawny w obsłudze social mediów może generować miliony odsłon – ostrzega Rafał Klepka.
8. Nie ufaj ślepo narzędziom typu ChatGPT
Ekspertka NASK-u wspomina o stosunkowo nowej metodzie dezinformacji, wykorzystującej rosnącą popularność narzędzi typu ChatGPT. Dochodzi bowiem do celowego infekowania tych narzędzi fałszywymi artykułami generowanymi przy użyciu AI. W efekcie narzędzie może wyrzucić nam fałszywą informację.
– Dlatego w tym przypadku zawsze warto pytać chata o źródło i to źródło sprawdzać – mówi Izabela Jarka.
Specjaliści z którymi rozmawiamy są zgodni: świadomość zagrożeń, krytyczne myślenie i nawyk weryfikowania treści są kluczowe, by budować odporność. Warto więc skorzystać z ich rad i nie stać się nieświadomym kolporterem najczęściej wymierzonej w polskie państwo i społeczeństwo propagandy. Nie ułatwiajmy życia tym, którzy chcą nami manipulować.













