Marta Kurzyńska, Interia: Dezinformacja rozsiewana przez internet to plaga naszych czasów, która wpływa bezpośrednio na życie społeczne i polityczne także w Polsce. Z jaką skalą dezinformacji mamy do czynienia?
Krzysztof Gawkowski, wicepremier, minister cyfryzacji: – Dezinformacja to coraz większy problem. Rok 2025 był pod tym względem rekordowy. Wysłaliśmy do platform cyfrowych prawie 50 tys. zgłoszeń w sprawie ściągnięcia różnego rodzaju dezinformacyjnych treści. Niestety, właściciela platform często nie reagują na czas albo po prostu niektórych treści nie ściągają, mimo że ma to wprost charakter naruszenia.
Receptą miała być zawetowana przez prezydenta ustawa o usługach cyfrowych?
– Mam wielkie pretensje do prezydenta o to weto. Z jego powodu dziś w Polsce można rozprzestrzeniać dezinformację, pornografię dziecięcą czy oszukańcze reklamy, które pozwalają okradać ludzi. Nie mamy po prostu systemowych narzędzi, żeby z tym walczyć.
Brzmi tak, jakbyśmy byli bezbronni.
– Nie chce demonizować, ale prawo o bezpieczeństwie w internecie, czyli implementacja unijnego aktu o usługach cyfrowych, dawało szansę na to, że nie będziemy, tak jak teraz, prosili platform o ściąganie dezinformacyjnych czy nielegalnych treści. Dzięki tym przepisom moglibyśmy im to narzucać i karać je, jeżeli czegoś nie zrobią. Dodatkowo każdy obywatel mógłby wiedzieć, dlaczego jakaś treść zniknęła i z pomocą państwa walczyć z platformami o jej przywrócenie. Obecnie, gdy któraś z platform skasuje komuś profil, musimy pisać i prosić i tylko od jej dobrej woli zależy, czy on zostanie przywrócony.
Rosyjski ślad jest widoczny zawsze, kiedy w Polsce dochodzi do sabotaży. Tak było podczas wspomnianego już ataku dronów, czy podczas sabotażu na kolei. Jest też próba narzucenia narracji, że za wywołanie wojny na Ukrainie winni są Ukraińcy, a nie Rosjanie
Ministerstwo Cyfryzacji chce jeszcze zawalczyć, by te przepisy jednak stały się ustawą?
– Wierzę, że na czerwcowym posiedzeniu rządu pojawi się kolejny projekt ustawy w tej sprawie. Wiele uwag prezydenta zostało uwzględnionych. Wierzę, że tym razem nie będzie politycznych zagrywek ze strony Karola Nawrockiego; że nie będzie opowiadał, iż to cenzura, ale rzeczywiście poda rękę nowemu prawu, które ma przeciwdziałać dezinformacji.
To czym się ten projekt będzie różnił od tego zawetowanego?
– Chcemy pokazać, że nie będzie żadnej uznaniowości urzędników, bo to sądy będą decydować o usunięciu treści.
Jakie macie w tej chwili narzędzia, by walczyć z dezinformacją?
– Stworzyliśmy Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji, gdzie odbywa się koordynacja działań między różnymi instytucjami i organami państwa. Ustalamy, czy na przykład nie mierzymy się z dezinformacją skierowaną z innego państwa. Realizujemy kampanie społeczne, które mają pomóc Polakom zrozumieć, czym jest dezinformacja, jak ją rozpoznawać, jak sobie z nią radzić. Mobilizujemy różnego rodzaju media, by tworzyły swoje programy przeciwdziałania dezinformacji.
Czego ta dezinformacja najczęściej dotyczy?
– Zachęcania do inwestycji, które są nieuczciwe, często fałszywych informacji o lekach.
Ostatni raport ABW wskazuje na intensywne działania rosyjskie jako kluczowe zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego. Pan też tu widzi największy problem?
– Mamy do czynienia z dezinformacją, która ma charakter ataku cyfrowego skorelowanego z sabotażem. Tak było w przypadku ataków dronów rosyjskich na Polskę. Wtedy było to dokładnie zsynchronizowane z akcją wymierzoną w Polskę przez Rosję, która miała zamydlić obraz, pokazać, że to Ukraińcy nas atakują. Mamy zorganizowane kampanie społeczne, którymi jesteśmy atakowani przez Rosję czy Białoruś, żeby w Polsce wzbudzać panikę.
Niekontrolowana dezinformacja jest piekielnie groźna, bo może doprowadzić do chaosu w państwie. Pracujemy 24 godziny na dobę, żeby nie pozostawiać pola tym, którzy chcieliby w Polsce siać dezinformację
– Mówimy głośno, kto jest autorem dezinformacji. Rosyjski ślad jest widoczny zawsze, kiedy w Polsce dochodzi do sabotaży. Tak było podczas wspomnianego już ataku dronów, czy podczas sabotażu na kolei. Jest też próba narzucenia narracji, że za wywołanie wojny na Ukrainie winni są Ukraińcy, a nie Rosjanie. Widzimy, że dezinformacja rozprzestrzenia się za pomocą coraz większej liczby botów.
Ważną rolę odgrywa w niej też rozwój sztucznej inteligencji. AI to nasz sojusznik czy wróg?
– Sztuczna inteligencja jest pomocna w medycynie. Dostarcza często analitycznej wiedzy na przykład o pogodzie. Pomaga w przypadku cyberataków, w tym siania dezinformacji. Można ją systemowo zaprzęgać do tego, żeby boty przesiewały nieprawdziwe informacje i wyrzucały je z systemu.
Ale generuje też groźne deepfake.
– Wszystko, co pojawia się jako nieprawdziwa informacja w sieci, jest groźne. Również fake newsy. Często są obudowane dużą ilością prawdy, a ta nieprawda jest tylko częściowa. Deepfake, czyli wytworzone wirale, które pojawiają się z wykorzystaniem twarzy, są mniej groźne, gdy są kiepsko przygotowane. Ale czasami, kiedy na przykład nie można odróżnić wygenerowanego przez AI głosu od głosu prawdziwego aktora czy polityka, deepfake staje się niebezpieczną bronią. Trzeba więc zwracać uwagę na wszystko i nie można niczego zamiatać pod dywan.
Dlaczego to tak niebezpieczna broń?
– Niekontrolowana dezinformacja jest piekielnie groźna, bo może doprowadzić do chaosu w państwie. Trzeba przeciwdziałać jej też na poziomie operacyjnym. Zespół przeciwdziałania dezinformacji pracuje 24 godziny na dobę, żeby nie pozostawiać pola tym, którzy chcieliby w Polsce siać dezinformację. Pracujemy tak, by przeciwdziałać jej momencie, kiedy zaczyna być wytwarzana.
Nie ma dzisiaj grupy społecznej, która nie byłaby podatna na dezinformację. Wystarczy mieć trochę niższe kompetencje cyfrowe, ulegać czasami teoriom spiskowym i manipulacjom
A jednak mówił pan, że jej skala wciąż rośnie. Więc może coś nie działa tak, jak powinno?
– Wręcz przeciwnie. W Polsce fałszywe narracje są wygaszane w ciągu 14-16 godzin. W przypadku innych państw europejskich trwa to czasami 48 godzin albo dłużej. Do Polski przyjeżdżają specjaliści z innych państw, żeby uczyć się, jak to robimy.
Ale nawet tych kilkanaście godzin żyjącej w sieci dezinformacji może wywołać ogromne szkody.
– Naszym celem nie jest 12, 14 czy 16 godzin, tylko minuty, w których powinniśmy umieć szybko reagować.
To kiedy zareagujemy w kilka minut?
– Jesteśmy w tym coraz lepsi. Inne państwa często nie umieją jeszcze radzić sobie z dezinformacją, bo nie były na nią tak narażone, jak Polska w ostatnich miesiącach, w sytuacjach krytycznych, takich jak wspomniane wcześniej akty sabotażu czy ataki dronowe. Mamy dobre efekty.
Co by pan poradził zwykłemu odbiorcy internetowemu? Jak ma oddzielić ziarno od plew?
– Najprostsza rzecz, to zapoznanie się z instrukcją dotyczącą dezinformacji, która jest na stronach Ministerstwa Cyfryzacji.
Gdzie można zgłosić dezinformację?
– Na stronie Ministerstwa Cyfryzacji podajemy adresy mailowe, gdzie można zgłosić dezinformację. Można też informować o cyberzagrożeniach przez aplikację mObywatel. Warto wiedzieć, jak dezinformacja może się rozpowszechniać przez służby innych krajów, co to są trolle, jak wyglądają boty. O tym wszystkim można przeczytać na naszych stronach internetowych. Jest tam wiedza o fake newsach, manipulacji, propagandzie. Od ubiegłego roku na szeroką skalę prowadzimy też akcje edukacyjne w całej Polsce. Odbywają się cyberlekcje, w których też biorę udział. Specjalne szkolenia dla starszych osób trwają w sanatoriach.
Jest duże zainteresowanie?
– Oczywiście. Uczymy seniorów, czym jest nowoczesna technologia. W ramach programu Szkoła Międzypokoleniowa młode osoby uczą się tego, jak użytkować urządzenia, a starsi jak rozpoznawać dezinformację, bo problem robi się coraz szerszy.
Kto jest najbardziej podatny na dezinformację?
– Nie ma dzisiaj grupy społecznej, która nie byłaby podatna na dezinformację. Wystarczy mieć trochę niższe kompetencje cyfrowe, ulegać czasami teoriom spiskowym i manipulacjom. Sami możemy się stać nieświadomymi kolporterami fałszywych treści. Dzisiaj to jest problem ogólnospołeczny. Dotyczy i młodych, i starszych. Wszystkich.
Ile pieniędzy zamierzacie przeznaczyć na edukacje cyfrową?
– Na kompetencje cyfrowe do 2030 roku Ministerstwo Cyfryzacji zamierza wydać trzy miliardy złotych. Kompetencje cyfrowe to coś, czego ewidentnie brakuje Polakom. Zachłysnęliśmy się technologią, cyfryzacją, radością z usług cyfrowych, z portali społecznościowych. Nie wytworzyliśmy jednak w sobie nawyku krytycznego myślenia o tym, co się dzieje w internecie. Trzeba to nadrobić.
Rozmawiała Marta Kurzyńska













