Najpierw był zwrot o 180 stopni. Od „żaden kraj nie ma prawa” po „Stanom Zjednoczonym się należy” – tak zmieniła się retoryka USA w temacie pobierania opłat za przepływanie cieśniną Ormuz. Nie minęły 24 godziny, a nastąpił kolejny zwrot i Donald Trump ogłosił, że umowy handlowe zastąpią zapowiadane wcześniej opłaty.
O co całe zamieszanie? Przypomnijmy.
– Przywracamy blokadę Iranu zapowiedział w poniedziałek Donald Trump. Przywódca Stanów Zjednoczonych we wpisie na swoim portalu społecznościowym Truth Social ogłosił, że uniemożliwione zostanie wejście lub wyjście statków lub klientów Iranu.
Dla wszystkich pozostałych cieśnina Ormuz miała być otwarta, jednak z pewnym „ale”. USA jako „strażnik cieśniny Ormuz” miały pobierać opłaty w wysokości 20 proc. wartości ładunku.
Strażnik cieśniny chce pieniędzy
O pomyśle przejęcia przez USA kluczowej cieśniny i pobierania opłat Donald Trump mówił wcześniej w Fox News.
„Będziemy strażnikiem cieśniny. Może nazwiemy to 'Aniołem stróżem Cieśniny’. Powinniśmy dostać za to odszkodowanie” – powiedział w programie „Fox&Friends”. „Dostaniemy zwrot kosztów, ponieważ inne kraje są bardzo bogate. Są po naszej stronie i nie można oczekiwać, że zrobimy to za darmo” – dodał.
Amerykański prezydent nie wskazał, które kraje uważa za bogate, ani kto dokładnie miałby uiszczać opłatę. Nie sprecyzował też, w jaki sposób miałoby się odbywać pobieranie pieniędzy.
Informacji tych nie podało także Dowództwo Centralne USA, które zapowiedziało jednocześnie, że blokada Iranu zostanie wznowiona we wtorek 14 lipca o godz. 16 czasu wschodniego, czyli o 22 czasu polskiego.
Ile USA mogły zarobić na cieśninie Ormuz? Mamy wyliczenia
Wokół deklaracji Trumpa było więcej pytań niż odpowiedzi.
– Zastanawiające jest, jaki mechanizm pobierania tych opłat mieliby wprowadzić Amerykanie – kto, jak, od kogo i na jakiej zasadzie. Tutaj nie da się zrobić bramek jak na autostradzie – mówił Interii Daniel Kostecki, ekonomista, analityk rynków CMCMarket, gdy rozmawialiśmy jeszcze przed nową decyzją Trumpa, by 20-procentową opłatę zastąpić umowami handlowymi.
Zapytaliśmy eksperta, ile wyniosłaby proponowana przez Trumpa rekompensata za ochronę. Jak wyliczył rozmówca Interii, przy pełnym powrocie przedwojennego handlu 20 proc. opłata mogłaby przynieść Stanom Zjednoczonym około 176-194 mld dolarów rocznie brutto.
Nielegalny pomysł prezydenta USA
Na stole był zatem ogromne pieniądze. Rzecz w tym, że propozycja Trumpa – jak można było wnioskować z przekazanych przez prezydenta USA informacji – zakładała łamanie prawa międzynarodowego.
Dlaczego? Tłumaczył w rozmowie z Interią komandor Dariusz Bugajski, prof. Akademii Marynarki Wojennej, specjalista w zakresie prawa morskiego.
– Pobieranie opłat za sam przepływ byłoby nielegalne i nie ulega to wątpliwości – wskazał ekspert.
Jak tłumaczył, międzynarodowe prawo morza definiuje reżim przejścia tranzytowego, który reguluje żeglugę w kluczowych dla bezpieczeństwa i handlu międzynarodowego cieśninach, takich jak Ormuz, Bab al-Mandab, Gibraltarska czy Malakka.
– Przez te akweny przechodzi ogromna część handlu światowego, dlatego są one niezwykle istotne dla bezpieczeństwa międzynarodowego. W cieśninach tych obowiązuje prawo do żeglugi morskiej i powietrznej, które w rozumieniu prawnym nie może być zakłócone nawet w czasie wojny. W takich cieśninach państwa nie mogą jednostronnie narzucać statkom obowiązków takich jak np. przymusowe korzystanie z usług pilota, a tym bardziej nakazu płacenia za samo przejście. Byłoby to niezgodne z Konwencją o prawie morza z 1982 r. – powiedział prof. Bugajski.
Jak wskazał, sytuacja wygląda inaczej, jeśli opłaty miałyby dotyczyć ochrony statku. Pobieranie opłat za korzystanie z ochrony konwojowej jest dopuszczalne. Ta jednak nie może być obowiązkowa, bo – jak wyjaśniał rozmówca Interii – jeśli statek pod banderą państwa neutralnego chce podjąć ryzyko wojenne i przejść samodzielnie przez cieśninę, nie można mu tego zabronić.
Dwa zwroty po amerykańsku
Nowa decyzja Donalda Trumpa jest de facto powrotem do narracji, która do tej pory płynęła ze Stanów Zjednoczonych. Zaledwie trzy tygodnie temu, końcem czerwca, przebywający w Abu Zabi sekretarz stanu USA Marco Rubio mówił: „To jest międzynarodowy szlak wodny. Żaden kraj nie ma prawa pobierać myta lub opłat na międzynarodowym szlaku wodnym. Takie jest obowiązujące prawo międzynarodowe na szlakach na całym świecie, więc oczekuję, że tak będzie i tutaj”.
Już wtedy z ust Trumpa padały sugestie, że w przypadku braku porozumienia z Iranem USA mogą pobierać opłaty od statków, przejąć cieśninę lub rekwirować 20 proc, przepływającej przez nią ropy.
W poniedziałek sugestie Trumpa zmieniły się w ogłoszenie. We wtorek… zmieniło się ogłoszenia. I tak Trump zrobił dwa zwroty o 180 stopni.
Nowa zapowiedź Trumpa zawiera całą listę obietnic: ogromnych inwestycji korzystnych dla państw regionu, milionów nowych miejsc pracy dla Amerykanów, zniszczenia Iranu i zwycięstwa Ameryki, która według prezydenta USA „wygrywa jak nigdy dotąd”.
W Zatoce się biją, a amerykański eksport rośnie
Choć rozwój wydarzeń między USA a Iranem jest dynamiczny i pełen zwrotów akcji, pewne jest, że USA już zyskały na konflikcie w Zatoce Perskiej, jeśli chodzi o sprzedaży własnej ropy.
Jak wyliczył Interii Daniel Kostecki, od marca do maja 2026 r. amerykański eksport produktów naftowych był wyższy o około 39 mld dolarów niż rok wcześniej, to wzrost o 74 proc. Po uwzględnieniu wyższego importu ropy poprawa bilansu handlowego wyniosła około 26-31 mld dolarów. Dane o bilansie są opóźnione, więc na kolejne przyjdzie nam jeszcze poczekać – zaznacza.
Justyna Kaczmarczyk
Najnowsze informacje o konflikcie w Zatoce Perskiej znajdziesz w raporcie specjalnym BLISKI WSCHÓD.













