Marta Byczkowska-Nowak: Mówimy dziś o młodych ludziach: „płatki śniegu”, „pokolenie przewrażliwionych”, „delikatni”, „roszczeniowi”. Specjaliści z kolei alarmują, że chcąc chronić dzieci przed stresem uprawiamy „rodzicielstwo helikopterowe” i tak się nad nimi trzęsiemy, że wychowujemy pokolenie, które nie radzi sobie z życiem. Ty mówisz: „unieważniliśmy całą generację”. Czy to nie jest sprzeczność?


Tomasz Bilicki: Moim zdaniem bardzo wielu dorosłych specjalizuje się dziś w unieważnianiu młodych ludzi. Patrzymy na nich z poczuciem wyższości: my byliśmy twardsi, bardziej odporni, bardziej pracowici. Tylko że wtedy warto zadać pytanie: no dobrze, a my jako pokolenie jesteśmy tacy szczęśliwi? Mamy adekwatną samoocenę? Potrafimy budować relacje, dbać o siebie, odpoczywać, nie uciekać w pracę, używki albo inne rozpuszczalniki emocji?


Mam poczucie, że młodzi ludzie po prostu nie chcą już żyć według starego modelu: harować całe życie, zaciskać zęby, spłacić kredyt hipoteczny, wytrzymywać upokorzenia i dopiero na końcu pozwolić sobie na przyjemność i szczęście. Oni chcą żyć naprawdę już teraz. I może wcale nie są słabsi od nas, może po prostu są wobec nas bardziej wymagający? Czy to źle? Patrzą na przemęczonych, wypalonych dorosłych, którzy całe życie słyszeli: „najpierw obowiązki, potem życie” i po prostu nie chcą tego powielać. I szczerze mówiąc, ja się im nie dziwię. Może problem wcale nie polega na tym, że oni chcą od życia za dużo, tylko że my chcieliśmy od niego za mało?


A jednak określenie „płatki śniegu” zrobiło gigantyczną karierę.


To zastanówmy się, co to mówi o dorosłych. To określenie jest ironiczne, może nawet pogardliwe, na pewno wygodne. Pozwala machnąć ręką na problemy młodych ludzi i uznać, że „oni tacy po prostu są”. Tymczasem połowa młodych ludzi jest zdrowa psychicznie, funkcjonuje normalnie, ma relacje, pasje, plany.


A jeśli już chcemy rozmawiać o kryzysie psychicznym, to może warto uczciwie spojrzeć też na dorosłych. Na nasze lęki, samotność, uzależnienia, wypalenie. Może się okazać, że oni wcale nie są bardziej pogubieni niż my, tylko dużo mniej udają.


No właśnie, a może to po prostu pierwsze pokolenie, które przestało udawać, że wszystko jest w porządku?

Share.
Exit mobile version