W sobotę (22 sierpnia) na drodze do Morskiego Oka odbyła się pikieta aktywistów, którzy domagają się likwidacji transportu konnego. Uczestnicy trzymali tablice z napisami m.in. „Twoja wygoda, ich cierpienie”, Ty decydujesz, nie wsiadaj!” czy „papież chodził po górach, a nie jeździł”.

Na miejsce przyjechali także obrońcy górali z całego Podhala, którzy zorganizowali kontrmanifestację. Doszło do kłótni i wzajemnych okrzyków, ale policja nie dopuściła do konfrontacji obu protestujących grup. Funkcjonariusze wzywali aktywistów, którzy siedzieli na drodze do Morskiego Oka, do przestrzegania poleceń, a następnie siłowo usunęła niektórych protestujących z drogi. Aktywiści zostali wylegitymowani.


Zobacz wideo

Wierzbówka kiprzyca zakwitła w Tatrach

„Liczymy, że policja  zapewni bezpieczeństwo i nie dopuści do prób płoszenia naszych koni”

Wcześniej aktywiści domagali się zamknięcia na ten dzień szlaku. Starosta tatrzański poinformował jednak, że droga nie zostanie zamknięta, a zaprzęgi będą w sobotę normalnie wozić turystów. „Mając jednak w pamięci ostatnie wydarzenia, agresywne zachowanie działaczy Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt w czasie ostatniej pikiety, jak i w trakcie spotkania w starostwie, liczymy, że policja ponownie stanie na wysokości zadania, zapewni bezpieczeństwo turystom, nam i koniom. I nie dopuści do prób płoszenia naszych koni” – napisali fiakrzy w mediach społecznościowych.

Konie albo elektromobilność – sporu o transport do Morskiego Oka nadal nie udało się zakończyć. Organizacje ochrony zwierząt żądają natychmiastowej likwidacji transportu konnego. Domagają się jednocześnie licencji na własne przewozy – pisze Marek Podmokły na Wyborcza.pl

Zaapelowali jednocześnie do protestujących o zachowanie spokoju i niewykonywanie gwałtownych gestów w pobliżu zwierząt. „Skoro twierdzicie w mediach, że znacie się na koniach i zależy wam na ich dobru, zatrzymajcie te przeraźliwe wrzaski i wymachiwanie rękami przed pyskami zwierząt. Nie doprowadźcie swoją nieodpowiedzialnością do tragedii na szlaku” – zwrócili się do aktywistów.

Fiakrzy postawili również pytanie o motywy działań aktywistów. „Czy w tym wszystkim naprawdę chodzi o los zwierząt, czy po prostu o przejęcie gotowego biznesu i ciągnięcie z niego zysków?” – napisali.

Od września konie pojadą do Morskiego Oka trasą krótszą o ponad połowę

Przedstawiciele DIOZ zapowiedzieli w środę w Starostwie Tatrzańskim, że chcą sami rozpocząć działalność przewozową na trasie do Morskiego Oka, a następnie zakwestionować obowiązujące zasady transportu i doprowadzić do zastąpienia koni pojazdami elektrycznymi. Aktywiści chcą też, aby około 300 koni pracujących na tej trasie zostało odkupionych przez TPN, który, ich zdaniem, powinien zapewnić zwierzętom dożywotni byt i wykorzystać je m.in. do wypasu górskich hal.

Od 1 września, w ramach pilotażu nowej organizacji transportu wypracowanej przez TPN, samorząd, fiakrów i Ministerstwo Klimatu i Środowiska, trasa przewozów konnych ma zostać skrócona z Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. Równolegle na trasie funkcjonuje transport elektryczny.

Założenie jest jasne: konie mają pozostać elementem tradycji i lokalnego krajobrazu, ale nie będą w przyszłości wozić turystów na całej trasie – pisze Marek Podmokły na Wyborcza.pl

Share.
Exit mobile version