Od początku października wiadomo, że wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz na początku marca spotkał się w Waszyngtonie z prezydentem USA Donaldem Trumpem.
Puszkę Pandory jeszcze pod koniec września otworzył europoseł PiS Adam Bielan, który we wpisie na X odniósł się do zarzutów polityków partii rządzących, że PiS maczał palce w odwołaniu spotkania Kosiniaka-Kamysza z amerykańskich sekretarzem wojny Petem Hegsethem.
„Nie odwołałem wicepremierowi Kosiniakowi-Kamyszowi żadnego spotkania, tylko pomogłem spotkanie zorganizować. I to z politykiem duuużo ważniejszym niż sekretarz wojny Hegseth” – napisał europoseł PiS, który ma dysponować nieprzeciętnymi nawet w skali europejskiej dojściami do Białego Domu.
Parę chwil Kosiniaka-Kamysza z Trumpem
Wicepremier potwierdził potem, że do kuluarowej rozmowy z Trumpem doszło, gdy na początku marca w Waszyngtonie brał udział w uroczystości nadania pośmiertnie Medalu Honoru st. sierż. Michaelowi Ollisowi z US Army, który w 2013 roku w Afganistanie osłonił własnym ciałem polskiego oficera Karola Cierpicę.
– Wtedy byliśmy w Białym Domu, ten medal wręczał prezydent Trump, i później (…) – tutaj też [było] zaangażowanie kancelarii prezydenta – miałem sposobność porozmawiać chwilę z panem prezydentem Trumpem, za co bardzo serdecznie dziękuję – mówił Kosiniak-Kamysz.
Na antenie TVN24 reporterka Maja Wójcikowska zapytała o to spotkanie szefa polskiego rządu Donalda Tuska. Ten potwierdził, że szef MON poinformował go o przebiegu spotkania. – To zbyt ciekawa rozmowa, żeby o niej publicznie mówić – stwierdził, dodając, że tematem rozmowy polityków nie były wówczas wojskowe bazy amerykańskie w Polsce. – Dotyczyła raczej sytuacji wewnętrznej w Polsce. Tak bym powiedział najdelikatniej – dodał.
Za jej organizację miał być odpowiedzialny – oprócz Bielana – Nikodem Rachoń (brat Michała Rachonia), który pracuje w Kancelarii Prezydenta Karola Nawrockiego. Według informacji Dominiki Wielowieyskiej z „Gazety Wyborczej” w trakcie marcowej rozmowy Trump sugerował Kosiniakowi-Kamyszowi, że najlepiej byłoby, gdyby ten dołączył do prawicowej koalicji. – Wtedy mieliby 100-proc. wsparcie z USA. Drzwi stałyby otworem, by odnosić wielkie sukcesy – mówiła Wielowieyska w podcaście „Dzieje się” TOK FM. Na tę zagrywkę mieli namówić prezydenta USA właśnie Bielan z Rachoniem.
Kosiniak-Kamysz był kuszony kilkadziesiąt razy
– Od trzech lat nas namawiają, żeby do nich przejść. To nic nowego. Nie ma się co podniecać tym, że ktoś twierdzi, że może Władysław Kosiniak-Kamysz był kuszony, bo Władysław Kosiniak-Kamysz kuszeniu oparł się już dwadzieścia, trzydzieści, być może pięćdziesiąt razy i przede wszystkim czynem zaświadczył o tym, jaką politykę chce dziś robić. Nie należy zakładać, że wszystkie rozmowy – sam dobrze o tym wiem – wiążą się z jakimś knuciem, spiskowaniem – twierdzi Szymon Hołownia, szef klubu Polski 2050.
I dodaje: – Nie wydaje mi się też, żeby prezydent Trump do tego stopnia był zainteresowany układem partii politycznych w Polsce. Wydaje mi się, że on się takimi rzeczami nie zajmuje.
– Chcą zrobić z tego aferę, by doprowadzić do sytuacji, żeby stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce nie było, bo tej ekipie na tym zależy. Ale za to ci ludzie, którzy do tego doprowadzą, kiedyś odpowiedzą za to przed Trybunałem Stanu – mówi mi w Sejmie Zbigniew Kuźmiuk z PiS.
Spin o tym, że przez zrobienie szumu wokół spotkania Kosiniaka-Kamysza z Trumpem rządzący chcą storpedować ustanowienie w Polsce stałej bazy amerykańskich żołnierzy (która ma być zasługą głównie prezydenta Nawrockiego), politycy PiS powtarzają jak mantrę. Szkopuł w tym, że to Adam Bielan zarzucił wędkę w swoim tweecie.
PiS: Bielan powinien dawać rządowi korepetycje
– Bardzo gratuluję panu posłowi Bielanowi, że ma takie możliwości. Nie wolno go atakować, bo zrobił kawał dobrej roboty dla Polski. Doprowadził do spotkania prezydenta Stanów Zjednoczonych z ministrem obrony narodowej. Oni powinni bić mu brawo i dziękować. Może Bielan będzie udzielał jakieś korepetycje, jak powinno się prowadzić politykę zagraniczną. Bo trzeba być w niej po prostu skutecznym – komentuje Michał Wójcik z PiS.
Tylko jaki Adam Bielan miał interes w tym, żeby ustawić takie spotkanie de facto przeciwnikowi politycznemu? – Polski interes. Polskie interesy polegają na tym, żebyśmy doprowadzili jak najszybciej do powstania stałej bazy amerykańskich żołnierzy w Polsce. I Bielan działał w tym dobrze pojętym interesie – odpowiada Kuźmiuk.
Jeden z polityków KO mówi mi na offie, że jego zdaniem Bielan chciał podbić swoją pozycję i pokazać się jako taki łącznik między PiS a PSL, że jest w stanie każdego im przyprowadzić, a w przyszłości – z każdym się dogadać. – Ale tak jak w większości spraw, których Bielan się łapie, nic z tego nie wyszło – komentuje.
A chcielibyście Kosiniaka w rządzie? – pytam Wójcika. – Kosiniak-Kamysz miał kilka lat temu na stole propozycję, żeby zostać premierem. Zdecydował się odrzucić tę propozycję i poszedł z Donaldem Tuskiem. Po trzech latach prawdopodobnie widzi, że to był błąd – ocenia.
A teraz? – Wszystko możliwe. Za rok są wybory, które wygra najprawdopodobniej Prawo i Sprawiedliwość – przewiduje były wiceminister sprawiedliwości.
Delikatnie przypominam mu, że w ostatnich sondażach wynik jego partii oscyluje wokół dwudziestu procent. – Pan wierzy, że mamy dwadzieścia procent w sondażach, tak? Mamy trzydzieści parę – jest przekonany Wójcik.
Czy Sikorski wiedział o rozmowie Kosiniaka-Kamysz z Trumpem?
Drugi aspekt tej sprawy dotyczy odpowiedzi na pytanie, dlaczego dopiero teraz temat tej rozmowy ujrzał światło dzienne. I kto o tym spotkaniu i jego przebiegu tak naprawdę wiedział.
– Niektóre rozmowy muszą pozostać zakulisowe, dlatego że służą wymianie informacji, które powinny pozostać zakulisowe, dlatego że czyhają na nie nasi przeciwnicy – przekonuje Hołownia.
Nie wiadomo, czy o spotkaniu Kosiniaka-Kamysza z Trumpem wiedział w marcu szef MSZ i wicepremier Radosław Sikorski. Jego wpis z 2 października sugerowałby, że nie: „Z tak ważnej rozmowy organizator miał obowiązek sporządzić notatkę. Do MSZ ona nie dotarła. Czyżby dlatego, że spotkanie służyło też próbie zaangażowania obcego państwa w naszą wewnętrzną politykę?”.
7 października dodał, że za sporządzenie tej notatki nie powinien odpowiadać Kosiniak-Kamysz, tylko „osoba niższa rangą”, czyli np. Nikodem Rachoń.
Michał Wójcik: – Ministerstwo Spraw Zagranicznych pokazało, że jest kompletnie bezradne.
Robert Kropiwnicki (KO): – Trochę w głowie mi się to nie mieści, że [Sikorski – red.] nie wiedziałby o tym, że takie spotkanie ma być i że nie wiedział, co na nim było. To by źle świadczyło o naszej dyplomacji.
Dopytuję, czy nie ma przypadkiem rozdźwięku między MON-em a MSZ-em, czy Władysław Kosiniak-Kamysz nie prowadzi w pewnych aspektach (takich jak amerykańska baza) samodzielnej polityki zagranicznej, o czym nie wie albo informowany jest post factum Sikorski. – Do tej pory uważam, że było to bardzo mocno koordynowane, tak jak np. rozmowy np. z Petem Hegsethem. I mam nadzieję, że w tej sprawie również tak było – odpowiada Kropiwnicki.
Kropiwnicki: Kosiniak-Kamysz powinien powiedzieć więcej
Jego zdaniem, gdy sprawa nie jest już poufna, Kosiniak-Kamysz powinien opowiedzieć o jej przebiegu: – Skoro wypłynęła i jest już sprawą publiczną, to uważam, że Władysław Kosiniak-Kamysz powinien zabrać w tej sprawie głos.
Kropiwnicki dodaje: – Mam nadzieję, że tak jak premier powiedział, był informowany o tym spotkaniu zarówno przed, jak i po. Rozumiem, że jesteśmy w rozmowach na temat stałej bazy, więc sprawa jest delikatna. Niemniej uzgadnianie spraw wewnętrznych z obcym państwem jest niebezpieczne.
A panu, jako przyjacielowi, Władysław Kosiniak-Kamysz zwierzał się z tego, o czym rozmawiał z Donaldem Trumpem? Przy jakiejś kawce? – pytam w Sejmie Hołownię. Ten odparł: – Jeżeli ja miałbym być takim przyjacielem Władysława Kosiniaka-Kamysza, że zdradzałbym panu, o czym rozmawiał z Donaldem Trumpem, to myślę, że byłby to koniec naszej przyjaźni. Jeśli mam pozostać poważny w relacjach, które w polityce buduję, to pewne szczegóły rozmów, które prowadzę, zachowam dla siebie.
O przebieg rozmowy Trumpa z wiceszefem MON-u zapytałem też drugiego z wicemarszałków i klubowego kolegę Kosiniaka-Kamysza, Piotra Zgorzelskiego z PSL. – Ja nie nazywam się Kosiniak-Kamysz. O czym panowie rozmawiali? A o czym rozmawiał redaktor naczelny „Wyborczej” z zastępcą redaktora? No proszę powiedzieć – ironizował.
Na pytanie, dlaczego to spotkanie dopiero teraz, po pół roku, stało się przedmiotem debaty, już nie odpowiedział.


