-
Na Pacyfiku obserwowany jest rekordowy wzrost temperatury powierzchni oceanu związany ze zjawiskiem El Niño, przekraczający poziom z 2015 roku.
-
Prognozy wskazują na podwyższone temperatury i większe prawdopodobieństwo wilgotnych warunków w Europie, w tym Polsce, mimo braku gwarancji konkretnego przebiegu zimy.
-
Obecne El Niño na tle globalnego ocieplenia może wzmocnić skutki klimatyczne na świecie, a jego wpływ na temperatury może być najbardziej widoczny w kolejnych miesiącach.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Rekord padł 19 września. Poprzedni, 3,02 st. C, ustanowiono pod koniec listopada 2015 r., podczas jednego z najsilniejszych El Niño w historii pomiarów. Tym razem podobny poziom został przekroczony kilka miesięcy przed spodziewanym szczytem zjawiska. Średnia z 14 modeli analizowanych przez klimatologa Zeke’a Hausfathera wskazywała, że pod koniec roku anomalia może sięgnąć około 4 st. C.
Leży bardzo daleko od Polski, ale El Niño jest jednym z niewielu zjawisk klimatycznych, które potrafią przestawiać cyrkulację atmosfery na skalę całej planety. Gdy pasaty nad tropikalnym Pacyfikiem słabną, ciepła woda przesuwa się na wschód. Zmienia się położenie stref burz i opadów, a wraz z nim rozkład ciśnienia i wiatrów w atmosferze. Skutki mogą pojawiać się tysiące kilometrów dalej.
W Polsce nie działa to jednak jak prosty przełącznik. IMGW podkreśla, że El Niño nie oznacza automatycznie konkretnego rodzaju pogody w naszym kraju. Dla Europy Środkowej większe znaczenie mają procesy nad Atlantykiem i Europą, zwłaszcza oscylacja północnoatlantycka, czyli NAO. To ona w dużej mierze decyduje, czy zimą częściej dociera do nas łagodne i wilgotne powietrze znad oceanu, czy też pojawiają się blokady sprzyjające napływowi chłodu ze wschodu lub północy.
El Niño ma wpływ także na zimę w Polsce
Najnowsza prognoza sezonowa Copernicus Climate Change Service, opublikowana 10 września, pokazuje dla Europy wyraźny sygnał łagodniejszej zimy. Temperatury powyżej średniej są bardziej prawdopodobne niemal na całym kontynencie. W większości Europy, z wyjątkiem jej północnych i południowych krańców, rośnie też prawdopodobieństwo sezonu bardziej wilgotnego niż zwykle.
Polska znajduje się w środku tego obszaru. Nie oznacza to zimy bez śniegu ani mrozu. Prognoza sezonowa mówi o średnich warunkach w ciągu kilku miesięcy, a nie o pogodzie w konkretnym tygodniu stycznia. W sezonie ogólnie cieplejszym od normy nadal może więc dojść do silnego, kilkudniowego ochłodzenia.
Właśnie w Europie wpływ El Niño jest szczególnie niewdzięczny do prognozowania. Analizy Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych pokazują, że sygnał z Pacyfiku jest tu wyraźniejszy zimą niż w innych porach roku, ale poszczególne zimy podczas El Niño potrafią bardzo się od siebie różnić. Nad północnym Atlantykiem do gry wchodzą inne czynniki, między innymi sytuacja w stratosferze i nad obszarami polarnymi.
Dobrym przykładem jest Wielka Brytania, gdzie związek z Pacyfikiem jest lepiej widoczny niż w Polsce. El Niño zwiększa tam prawdopodobieństwo bardziej mokrej i sztormowej pogody późną jesienią i na początku zimy. Zima 2015/2016, podczas poprzedniego bardzo silnego El Niño, przyniosła serię potężnych sztormów i powodzie określane wówczas jako najbardziej ekstremalne w historii pomiarów.
Europa dostaje dodatkową porcję ciepła
Tegoroczna sytuacja różni się jednak od większości poprzednich epizodów jednym zasadniczym elementem: El Niño rozwija się na planecie już znacznie cieplejszej niż kilkadziesiąt lat temu. Samo zjawisko jest naturalne, ale nakłada się na długoterminowe ocieplenie wywołane emisją gazów cieplarnianych.
„To zdarzenie jest ogromną redystrybucją energii w systemie klimatycznym i jest niebezpieczne, ponieważ rozwija się na tle znacznie cieplejszego systemu klimatycznego, zmienionego przez człowieka” – mówi „Guardianowi” prof. Friederike Otto z Imperial College London. Jak dodaje, w wielu częściach świata oznacza to ryzyko temperatur, jakich ludzie dotąd tam nie doświadczali, wraz z konsekwencjami dla zdrowia, produkcji żywności i zasobów wody.

Europa już wchodzi w ten okres po wyjątkowo gorącym sezonie. Copernicus podał, że czerwiec i lipiec 2026 r. były łącznie najcieplejszym takim okresem w historii pomiarów dla zachodniej Europy. Upał i susza sprzyjały rozwojowi wielkich pożarów. Jednocześnie temperatura powierzchni oceanów poza obszarami polarnymi była w lipcu najwyższa w historii pomiarów dla tego miesiąca.
Dlatego znaczenie rekordowego El Niño dla Europy nie sprowadza się do pytania o śnieg albo deszcz zimą. Zjawisko uwalnia do atmosfery dodatkowe ilości energii zgromadzonej w oceanie i może podnosić globalną temperaturę jeszcze wiele miesięcy po swoim maksimum.
Po El Niño może nadejść rekordowo gorący 2027 r.
Tak było już wcześniej. Silne El Niño rozwinęło się w 1997 r., a 1998 r. ustanowił wówczas nowy rekord globalnej temperatury. Kolejne bardzo silne El Niño przypadło na 2015 r., po czym jeszcze cieplejszy okazał się 2016 r. Podobny schemat powtórzył się po El Niño z 2023 r., gdy rekord padł w 2024 r.
Skutki są już widoczne. El Niño ogranicza monsun w Indiach, sprzyja suszy i pożarom w Indonezji, pogłębia niedobory wody w Ameryce Środkowej i spowalnia żeglugę przez Kanał Panamski. Na wschodnim Pacyfiku ciepła woda pomaga napędzać wyjątkowo silne cyklony. Jednocześnie zmienione wiatry tłumią rozwój huraganów na Atlantyku.
Światowy Program Żywnościowy ONZ ostrzega, że następstwa El Niño mogą wepchnąć około 50 mln ludzi w ostry niedobór żywności. Poprzednie bardzo silne epizody miały także ogromne skutki gospodarcze. Hausfather przypomina, że El Niño z lat 1997-1998 i 2015-2016 wiązały się globalnie ze stratami liczonymi w setkach miliardów dolarów.
„Każdy efekt El Niño jest wzmacniany przez globalną zmianę klimatu” – mówi prof. Kevin Trenberth z amerykańskiego National Center for Atmospheric Research. „Nadmiar ciepła i pożary tego lata w Europie, Ameryce Północnej i Azji to tylko próbka tego, co ma nadejść”.
Szczyt obecnego El Niño spodziewany jest między końcem jesieni a początkiem zimy. Dopiero wtedy okaże się, jak daleko ponad poprzednie rekordy zdoła wyjść temperatura Pacyfiku. Jego wpływ może być jednak najbardziej widoczny kilka miesięcy później, gdy dodatkowe ciepło z oceanu zacznie w pełni przekładać się na temperaturę całej planety.


