Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że największym wyzwaniem dla energetyki wiatrowej będzie dalsze obniżanie kosztów. Turbiny rosły, produkowały coraz więcej energii, a energia z wiatru stawała się coraz tańsza. Dziś problem wygląda inaczej. Planowanych farm wiatrowych jest coraz więcej, ale liczba firm zdolnych dostarczyć najważniejsze elementy turbin maleje. Coraz częściej nie brakuje projektów ani pieniędzy, lecz urządzeń potrzebnych do ich realizacji.
Jeszcze niedawno europejscy inwestorzy mogli wybierać między trzema głównymi producentami morskich turbin: GE Vernova, Siemens Gamesa i Vestas. Sytuacja zmieniła się, gdy GE Vernova po serii problemów technicznych i organizacyjnych wstrzymała przyjmowanie nowych zamówień. W praktyce oznacza to, że większość europejskich projektów jest dziś uzależniona od dwóch firm: Siemens Gamesa i Vestas. Żaden inny zachodni producent nie działa obecnie na podobną skalę w segmencie morskich farm wiatrowych.
Skutki tej zmiany widać już w cenach. Firmy budujące farmy wiatrowe mają mniejsze możliwości negocjowania kontraktów, a producenci mogą ostrożniej wybierać projekty, które chcą obsługiwać. W praktyce oznacza to znacznie silniejszą pozycję dostawców niż jeszcze kilka lat temu.
Ceny rosną szybciej niż koszty produkcji
Według analizy firmy Rystad Energy ceny morskich turbin wzrosły od 2020 r. o 40-45 proc. W tym samym czasie koszty ich produkcji zwiększyły się o około 20-25 proc. Różnica jest na tyle duża, że zwróciła uwagę całej branży. Pokazuje ona, że ceny płacone przez inwestorów rosły szybciej niż wydatki ponoszone przez producentów.
Nie chodzi jednak wyłącznie o wzrost zysków producentów. Obecna sytuacja jest w dużej mierze skutkiem kryzysu, który dotknął branżę kilka lat temu. Jego skutki są odczuwalne do dziś.
W latach 2021-2023 producenci musieli zmierzyć się z gwałtownym wzrostem kosztów stali, energii, transportu i komponentów. Wielu z nich było związanych wcześniej podpisanymi umowami ze stałymi cenami i nie mogło przenieść dodatkowych kosztów na klientów. W efekcie część kontraktów przynosiła straty, a niektóre turbiny sprzedawano za ceny, które przestały odpowiadać kosztom ich produkcji. Dla części firm był to jeden z najtrudniejszych okresów w historii branży offshore.
Gdy te umowy wygasły, ceny zostały skorygowane. Producenci zaczęli odbudowywać rentowność, ale jednocześnie znaleźli się w znacznie lepszej pozycji negocjacyjnej. Jeśli w przyszłości pojawi się kolejny wzrost kosztów, większa część ryzyka prawdopodobnie zostanie przeniesiona na firmy budujące farmy wiatrowe. To właśnie one będą musiały uwzględniać większą niepewność przy planowaniu nowych inwestycji.
„To nie jest zdrowa konkurencja” – mówi Sander Baksjoberget z Rystad Energy. Jego zdaniem dominująca pozycja dwóch producentów daje im większy wpływ na warunki kontraktów i ogranicza możliwości negocjacyjne deweloperów. Według analityków taka sytuacja może utrzymywać się jeszcze przez kilka lat.
Największy problem kryje się w najważniejszych elementach turbiny
Nie wszystkie części turbiny są równie trudne do zdobycia. Wieże mogą być produkowane przez większą liczbę firm. Znacznie trudniej wygląda sytuacja w przypadku najbardziej zaawansowanych elementów. To właśnie tam koncentruje się dziś większość problemów z dostępnością komponentów.
Największe ograniczenia dotyczą łopat wirnika oraz części mieszczącej generator i układy sterowania. To właśnie te elementy najtrudniej zastąpić produktami innych firm. Od ich dostępności zależy dziś tempo budowy nowych farm wiatrowych.
Dodatkowym wyzwaniem jest szybki wzrost rozmiarów turbin. Jeszcze kilka lat temu standardem na morzu były urządzenia o mocy 9-10 MW. Dziś branża przechodzi na konstrukcje o mocy 14-15 MW. Oznacza to większą produkcję energii, ale także bardziej skomplikowaną produkcję, transport i montaż. Rosną również wymagania dotyczące portów i infrastruktury logistycznej.
Każda kolejna generacja turbin wymaga nowych fabryk, większych hal produkcyjnych i specjalistycznych statków instalacyjnych. W efekcie zwiększenie możliwości produkcyjnych nie następuje tak szybko, jak oczekiwaliby inwestorzy i politycy. Rozbudowa takich zakładów wymaga lat przygotowań i dużych nakładów finansowych.
Ambicje Europy zderzają się z możliwościami przemysłu
Dla Europy dzieje się to w wyjątkowo trudnym momencie. Morska energetyka wiatrowa ma odegrać ważną rolę w ograniczaniu emisji, zwiększaniu bezpieczeństwa energetycznego i zmniejszaniu importu paliw kopalnych. Dlatego problemy sektora są uważnie obserwowane nie tylko przez inwestorów, ale również przez rządy.
Państwa Unii Europejskiej uzgodniły, że do 2030 r. moc morskich źródeł odnawialnych ma wzrosnąć do 86-89 GW. Do połowy stulecia ma osiągnąć 355-366 GW. To kilkunastokrotnie więcej niż obecnie. Tak szybkie tempo wzrostu nie ma precedensu w historii europejskiej energetyki morskiej.
Osiągnięcie takich wartości będzie wymagało budowy setek nowych farm i tysięcy turbin. Jeżeli europejski przemysł nie zwiększy swoich możliwości produkcyjnych, realizacja tych planów może okazać się droższa i wolniejsza, niż zakładano jeszcze kilka lat temu. W efekcie część inwestycji może wymagać zmian harmonogramów lub budżetów.
Teoretycznie rozwiązaniem mogliby być producenci z Chin. Dysponują oni dużymi mocami produkcyjnymi i coraz bardziej zaawansowanymi technologiami. Ich wejście na europejski rynek budzi jednak obawy związane z konkurencją i zależnością od importu. Podobne dyskusje Europa prowadzi już dziś w przypadku baterii i paneli słonecznych.
Każda z możliwych dróg ma swoją cenę. Europa może rozwijać własne fabryki i próbować odbudować konkurencję na rynku turbin, ale będzie to wymagało czasu i dużych inwestycji. Może też szerzej otworzyć się na dostawców spoza Europy, ryzykując powstanie nowych zależności. Żadna z tych opcji nie jest pozbawiona kosztów gospodarczych i politycznych.
Przez lata głównym pytaniem było, czy energia z morskich farm wiatrowych stanie się wystarczająco tania. Dziś coraz częściej pojawia się inne: czy europejski przemysł będzie w stanie dostarczyć wystarczającą liczbę turbin, by zrealizować własne plany rozwoju offshore. Od odpowiedzi na to pytanie może zależeć tempo rozwoju energetyki wiatrowej na europejskich morzach w najbliższych dekadach.












