Witold Ziomek, Wprost.pl: Państwo zaczyna doganiać rynek krypto i finfluencerów, czy nadal jest krok za nimi?
Marcin W. Cieśliński, adwokat, BCLA Bisiorek, Cieśliński i Partnerzy.: Zaczyna regulować, próbować. Do tej pory te kwestie były w bardzo ograniczony sposób regulowane, głównie dzięki inicjatywie Unii Europejskiej. Uchwalono rozporządzenie, które tworzy pewne ramy dla całej Unii, jeżeli chodzi o takie działania i regulacje.
To rozporządzenie – w odróżnieniu od dyrektyw – obowiązuje bezpośrednio na terenie całej Unii, więc de facto wiąże też polskie podmioty. Natomiast, jak wszyscy wiemy, od jakiegoś czasu nasz parlament próbował wprowadzić przepisy krajowe. I toczy się pewien spór polityczny – o to, jak daleko chcemy pójść, jak szczegółowo to regulować i jak restrykcyjne ma być to prawo. Tak przynajmniej przedstawiają to strony sporu: z jednej strony przedstawiciele rządu, z drugiej strony prezydenta.
Mamy już dwie nieudane próby – ustawy zablokowane przez prezydenta. Dziś ta ustawa procedowana jest po raz trzeci. Różnice między kolejnymi projektami są, ale – powiedziałbym – raczej kosmetyczne, choć idą w kierunku zaostrzania konsekwencji naruszania przepisów. Z punktu widzenia rynku to nie jest nic przyjemnego.
Brak krajowego organu, brak licencji w Polsce
Witold Ziomek: Jak w praktyce wygląda ta sytuacja z punktu widzenia rynku?
Marcin W. Cieśliński: Na dzisiaj sytuacja jest taka, że mamy wiążące rozporządzenie unijne, ale w Polsce nie ma ustanowionego organu, który miałby je wykonywać. A to oznacza, że w praktyce zostanie zablokowana możliwość uzyskania stosownych licencji przez podmioty działające z Polski i prowadzenia tej działalności stąd.
Jeżeli ten stan się przedłuży, konsekwencje będą takie, że polscy klienci będą musieli korzystać z usług podmiotów z siedzibą i licencjami uzyskanymi poza Polską. Z jednej strony dostawca usług chce mieć pewność co do zasad obrotu prawnego, na jakich działa. Z drugiej – są konsumenci, których z uwagi na charakter kryptoaktywa trzeba w jakiś sposób zabezpieczyć.
To jest nowy środek, przed którym duża część osób zainteresowanych inwestowaniem nie ma wystarczającej wiedzy. Trzeba zadbać o to, żeby ta wiedza do nich dotarła, żeby nie ponosili konsekwencji braku znajomości rynku. A jednocześnie – mówimy o ogromnym rynku, w skali świata to są naprawdę ogromne wartości, i Polacy też biorą w nim udział, z dużym zainteresowaniem.
MiCA: koniec okresu przejściowego i licencje
Witold Ziomek: Na poziomie UE wchodzi rozporządzenie MiCA, w lipcu kończy się okres przejściowy. To oznacza jednolite zasady licencjonowania platform i dostawców usług. Co się realnie zmieni i na co inwestor powinien zwrócić uwagę?
Marcin W. Cieśliński: Zacznijmy od inwestora indywidualnego. Przede wszystkim musi zwrócić uwagę na to, z jakim podmiotem ma do czynienia. Czyli w miejscu, gdzie chce skorzystać z usługi, powinien sprawdzić, czy ten podmiot posiada odpowiednią licencję, gdzie ją posiada i czy spełnia wymogi.
Można się spodziewać, że gdy przepisy w Polsce wejdą w życie, pojawią się poradniki, chociażby na stronach KNF, które ułatwią to sprawdzanie. Ale do tego momentu przydałoby się, żeby wszystko zostało określone i ustanowione – żeby te precyzyjne reguły w ogóle istniały.
Na dziś mamy dość ogólne rozporządzenie unijne, które reguluje m.in. treść dokumentu informacyjnego o kryptoaktywie, treść i sposób powstawania materiałów marketingowych, sposób ich zgłaszania. Natomiast są to dość ogólne hasła. Patrząc na polską praktykę, wciąż nie wiemy, który konkretnie organ ma tego pilnować.
Witold Ziomek: Ale już dzisiaj, wybierając operatora usług finansowych czy giełdę kryptowalut, możemy sprawdzić, czy taka licencja istnieje?
Marcin W. Cieśliński: Tak. Zgodnie z MiCA wszelkie informacje powinny znajdować się na stronach internetowych usługodawców – w tym dokumenty informacyjne dotyczące kryptoaktywa. Tam można sprawdzić licencję, a potem zweryfikować ją w odpowiednim organie. Jeżeli organem jest np. regulator irlandzki, to szukamy tych danych właśnie tam.
Nowe obowiązki informacyjne – więcej bezpieczeństwa czy tylko papier?
Witold Ziomek: Czy nowe obowiązki informacyjne, zawarte w MiCA, realnie zwiększają bezpieczeństwo inwestorów?
Marcin W. Cieśliński: Informacyjne – tak, oczywiście. Do tej pory to, co udostępniał usługodawca albo podmiot oferujący kryptowalutę, było w dużej mierze jego własnym wyborem: jak szczegółowo informował, o czym informował.
Dzisiaj dokument informacyjny ma określone, obowiązkowe minimum: podstawowe informacje o produkcie, informacje o potencjalnych ryzykach, jasne wskazanie, że dokument nie jest zatwierdzany przez żaden organ państwowy. Jest wyraźnie powiedziane, że dokument pochodzi od dostawcy usług czy oferenta kryptoaktywa i że to on odpowiada za treść – a nie państwo.
Są też informacje, że kryptoaktywo może w pewnym momencie stać się niewymienialne, że nie ma żadnej gwarancji zysku. Już samo zapoznanie się z takimi informacjami powinno być dla wielu osób czerwonym – albo przynajmniej pomarańczowym – światłem, które skłania do zastanowienia, czy warto inwestować.
Dodano również wymóg, aby te informacje nie były „drobny druczek”. Mają być stosunkowo jasne, klarowne, z wyraźnym podsumowaniem w dokumencie informacyjnym. W porównaniu do stanu poprzedniego – gdzie informowanie było w dużej mierze kwestią dobrej woli – dziś mamy uregulowany schemat, który pozwala porównywać dostawców i sposób, w jaki wykonują obowiązki informacyjne.
Roszczenia inwestorów: odpowiedzialność po stronie usługodawcy
Witold Ziomek: A co z roszczeniami? Biorąc pod uwagę, że wciąż nie mamy polskich przepisów wdrożeniowych – czy polski inwestor ma narzędzia, żeby dochodzić swoich racji?
Marcin W. Cieśliński: To dość specyficzna kwestia. Odpowiedzialność za usługi wciąż spoczywa na konkretnym podmiocie – usługodawcy. Nie mamy tu systemu jak na rynku bankowym, gdzie są depozyty i gwarancje. Wręcz przeciwnie – w dokumentach informacyjnych wprost wskazuje się, że nie ma depozytów ani gwarancji.
De facto odpowiedzialność kierowana jest do dostawcy usług. Ewentualne roszczenia inwestora będą więc co do zasady kierowane przeciwko niemu, a nie do państwa czy organu nadzoru.
Finfluencerzy: gdzie kończy się edukacja, a zaczyna doradztwo
Witold Ziomek: Skoro mówimy o odpowiedzialności – zmieńmy nieco temat. Nie tylko kryptowaluty będą regulowane. Zmiany dotyczą także finfluencerów i osób, które udzielają porad finansowych w mediach społecznościowych. Gdzie dziś przebiega granica między edukacją a doradztwem inwestycyjnym?
Marcin W. Cieśliński: Myślę, że ta granica przebiega w momencie, w którym finfluencer zaczyna kierować w pewnym sensie konkretne oferty – zwłaszcza wtedy, gdy jest inspirowany przez firmy zainteresowane sprzedażą określonych instrumentów finansowych.
Jeśli taka osoba kieruje konkretne komunikaty do dość zamkniętego kręgu odbiorców – np. do grupy na Facebooku – i te komunikaty mają charakter bardzo konkretnych rekomendacji, to wchodzimy w obszar, który KNF i UOKiK starają się uregulować.
Mamy już kilka głośnych spraw, w których kierowano środki prawne przeciwko influencerom. UOKiK skupia się przede wszystkim na tym, by było jasne, że mamy do czynienia z reklamą, a nie obiektywną informacją, oraz by ta reklama nie wprowadzała w błąd.
To są dwa elementy:
-
po pierwsze jasny komunikat, że mamy do czynienia z marketingiem, -
po drugie – by przekaz nie był nadmiernie optymistyczny, nie obiecywał „pewnych zysków”.
KNF przygotował kodeks dobrych praktyk, który jest dostępny na stronie urzędu. Wskazuje w nim, na co influencer powinien uważać: oznaczać materiały jako reklamowe, ujawniać konflikty interesów (np. umowę współpracy z emitentem produktu), a także dbać o to, by przekaz miał charakter ogólny, a nie stanowił de facto indywidualnej rekomendacji zakupu konkretnego instrumentu.
Finfluencerzy muszą uważać, bo jeśli okaże się, że de facto prowadzą doradztwo inwestycyjne – a to działalność licencjonowana, podlegająca nadzorowi KNF – to mówimy o naruszeniu prawa. Grozi za to odpowiedzialność karna: kilkuletnie kary pozbawienia wolności lub wysokie grzywny.
Witold Ziomek: Czyli kodeks dobrych praktyk KNF to w gruncie rzeczy instrukcja „czego nie robić”, żeby nie złamać prawa?
Marcin W. Cieśliński: W dużej mierze tak – to wytyczne, które mają uwrażliwić influencerów, by nie weszli w sferę doradztwa inwestycyjnego. KNF w tej samej sekcji publikuje też rekomendacje dla firm co do współpracy z influencerami.
Nowe uprawnienia Rzecznika Finansowego – ostrzeżenia w radio i TV
Witold Ziomek: Oprócz tych narzędzi pojawią się nowe uprawnienia Rzecznika Finansowego do publicznego ostrzegania przed podejrzanymi podmiotami. Co to zmienia z perspektywy konsumenta?
Marcin W. Cieśliński: Warto przypomnieć, że mamy trzy podmioty, które w różny sposób nas chronią. KNF – z punktu widzenia funkcjonowania rynku i jego stabilności. UOKiK – bardziej z punktu widzenia zbiorowych interesów konsumentów. Rzecznik Finansowy – raczej w sprawach indywidualnych, np. gdy nasze reklamacje są – naszym zdaniem – niewłaściwie rozpoznane.
Teraz rząd pracuje nad przyznaniem Rzecznikowi Finansowemu dodatkowego uprawnienia: by za pośrednictwem mediów publicznych – radia i telewizji – mógł informować o zachowaniach czy zjawiskach, które w istotny sposób mogą zagrażać klientom podmiotów rynku finansowego.
To nie jest rozwiązanie zupełnie nowe – podobne kompetencje mają KNF i UOKiK. Różnica polega na tym, że Rzecznik Finansowy ma bezpośredni kontakt z indywidualnymi sprawami. Jeżeli do niego masowo trafiają skargi na jakiś podmiot czy model działania, może dużo szybciej zidentyfikować problem.
Uzasadnia się tę zmianę również potrzebą dotarcia do starszych odbiorców – osoby młodsze korzystają głównie z internetu, natomiast starsze pokolenia częściej czerpią informacje z mediów tradycyjnych. Chodzi więc o element prewencji – żeby kolejne „Amber Gold” nie rozwijały się latami bez ostrzeżeń.
Witold Ziomek: Czyli chodzi o to, żeby informacje pojawiały się szybciej i były szerzej dostępne.
Marcin W. Cieśliński: Tak – i żeby docierały do grup, które same z siebie mniej aktywnie szukają informacji o nowoczesnych formach inwestowania.
UOKiK i blokowanie stron – jak daleko sięgają nowe narzędzia?
Witold Ziomek: Wspomnieliśmy o trzech podstawowych instytucjach. Także UOKiK zyskuje nowe narzędzia. Co to będą za narzędzia i czy rzeczywiście poprawią sprawność działania na rynku finansowym?
Marcin W. Cieśliński: Tu również mówimy o implementacji przepisów unijnych. UOKiK już dziś ma szeroki wachlarz środków, teraz dochodzą kolejne, nieco inne narzędzia.
Najistotniejsza wydaje mi się możliwość blokowania stron internetowych, z których prowadzona jest działalność naruszająca zbiorowe interesy konsumentów. Mówimy o:
-
ograniczaniu treści, -
umieszczaniu ostrzeżeń, -
a w skrajnych przypadkach – wyłączaniu stron.
UOKiK będzie mógł kierować się nie tylko do samego podmiotu prowadzącego działalność, ale również do dostawców usług hostingowych czy podmiotów zarządzających domenami, z których ta działalność jest prowadzona.
Witold Ziomek: Na ile – Pana zdaniem – takie narzędzia są w praktyce skuteczne? Stronę można w zasadzie emitować z dowolnego miejsca na świecie.
Marcin W. Cieśliński: To prawda, natomiast pamiętajmy, że ta działalność jest kierowana do polskich obywateli, a środki są pozyskiwane od polskich konsumentów. Z oszustwami transgranicznymi zawsze będzie trudno walczyć. Ale nie zaszkodzi, jeśli przynajmniej na poziomie krajowym będziemy potrafili skuteczniej ograniczać szkodliwe działania.
UOKiK generalnie jest dość sprawną instytucją. Jeżeli da się mu dodatkowe narzędzia, można się spodziewać, że będzie umiał z nich korzystać w sposób prawidłowy i skuteczny. Nawet jeśli nie wyeliminuje problemu, może go w istotnym stopniu ograniczyć.
Równowaga między bezpieczeństwem a biznesem
Marcin W. Cieśliński: Jedno zastrzeżenie – w tych wszystkich projektowanych przepisach trzeba jednak równoważyć interesy przedsiębiorców. W projekcie dotyczącym Rzecznika Finansowego i uprawnień informacyjnych organizacje pracodawców zgłaszają zastrzeżenia, że przesłanki są bardzo ogólne.
Chodzi o to, by uniknąć sytuacji, w której zbyt arbitralnie formułuje się publiczny komunikat, że „jakaś firma działa niezgodnie z prawem”, co może poważnie uderzyć w jej interesy, a potem okaże się, że ocena była nietrafna.
Trzeba więc bronić konsumentów, ale jednocześnie pozwolić polskiemu biznesowi się rozwijać – zwłaszcza tam, gdzie mówimy o nowoczesnych formach inwestowania i nowych technologiach.
Witold Ziomek: Zakładam, że w tych przepisach przewidziano jakąś drogę odwoławczą dla przedsiębiorców?
Marcin W. Cieśliński: Na dzień dzisiejszy projekt dotyczący Rzecznika Finansowego przewiduje samo uprawnienie do informowania – przesłanki są ogólne (mówimy o „zagrożeniach dla interesów”), ale brak jest jasno rozpisanej ścieżki odwoławczej od samego komunikatu. Dlatego organizacje przedsiębiorców zgłaszają w tym zakresie konkretne uwagi.
DAC8: koniec anonimowości podatkowej?
Witold Ziomek: To nie jedyne zmiany. Od tego roku obowiązuje dyrektywa DAC8 i związany z nią obowiązek raportowania transakcji kryptowalutowych. Co to w praktyce oznacza?
Marcin W. Cieśliński: W praktyce oznacza to rozszerzenie wiedzy organów skarbowych o dochodach z obrotu kryptowalutami. Obowiązek raportowania ciąży na dostawcach usług – to oni informują swoje organy podatkowe, a informacje są następnie wymieniane między organami w Unii.
Z punktu widzenia obywatela, który do tej pory rzetelnie rozliczał dochody z krypto, niewiele się zmienia – dalej ma obowiązek je rozliczać. Zmienia się natomiast ryzyko – teraz jest dużo większa szansa, że organ podatkowy dowie się o transakcjach, nawet jeśli podatnik ich nie wykazał. To może skutkować domiarem podatkowym w przyszłości.
Podatki od krypto: opodatkowanie „przy wyjściu”
Witold Ziomek: Co ważne – czy zasada opodatkowania dopiero przy „wyjściu”, czyli przy faktycznym zysku w walucie tradycyjnej, pozostaje bez zmian?
Marcin W. Cieśliński: Na dzień dzisiejszy tak. Przyjmuje się, że opodatkowaniu podlega różnica między wejściem a wyjściem z kryptoaktywów. Przewalutowania pomiędzy jedną a drugą kryptowalutą nie są traktowane jako dochód.
Trzeba jednak pamiętać, że „wyjście” to nie tylko zamiana na złotówki czy dolary. To także sytuacje, w których za kryptowalutę kupujemy towary czy usługi. Wartość nabytego w ten sposób dobra może być traktowana jak realizacja zysku.
W ramach DAC8 określono dość szeroki zakres raportowanych informacji – obejmują one zarówno „wejścia” i „wyjścia”, jak i szczegółowe dane o transakcjach. W mojej ocenie zakres raportowania jest dość szeroki.
Między wolnością a bezpieczeństwem
Witold Ziomek: Jak Pan patrzy na te przepisy – czy jest w nich równowaga między bezpieczeństwem a wolnością inwestowania?
Marcin W. Cieśliński: Ja zawsze powtarzam, że przepisy to jedno, a praktyka to drugie. Widać wyraźnie, że to, co na początku było postrzegane jako obszar „całkowitej wolności” – świat kryptowalut – dzisiaj ulega instytucjonalizacji i ograniczeniom. Dla bezpieczeństwa inwestorów to może być korzystne.
Z punktu widzenia przedsiębiorców część regulacji może być nadmierna. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy nie mamy jeszcze polskich przepisów wdrożeniowych – to może spowodować, że polskie podmioty będą ograniczone w świadczeniu usług jako krajowi przedsiębiorcy.
Trzeba też pamiętać, że polskie ustawy wdrażające przepisy unijne często idą dalej niż wymaga tego prawo UE – są bardziej restrykcyjne, przewidują surowsze konsekwencje dla przedsiębiorców. I podobnie może być w tym przypadku.


