-
W sieci wykorzystywane są algorytmy, które mogą kształtować przekonania użytkowników i prowadzić do utraty danych lub pieniędzy.
-
Część młodych osób traktuje publikowanie nieprawdziwych informacji jako coś naturalnego, mimo świadomości negatywnych skutków dezinformacji.
-
Ekspertka podkreśla konieczność edukacji cyfrowej oraz dbania o higienę cyfrową, w tym świadomego korzystania z internetu i dochodzenia swoich praw.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Pomyśl o popularnej osobie, którą podziwiasz. A teraz wyobraź sobie, jak dowiadujesz się, że twój idol zbudował swój wizerunek na kłamstwie. Co czujesz? Nie w każdym przypadku jest to rozczarowanie. Jest grono ludzi, którzy nie widzieliby w tym problemu.
– Jeśli ktoś chce sławy i rzeczywiście udaje mu się ją zdobyć, to dlaczego miałby tego nie robić? – stwierdził 16-letni Paweł.
„Dla niektórych fake newsy to po prostu narzędzie budowania zasięgów – coś, co działa i pozwala zdobyć uwagę” – zauważają autorzy badania „Między faktem a feedem. Podatność młodzieży na dezinformację i teorie spiskowe w środowisku mediów cyfrowych”.
Po rozmowie z nastolatkami takimi, jak cytowany przez nich Paweł, eksperci doszli do niepokojących wniosków – „część młodych uczestniczek i uczestników badania traktuje publikowanie nieprawdy jako zjawisko naturalne”. Jednocześnie, jak czytamy, większość ich wypowiedzi wskazuje na wysoką świadomość kosztów dezinformacji zarówno społecznych, jak i jednostkowych.
Specjaliści mają konkretne sugestie, jak uniknąć przykrych konsekwencji dezinformacji. Najpierw należy jednak wrócić do podstaw, czyli świadomości, z czym mamy do czynienia.
O ile młodsi użytkownicy internetu zdają sobie sprawę z ryzyka natknięcia się na zmanipulowane treści, o tyle dla tych starszych, którzy często z trudem gonią technologiczny postęp, nie jest to oczywiste.
– Podstawą powinna być edukacja, ale nie możemy cofnąć w tej chwili Polaków do szkół – mówi w rozmowie z Interią dr Justyna Hofmokl, socjolożka, badaczka z fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa i zwraca uwagę na rolę higieny cyfrowej w codziennym życiu.
Po co nam higiena cyfrowa?
Budzisz się i machinalnie sięgasz po telefon? Upominasz dziecko za wpatrywanie się w ekran, po czym robisz dokładnie to samo? Bywa, że po odłożeniu telefonu sam nie wiesz, co dokładnie scrollowałeś?
Według ubiegłorocznego Ogólnopolskiego Badania Higieny Cyfrowej Dorosłych ponad 54 proc. Polaków uważa, że spędza dużo czasu przed ekranami, ale tylko nieco ponad 17 proc. wprowadza ograniczenia.
Dane Digital Poland Foundation pokazują z kolei, że 43 proc. badanych przez fundację osób deklaruje zmęczenie byciem stale online.
Jak temu zaradzić? Potrzebne jest wdrożenie chroniących zdrowie praktyk i nawyków związanych z używaniem technologii cyfrowych, nazywanych przez ekspertów higieną cyfrową. Utrzymanie jej na odpowiednim poziomie może uchronić m.in. przed tym, na co liczą internetowe trolle – kosztowną nieuwagą i ryzykownymi zachowaniami w sieci.
Higiena cyfrowa nie odnosi się jednak tylko do częstotliwości bycia online, lecz także do bezpiecznego poruszania się po internecie. Dbanie o nią skłania nas np. do zastanowienia się, nim klikniemy podejrzany link lub zatrzymania się przed udostępnieniem swoich danych w sieci.
– Nie chcemy, by ludzie czuli się winni, mając problem z różnymi aspektami tejże higieny cyfrowej. Proponujemy jednak, żeby się nad tym pochylić i zastanowić – mówi ekspertka.
Pod wodzą algorytmów. W internecie toczy się walka o twoją uwagę
Warto zacząć od „rachunku sumienia”, by przekonać się, czy nieświadomie nie narażamy się na niebezpieczeństwo. Z pomocą może przyjść Test Higieny Cyfrowej stworzony przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa.
– Rozwiązanie go pozwoli zyskać świadomość na temat naszej relacji z urządzeniami takimi jak telefon. Dowiemy się, co jest naszym świadomym wyborem, a w którym momencie jesteśmy kierowani algorytmami, które podejmują decyzje za nas – tłumaczy przedstawicielka Instytutu i przypomina: media społecznościowe są dzisiaj zupełnie inną przestrzenią niż jeszcze jakiś czas temu.
– To miejsce, w którym toczy się zaawansowana walka o naszą uwagę – wyjaśnia Justyna Hofmokl. – Celem nie jest już tylko skłonienie nas do zakupu, ale też zaangażowanie użytkowników w jakąś inicjatywę, wywarcie wpływu na ich przekonania, wybory i poparcie konkretnych grupowań – dodaje.
Odbywa się to przy użyciu bardzo zaawansowanych urządzeń, w tym sztucznej inteligencji. W efekcie trudno jest nam odróżnić prawdę od fałszu. – Dlatego wciąż zdarza się, że internauci wdają się w wielopoziomowe dyskusje, nie wiedząc, że rozmawiają z botem – dodaje.
Sytuację dodatkowo utrudnia fakt, że – jak zwraca uwagę ekspertka – obecnie algorytmy znają nas lepiej, niż nam się wydaje. – I z każdym dniem stają się coraz bardziej doskonałe.
– Ten system dotyka dokładnie tego, co lubimy lub co wzbudzi nasze emocje. Dlatego należy uczyć ludzi, że gdy jesteśmy tak dobrze rozpoznani przez algorytm, musimy na każdym kroku liczyć się z tym, że możemy zostać oszukani – podkreśla ekspertka.
A ryzyko jest spore. Nie potrafiąc odróżnić faktów od manipulacji, możemy kupić coś w fałszywym sklepie internetowym, kliknąć link umożliwiający oszustom opróżnienie naszego konta, zainwestować pieniądze w fikcyjny projekt albo udostępnić dane, które posłużą do zaciągnięcia pożyczki na nasze nazwisko.
Jak oddzielić prawdę od manipulacji?
Jak odnaleźć się zatem w tym skomplikowanym środowisku? Rezygnacja z cyfrowych usług nie jest rozwiązaniem. Wiemy już, że dbanie o higienę cyfrową jest niezbędne, ale wymaga podjęcia pewnego wysiłku. Może być to np. próba zweryfikowania danej informacji w innych źródłach.
Niestety, nawyk ten deklaruje tylko 31 proc. badanych Polaków. Z kolei jedynie co czwarty uczestnik 6. edycji badania „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa” może zapewnić, że nie udostępnia treści bez sprawdzenia jej pochodzenia.
– Trudno pozbyć się poczucia, że narzędzia, z którymi się stykamy, są tworzone tak, by coraz bardziej nam tę weryfikację utrudniać. Ludzie muszą się o tym dowiedzieć i najlepiej, by wiedza ta pochodziła ze szkoły – stwierdza Justyna Hofmokl. Z kolei tam, gdzie na lekcje w szkolnych ławkach jest już za późno, konieczna jest własna mobilizacja.
Ważne jest także zgłaszanie wszelkich nieprawidłowości. Według statystyk publikowanych przez strony rządowe, tylko 17 proc. badanych daje znać o zetknięciu się z fałszywymi treściami, co pokazuje niską aktywność obywatelską wobec dezinformacji.
Cyfrowe obywatelstwo. „Użytkownicy mają prawa, których muszą zacząć dochodzić”
Pełna odpowiedzialność nie powinna jednak spoczywać tylko na użytkownikach. Mamy też prawo wymagać. – W naszym instytucie mówimy o cyfrowym obywatelstwie: użytkownicy mają prawa, których muszą zacząć dochodzić, zamiast pozostawać produktem napędzającym zyski wielkich korporacji – mówi specjalistka. Zachęca też wszelkie możliwe podmioty, w tym resort edukacji i organizacje pozarządowe do tworzenia programów edukacyjnych dla wszystkich grup społecznych.
Ekspertka widzi też rozwiązanie w wywieraniu nacisku na portale społecznościowe, by brały odpowiedzialność za weryfikowanie treści dystrybuowanych za ich pośrednictwem.
– Na cyfrowych narzędziach nie ma ostrzeżenia jak na paczce papierosów: „Uwaga, niebezpieczny produkt, używasz na własne ryzyko”. O tę świadomość musimy zadbać sami – podsumowała Justyna Hofmokl.












