Samolot wystartował po godz. 11.30 z Lotniska Chopina w Warszawie. „Podczas rejsu LO155 z Warszawy do Tel Awiwu, wykonywanego samolotem Airbus A320 linii Electra Airways, załoga zgłosiła stan zagrożenia. Zgłoszenie zostało wycofane w trakcie dalszej korespondencji z kontrolą ruchu lotniczego” – przekazały w krótkim komunikacie wydanym we wtorek po godz. 16 Polskie Linie Lotnicze LOT.
Jak dodano, „ze względu na ograniczenia wynikające z dopuszczalnego czasu pracy załogi podjęto decyzję o skierowaniu samolotu na lotnisko bazowe Electra Airways w Burgas [w Bułgarii – red.]”. Maszyna wylądowała tam po godz. 16.
Incydent w samolocie z Warszawy do Tel Awiwu. Media: Poderwano myśliwce
Portal „The Times of Israel” informuje, że zostały poderwane dwa myśliwce izraelskich sił powietrznych po tym, gdy stwierdzono „brak kontaktu z samolotem”. Później jednak doszło do przywrócenia kontaktu z załogą. Jak podała z kolei bułgarska telewizja publiczna BNT, na incydent zareagowało także centrum operacji powietrznych NATO w ramach misji Air Policing nad Bułgarią. W rezultacie na miejsce skierowano bułgarski myśliwiec MiG-29. Maszyna miała przechwycić samolot pasażerski tuż po tym, gdy przekroczył on północną granicę tego państwa nad Dunajem – dodała BNT. Zaznaczono, że działania prowadzono we współpracy z Turcją, która również wysłała dwa myśliwce F-16, które także miały eskortować samolot.
Według portalu Ynetnews.com nad turecką przestrzenią powietrzną „pilot nacisnął przycisk alarmujący o porwaniu”. „Następnie przeleciał nad Cyprem i zawrócił po tym, jak odmówiono mu pozwolenia na lądowanie” – wskazano. Tymczasem według nieoficjalnych doniesień stacji BNT w maszynie miał zostać dwukrotnie aktywowały sygnał alarmowy: najpierw przed wejściem w przestrzeń powietrzną Bułgarii, później po opuszczeniu przestrzeni powietrznej Turcji. Jak informuje BNT, bułgarskie myśliwce startowały później po raz drugi, aby eskortować samolot pasażerski na lotnisko, na którym jak podano, „bezpiecznie wylądował”.
Rzecznik LOT komentuje
– Każdy samolot jest wyposażony w transponder [urządzenie automatycznie przekazujące kontroli lotów informacje o maszynie – red.]. Przez pomyłkę został ustawiony kod transpondera, który oznacza zagrożenie. (…) Wieża kontroli lotów zapytała, czy pilot podtrzymuje deklarację o zagrożeniu. Pilot odpowiedział, że nie, bo zostało ono zadeklarowane przez pomyłkę – przekazał w rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik PLL LOT Krzysztof Moczulski.
Jak dodał, „był to raczej błąd ludzki, ale będzie to sprawdzane”. Dodał, że taki incydent jest „absolutnie wyjątkowym zdarzeniem” i do podobnych incydentów praktycznie nie dochodzi.
PLL LOT podaje na swojej stronie internetowej, że „loty do Tel-Awiwu obsługuje samolot Airbus A320 Electra Airways”. „Samolot zabiera na pokład 180 pasażerów w dwóch klasach podróży. (…) Serwis pokładowy na rejsach obsługiwanych przez Electra Airways pozostaje taki sam jak na wszystkich lotach krótkodystansowych LOT-u” – czytamy.


