Karol Nawrocki podpisał pięć ustaw. Chodzi o nowelizację prawa o adwokaturze, ustaw w celu wzmocnienia nadzoru sądowego nad kontrolą operacyjną, ustawy o samorządzie gminnym, ustawy o podatku od towarów i usług (VAT) oraz ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Rzecznik głowy państwa na platformie X zwrócił uwagę na podpis ostatniej ustawy. „Triumf prezydenckiego weta! Zablokowana rządowa cenzura, obroniona wolność słowa!” – zaczął Rafał Leśkiewicz.
Pięć ustaw z podpisem Nawrockiego. „Weto prezydenta poskutkowało poprawieniem prawa”
Rzecznik Nawrockiego przekonywał, że to „modelowy dowód na to, że odmowa podpisania ustawy przez prezydenta skłania rządzących do pracy!”. Leśkiewicz wskazał, że „styczniowe weto Nawrockiego poskutkowało poprawieniem prawa”. Rzecznik głowy państwa kontynuował, że „sukces prezydenckiego weta udowadnia, że Nawrocki skutecznie chroni Polskę przed złym, opresyjnym prawem”.
Dzięki twardej postawie prezydenta Polski internet pozostanie wolny, a każda kolejna próba wprowadzenia cenzury tylnymi drzwiami zakończy się pełną porażką projektodawców” – przekonywał Leśkiewicz. Rzecznik Nawrockiego zaznaczył, że „wolność słowa to nie pusty slogan, tylko wartość”. „Państwo ma chronić obywateli przed przestępstwami w internecie a nie tworzyć mechanizmy ograniczania swobody wyrażania poglądów i wypowiedzi!” – wyjaśniał Leśkiewicz.
Karol Nawrocki podpisał pięć ustaw. Rafał Leśkiewicz o wpływie weta na jedną z nich
Rzecznik głowy państwa zauważył, że „zdecydowany sprzeciw prezydenta zmusił rząd do usunięcia cenzorskiego rozdziału oraz zlikwidowania państwowych dotacji z podatków dla ideologicznych ‘weryfikatorów treści’”. „Pierwotny projekt ustawy przyznawał politycznie mianowanym urzędnikom prawo do arbitralnego, pozasądowego nakazywania blokowania treści i stron w internecie” – tłumaczył Leśkiewicz.
Rzecznik Nawrockiego podsumował, że prezydent wetem „wezwał rząd do opamiętania, mówiąc wyraźnie, że w wolnym państwie prawa tylko niezależny sąd może decydować o blokowaniu jakichkolwiek treści, a unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) w żaden sposób nie wymaga tworzenia krajowego aparatu cenzury czy dotowania weryfikatorów, do czego dążyli rządzący”. Teraz ustawa „zmusza globalne korporacje technologiczne do przestrzegania polskiego prawa”.












