Minister w rządzie Donalda Tuska w rozmowie z „Rzeczpospolitą” ocenił, że to „prezydent idzie na wojnę z nimi, a nie odwrotnie”. Rządzący mają być zadowoleni z podpisania ustawy pozwalającej na obniżenie cen paliw i tańsze tankowanie oraz skierowanie jej w trybie następczym do Trybunału Konstytucyjnego. Przyznają jednak, że decyzja ich zaskoczyła. Treść orędzia Karola Nawrockiego znali bowiem tylko najbliżsi współpracownicy głowy państwa.
Karol Nawrocki traci poparcie, rząd chce mu w tym pomóc. „Łatwiej było atakować prezydenta”
– Łatwiej było atakować prezydenta, że wetuje ustawę, dzięki której Polacy płaciliby mniej za paliwo, niż doprowadzić do stałego spadku cen. Króliczek nie dał się dłużej gonić – przyznał członek rządu. Otoczenie Nawrockiego zwróciło uwagę, że „jeśli spadku cen na stacjach paliw nie uda się utrzymać, to triumfować będzie prezydent i opozycja”. Na razie jednak rząd idzie za ciosem i chce wpłynąć na osłabienie notowań prezydenta.
Doniesienia o zakupie koni mają przedstawić głowę państwa jako osobę lubiącą luksusy na koszt podatnika. W Nawrockiego mają również uderzyć doniesienia o obecności na gali bokserskiej, na której widoczne było logo spółki sprzedającej gadżety kojarzone z prezydentem – „Nowrocky”. Rząd zastanawia się także co się stanie na grudniowym szczycie G20, na który Donald Trump zaprosił Władimira Putina.
W tej kwestii rząd trzyma kciuki za Nawrockiego. „Tego prezydentowi nie życzymy”
Członek rządu zaznaczył, że „nie życzą” Nawrockiemu, aby znalazł się pomiędzy amerykańskim i rosyjskim przywódcą, bo „nie chcą tego dla Polski”. Koalicja rządząca ma za to naciskać na podpisanie ustaw, które wcześniej zawetowała głowa państwa. Chodzi np. o przepisy ws. regulacji rynku kryptowalut. Presja ma dotyczyć też podpisów pod nominacjami ambasadorskimi.
Według wicemarszałek Sejmu Doroty Niedzieli Nawrocki wycofuje się tylko wtedy, kiedy może stracić sondażowo na walce z rządem. – Wpływamy na nieznane wody. Nie mieliśmy jeszcze prezydenta, który miałby aż tak złe relacje z rządem – stwierdził prof. Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Według socjologa „przyszła pozycja prezydenta zależy od wyniku wyborów parlamentarnych”. Prof. Flis podsumował, że „rok miodowy” głowy państwa się skończył.












