-
Aleksander Miszalski stwierdził, że część mieszkańców była niezadowolona z kierunku zmian w Krakowie oraz wskazał na problem z komunikacją władz miasta.
-
Miszalski podkreślił swoje osiągnięcia jako prezydent i zapowiedział dalszą aktywność polityczną w KO, deklarując gotowość do nadchodzącej kampanii.
-
Jako powody swojego odwołania wymienił m.in. skuteczną narrację przeciwników, odbiór Strefy Czystego Transportu przez mieszkańców oraz łamanie ciszy wyborczej w mediach społecznościowych.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– Mimo dziesiątek spotkań, dziesiątek wywiadów, rolek, komunikatów, jednak narracja strony przeciwnej, jakkolwiek w dużej mierze zmanipulowana i fałszywa, często oparta na przekłamaniach, była skuteczniejsza – powiedział Aleksander Miszalski.
Dotychczasowy prezydent Krakowa został odwołany z urzędu w wyniku niedzielnego referendum. Za odwołaniem głosowało 171 581 mieszkańców, a przeciwko – 3 631.
Aleksander Miszalski odwołany. Pierwsze wystąpienie po referendum
Były prezydent Krakowa wskazał, że jest dumny z dotychczasowych dokonań. Jego zdaniem miasto „zmierzało w dobrym kierunku”. Przyznał, że mieszkańcy „mają prawo mieć inne spojrzenie”. – Mogą mieć pretensje o błędy, które zostały popełnione i mogą zdecydować w każdym możliwym momencie, tak jak zdecydowali i tym razem – mówił Miszalski.
Odwołany prezydent skomentował również powołanie byłego wiceprezydenta Krakowa Stanisława Kracika na komisarza miasta. – Jest taką osobą, która ze swoim ogromnym doświadczeniem, bo przypomnę, że był i wojewodą, i burmistrzem, i tutaj moim zastępcą, na pewno zna to miasto i na pewno zadba o to, by w tym trudnym czasie Kraków nie pogrążył się w chaosie – wskazywał Miszalski.
– Gdzieś zawiodła komunikacja, począwszy od wprowadzenia Strefy Czystego Transportu, przez wytłumaczenie Krakowianom, skąd się wziął dług miasta i jak funkcjonują jego finanse, przez wytłumaczenie, że ludzie, o których byłem oskarżany, jakoby byli moimi koleżkami, w większości w ogóle nie pracują w magistracie i nie miałem żadnego wpływu na to, gdzie pracują – kontynuował.
Miszalski po referendum w Krakowie. „Koalicja nie składa broni”
Miszalski podziękował także pracownikom magistratu oraz jednostek spółek miejskich, „którzy często byli bardzo niesłusznie i niesprawiedliwie hejtowani i oskarżani o różne złe rzeczy, o złą wolę”. Wymieniał również konkretne osiągnięcia, jakich dokonał, pełniąc funkcję prezydenta. – Rozpoczęliśmy realnie budowę metra, ruszyły kolejne przetargi – wskazywał. Podkreślił sukcesy na polu rozwoju infrastruktury miejskiej czy popularyzacji sportu wśród dzieci i młodzieży.
– Jestem dumny z tego, że wypracowaliśmy nadwyżkę operacyjną, przynajmniej na razie jest w planie pierwszy raz od pięciu lat, bo te finanse też zmierzały w dobrym kierunku – dodał.
Zapowiedział też zaangażowanie się w nadchodzącą kampanię. – Spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność, by po tej przegranej bitwie wygrać tą kolejną batalię. Jestem na to gotów i będziemy robić wszystko, by Kraków nie wpadł w nieodpowiedzialne ręce – podkreślił.
Zaznaczył, że KO „nie składa broni”. – Jesteśmy wszyscy zmobilizowani i będziemy walczyć o to, by Kraków dalej szedł w dobrym kierunku – mówił Miszalski. Jego zdaniem nawet, jeśli zostały popełnione błędy, „to one nie były aż tak karygodne”. Powiedział również, że jest szefem Koalicji Obywatelskiej w Krakowie i „zamierza nim być”, a doniesienia o tym, że miałby przestać sprawować tę funkcję, nie są mu znane.
– Na razie z tego co wiem, jestem w tak zwanym okresie nieświadczenia pracy z miesięcznym okresem wypowiedzenia, więc jeszcze do końca czerwca nie muszę szukać tej pracy. Jakoś nie mam poczucia takiego przejmowania się swoim dalszym losem. Myślę, że mam spore doświadczenie w różnych segmentach i sporą wiedzę, i że wymyślę sposób, w jaki ją wykorzystać w przyszłości – stwierdził, odpowiadając na pytanie o plany zawodowe.
Miszalski o powodach odwołania. „To była zmasowana akcja”
– Oczywiście wiemy, że pewnym katalizatorem była Strefa Czystego Transportu, z której Krakowianie są zwolnieni, ale jednak ta narracja, że jest to jakieś zło i ograniczenie wolności, się przebiła – analizował, wskazując możliwe powody wyniku referendum.
Częściową winę przypisał łamaniu ciszy wyborczej. – To nie były pojedyncze przypadki, to była zmasowana akcja na wielu grupach w social mediach i wielu radnych, posłów angażowało się w to i łamali ciszę wyborczą, więc to oczywiście mogło mieć wpływ na frekwencję, bo zabronione było nawoływanie do tej do obecności bądź do niepójścia na referendum – argumentował Miszalski. Zaznaczył jednocześnie, że jego zdaniem żadne wydarzenie z okresu wieńczącego kampanię nie miało decydującego wpływu na wynik głosowania.
-
„Będzie kłopot”. I to większy niż klęska w referendum. Rząd walczy o Kraków
-
„Bezkrólewie” w Krakowie. Ważne informacje dla mieszkańców













