W stolicy Kuby sterty odpadów pojawiają się na rogach ulic, przy domach, targowiskach i szkołach. Mieszkańcy, którzy nie chcą trzymać rozkładających się śmieci w mieszkaniach, wynoszą je na zewnątrz. Ponieważ odbiór odpadów został ograniczony, władze dopuściły spalanie części śmieci w przestrzeni miejskiej. W Hawanie wyznaczono 122 tymczasowe punkty gromadzenia odpadów, a w 24 z nich ma być prowadzona tzw. kontrolowana utylizacja przez spalanie.
To rozwiązanie ma ograniczyć ryzyko epidemiologiczne, ale jednocześnie tworzy nowe zagrożenia. Dym ze spalanych odpadów wdziera się do mieszkań, sklepów i szkół. W centrum Hawany nad ulicami unoszą się smog, zapach spalenizny i chmury białego dymu, które pojawiają się tam, gdzie jeszcze niedawno stały jedynie worki ze śmieciami.
Kubański Ośrodek Neuronauk ostrzegł, że spalanie odpadów w ten sposób jest szczególnie niebezpieczne, bo odbywa się w niskiej i niestabilnej temperaturze. Według tej instytucji ogień uwalnia substancje obecne w odpadach i tworzy nowe związki, gdy cząsteczki rozpadają się i łączą ponownie w płomieniach. Część z nich może utrzymywać się w środowisku przez lata, a w organizmie człowieka nawet przez dekadę lub dłużej.
Śmieciarki stoją, odpady zostają na ulicach
Przyczyną kryzysu jest przede wszystkim brak paliwa. Amerykańskie ograniczenia dotyczące dostaw ropy uderzyły w kraj, który od lat zmaga się z przestarzałą infrastrukturą energetyczną, niedoborami importowanych surowców i słabnącymi usługami publicznymi. Władze zdecydowały, że przy niedostatku benzyny i oleju napędowego część transportu komunalnego będzie działać rzadziej.
W praktyce oznacza to, że w niektórych dzielnicach śmieci odbierane są nie raz w tygodniu, lecz raz w miesiącu. W tym czasie odpady gniją na ulicach, przyciągają muchy, szczury i bezpańskie psy. Mieszkańcy skarżą się na odór, insekty w domach i rosnące poczucie bezradności. Jeden z mieszkańców Hawany opisał sytuację jako „epidemię much, szczurów, śmieci i cuchnących zapachów”.
Urzędnicy sanitarni bronią decyzji o spalaniu części odpadów. Alexis González Inclán z miejskich służb odpowiedzialnych za czystość mówił kubańskiemu serwisowi Cubadebate, że takie działania „nie są idealne z punktu widzenia środowiska, ale służą ograniczeniu ryzyka dla zdrowia publicznego i porządku miejskiego„. Ten argument dobrze pokazuje skalę problemu: władze wybierają między toksycznym dymem a rosnącymi hałdami odpadów w gęsto zaludnionej stolicy.
Lekarze ostrzegają jednak, że oba scenariusze są groźne. Dym ze śmieci podrażnia drogi oddechowe, a odpady zalegające na ulicach zwiększają ryzyko chorób przewodu pokarmowego i zakażeń przenoszonych przez owady. Dr Maria Salvador, lekarka pracująca w jednym z kubańskich szpitali, mówiła, że placówki obserwują wzrost chorób związanych z higieną i problemów żołądkowo-jelitowych. Zwracała też uwagę na wzrost liczby przypadków zapalenia wątroby, szczególnie wśród dzieci.
Lekarze boją się pory deszczowej
Największe obawy budzi początek pory deszczowej, która na Kubie trwa od maja do listopada. Woda gromadząca się w wyrzuconych pojemnikach, plastikowych opakowaniach i innych odpadach tworzy dogodne warunki dla komarów Aedes aegypti. Ten gatunek może przenosić m.in. chikungunyę, dengę i wirusa Zika.
Kuba już doświadczyła skutków takiego zbiegu problemów. Pod koniec ubiegłego roku epidemia chikungunyi miała objąć nawet jedną trzecią mieszkańców wyspy. Choroba powoduje wysoką gorączkę, silne bóle stawów i mięśni, wysypkę oraz osłabienie. U części chorych dolegliwości bólowe utrzymują się długo po ostrej fazie infekcji.

Niedobór paliwa utrudnia nie tylko odbiór śmieci, lecz także odkomarzanie. Prywatne firmy fumigacyjne informują, że koszty paliwa i środków chemicznych gwałtownie wzrosły. Część kosztów zwiększyła się dziesięciokrotnie od czasu zaostrzenia amerykańskich restrykcji dotyczących ropy. Bez paliwa nie ma regularnych oprysków, a bez oprysków rośnie ryzyko kolejnej fali chorób przenoszonych przez komary.
Problem śmieciowy nie kończy się na ulicach. Większość odpadów z Hawany trafia na składowisko znane jako El Bote del 100, czyli wysypisko przy 100. ulicy. To teren o powierzchni około 105 hektarów, położony zaledwie kilka kilometrów od centrum miasta. Według dostępnych danych zgromadzono tam około 52 mln metrów sześciennych odpadów, miejscami ułożonych na wysokość do 25 metrów.
Energetyka jest częścią tego samego kryzysu
Mieszkańcy pobliskich osiedli skarżą się na gryzący dym, chmury much i zapach, który dociera do domów. Składowisko nie jest tylko miejscem końcowego gromadzenia odpadów. W warunkach kryzysu staje się również przestrzenią, w której ludzie szukają przedmiotów nadających się do sprzedaży. To zwiększa ryzyko kontaktu z toksycznymi substancjami, ostrymi odpadami i patogenami.
Kryzys sanitarny nakłada się na załamanie systemu energetycznego. Kubańska sieć elektroenergetyczna opiera się głównie na starych elektrowniach olejowych, które są trudne w utrzymaniu i zależne od importowanego paliwa. W ostatnich latach kraj doświadczał długich przerw w dostawach prądu. Wyłączenia energii uderzają w lodówki, pompy wodne, łączność, szpitale i małe firmy.
Brak prądu szybko przekłada się na codzienne życie. Żywność psuje się szybciej, woda nie zawsze dociera do mieszkań, a placówki medyczne mają mniej stabilne warunki pracy. Kubańscy lekarze podkreślają, że problemem nie jest brak personelu, lecz niedobór zasobów. Dr Salvador mówiła, że widzi spadek jakości systemu ochrony zdrowia nie z powodu lekarzy, ale z powodu środków, którymi mogą pracować.
Władze próbują ograniczyć zależność od paliw kopalnych przez rozwój energetyki słonecznej. Przy wsparciu Chin Kuba realizuje program budowy farm fotowoltaicznych. Jedna z chińskich darowizn ma dodać do krajowego systemu elektroenergetycznego 120 MW mocy, a kolejne etapy zakładają następne instalacje oraz magazyny energii.
Recykling nie wystarczy, jeśli nie ma odbioru odpadów
Według informacji strony kubańskiej siedem nowych farm fotowoltaicznych o mocy 5 MW każda ma wytwarzać łącznie około 56 tys. MWh rocznie. Ma to ograniczyć przerwy w dostawach prądu w ciągu dnia, zmniejszyć zużycie importowanego paliwa i obniżyć emisje dwutlenku węgla. Kubańskie władze podają, że pierwszy etap chińskiej darowizny pozwoli uniknąć emisji około 49 tys. ton CO2.
To jednak nie rozwiązuje natychmiast problemu ulicznych odpadów. Nawet jeśli nowe farmy słoneczne pomogą zmniejszyć presję na system energetyczny, gospodarka komunalna nadal potrzebuje paliwa, sprzętu, części zamiennych i stabilnego finansowania. A tego Kubie brakuje od lat. Kryzys gospodarczy pogłębił się po pandemii, a sankcje i ograniczenia finansowe utrudniają dostęp do kredytów, technologii i międzynarodowych programów współpracy.
Rząd uruchomił program „Cuba Recycles”, który ma zwiększyć świadomość dotyczącą recyklingu i tworzyć nowe punkty odbioru surowców wtórnych. To próba uporządkowania części strumienia odpadów, ale jej skuteczność zależy od sprawnej logistyki. Recykling nie zadziała, jeśli odpady nie są regularnie zbierane, sortowane i przewożone.
Kubański kryzys śmieciowy pokazuje, jak szybko niedobór paliwa może przenieść się z elektrowni i stacji benzynowych do domów, szpitali i szkół. Gdy śmieciarki nie wyjeżdżają na trasy, problem nie znika. Zostaje na chodniku, gnije w deszczu, płonie w beczkach i wraca do mieszkań jako dym, insekty oraz choroby.


