-
Według Massachusetts Institute of Technology muchę śrubową Cochliomyia hominivorax może czekać całkowita eksterminacja za zgodą społeczności międzynarodowej.
-
Powrót muchy śrubowej do Ameryki wywołał poważne obawy wśród hodowców bydła oraz zagrożenie dla ludzi, a dotychczasowe metody zwalczania pasożyta okazały się niewystarczające.
-
Rozważana jest likwidacja tego gatunku przy użyciu metody CRISPR, co mogłoby być pierwszym przypadkiem celowej eliminacji całego gatunku przy użyciu inżynierii genetycznej.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ingerencja człowieka w świat zwierząt i tępienie poszczególnych gatunków wzbudza zawsze spore emocje. Nie kończy się to zwykle dobrze. Tym razem jednak mamy do czynienia z inną sytuacją. Najazd muchy śrubowej Cochliomyia hominivorax budzi na tyle dużo lęku i tak bardzo zagraża hodowli bydła w Ameryce, a nawet samym ludziom, że powstała koncepcja wyeliminowania tego owada całkowicie, a nie tylko kontrolowania jego populacji, jak obecnie.
Mówimy o owadzie, który jest całkiem bliskim krewnym naszej muchy domowej czy znanej z Afryki muchy tse-tse. Larwy muchy śrubowej wyposażone są w ostre ząbki, którymi wgryzają się w tkanki ofiary i wkręcają do środka jej ciała jak śruby. Robią tak zwłaszcza wtedy, gdy próbuje się je usunąć z powierzchni ciała żywiciela. Wówczas larwa wkręca się głębiej. Mucha śrubowa z gatunku Cochliomyia hominivorax jest owadem, którego larwy żywią się mięsem, ale nie tylko mięsem bydła. Potrafi atakować także człowieka i zdarzały się już wypadki śmiertelne spowodowane przez jej larwy, w tym całkiem niedawno w Kostaryce, o czym pisaliśmy w Zielonej Interii.
Owady te mogą być groźne dla osób z otwartymi ranami czy obtarciami. Chętnie składały też jaja na noworodkach, w okolicach ich pępków. Zagrażają także osobom z niepełnosprawnościami i hospitalizowanym. Problem jest poważny.
Najbardziej jednak zagrażają bydłu. Ryzyko zagrożenia dla hodowli zwierząt w Ameryce jest ogromne.
Mucha śrubowa już raz miała zniknąć. I nie zniknęła
Pamiętajmy, że ta muchówka zaatakowała już raz Amerykę i wydawało się wówczas, że udało się jej pozbyć. Był to jeden z największych triumfów człowieka i jego technologii nad współczesnymi plagami, a tak się przynajmniej zdawało.
Plaga związana z mięsożernymi larwami, pojawiła się w latach pięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych. Później owad zaatakował w pozostałych państwach Ameryki, zwłaszcza na Karaibach, w Ameryce Środkowej i Południowej, tam gdzie hodowano bydło. Problem był tak poważny, że Amerykanie wdrożyli już w latach pięćdziesiątych plan walki z tym pasożytem. Zastosowano dość nowatorską metodę walki z mucha poprzez sterylizację zwaną SIT. To metoda podobna do tej, jaką teraz stosuje się wobec komarów przenoszących różne choroby. Bezpłodne samce much wypuszczano na wolność, aby kopulowały z samicami. Dawało to świetne efekty.
Co ciekawa, była to metoda walki z owadami opracowana w Związku Radzieckim, ale przydała się także za „żelazną kurtyną”. Amerykanie twierdzą, że opracowali SIT niezależnie od Rosjan. Mucha śrubowa Cochliomyia hominivorax była pierwszym gatunkiem, wobec którego ją zastosowano. Metoda okazała się nad wyraz skuteczna, ponieważ samice tych much kopulują tylko raz, z jednym samcem. Gdy trafiły na wysterylizowanego, powstrzymywało to rozmnażanie się owada.

USA już raz ogłosiły zwycięstwo człowieka nad owadem
W 1982 r. USA ogłosiły się krajem wolnym od pasożyta, a metodę stosowano w kolejnych państwach latynoamerykańskich. Gwatemala i Belize ogłosiły, że pozbyły się muchy w 1994 r, Salwador – rok później, a Honduras w 1996 r. Owada pozbyły się też Meksyk, Nikaragua, Kostaryka. W zasadzie problem zniknął. Aż do teraz.
W 2024 r. pojawiły się pogłoski o powrocie muchy do niektórych państw Ameryki Środkowej. Stan alertu w związku z obecnością muchy podniesiono w Panamie, Nikaragui i Kostaryce. W listopadzie 2024 r. Główny Lekarz Weterynarii Meksyku potwierdził wykrycie muchy śrubowej w stanie Chiapas na południu kraju., a o obecności owada poinformowało też Belize. Teraz zaś mamy informację o pierwszym od 60 lat pojawieniu się owada w Teksasie w Stanach Zjednoczonych.
To znaczy, że dotychczasowe metody zawiodły. Stany Zjednoczone już wznoszą w Teksasie laboratorium i farmę bezpłodnych much, które pomogły zwalczyć plagę w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, ale i to może okazać się za mało.
Inżynieria genetyczna może wyeliminować ten gatunek
Stąd pomysł, aby za zgodą świata nie bawić się już w tworzeniem bezpłodnych samców jak w metodzie SIT. Kevin Esvelt z Massachusetts Institute of Technology, który stworzył metodą ingerencji genowej opartą na CRISPR, uważa że jest w stanie pozbyć się owada w całości, jako gatunku. Byłby to pierwszy taki wypadek w dziejach, gdy świadomie i metodycznie wyeliminowano jakiś gatunek dla dobra ludzkości.

CRISPR to technologia inżynierii genetycznej, często nazywana „molekularnymi nożyczkami”. Pozwala na niezwykle precyzyjne edytowanie DNA niemal każdego organizmu poprzez wycinanie, dodawanie lub modyfikowanie sekwencji genetycznych. Ta metoda jest tak szybka, że budzi poważne kontrowersje. Jej zastosowanie wobec muchy śrubowej ma zniszczyć gatunek, bowiem przeciwstawi się mechanizmom ewolucji. Owady pozostaną płodne, ale edycja DNA pozwoli na rozprzestrzenianie się w populacji much szkodliwych i wyniszczających je cech genetycznych. Oznacza to ewolucyjne samobójstwo.
Rozwój technologii genetycznej sprawia, iż po raz pierwszy w historii ludzkość może realnie stanąć przed decyzją, czy celowo doprowadzić jakiś gatunek do wymarcia za jej pomocą. A to rodzi z kolei pytania natury etycznej, bo skoro z jednym można tak zrobić, to da się z każdym. To oznacza potężną ingerencję człowieka w świat przyrody.














