-
Syngalezi nazywali domniemanego demona z lasu 'ulama’ i kojarzyli go z diabelskim śmiechem oraz omenem śmierci.
-
Zoologowie badali pochodzenie przerażającego głosu, eliminując kolejne gatunki zwierząt nocnych, aż wskazano sowę jako źródło tych dźwięków.
-
Puchacz jarzębaty, uważany za sprawcę legendy o demonie, ma charakterystyczny wygląd i szeroki repertuar dźwięków, a w diecie dominują małe ssaki i ptaki.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Demon zwany ulamą znany jest z cejlońskich przekazów. Mieszkańcy Sri Lanki powiadali, że kryje się w lesie i stamtąd dochodzi jego diabelski śmiech. Miało to być szyderstwo z człowieka w obliczu śmierci. Dlatego demon wzbudzał strach i chciano go zwalczać.
Diabelski śmiech z głębi lasu – było kilku podejrzanych
Sprawą zajęli się jednak naukowcy. Jednymi z głównych podejrzanych były lelki. Są to ptaki nocne i krzykliwe. W grę wchodził zwłaszcza żyjący na Cejlonie lelek indyjski. Wskazywano też na drapieżne ptaki – wojownika indyjskiego i trzmielojada czubatego.
Nie pasował jednak głos. Już na początku XX w. pojawiła się jeszcze inna teoria. „Sunday Times” pisał, że autorem diabelskiego śmiechu z lasu Cejlonu może być sowa. Podejrzewano puszczyka brunatnego.
Sowy kojarzą się nam raczej z pohukiwaniem, a nie diabelskim śmiechem, aczkolwiek nawet polskie gatunki wydają także wiele innych odgłosów: syczenie, gwizdy, piski, nawet skrzypienie jak w wypadku uszatki, która w Polsce także wiązana jest z wieloma mitami o śmierci. Tropikalne sowy mają repertuar dźwięków jeszcze bogatszy.
Ketupy to azjatyckie sowy żywiące się rybami
Dlatego ornitologowie przyjrzeli się bliżej jednej z takich sów żyjących na Cejlonie. Wygląda ona nietypowo i wyglądem pasuje do ulamy. Kępki piór sterczących na boki głowy nadają jej diabelski wygląd, bo wydaje się jakby ptak miał rogi. Głowa i dziób mają nieklasyczny kształt, a prążkowane ciało sprawia, że ptak jest ni to sową, ni jastrzębiem.
Zaliczano go do ketup, czyli wielce oryginalnych rybożernych sów azjatyckich. Ketupa bosonga z Indii i Indochin ma pozbawione piór górne części nóg oraz zaostrzone łuski działające jak haczyki, dzięki czemu chwyta ryby tak jak bieliki czy rybołowy. To niezwykła u sów specjalizacja. Ketupy to ptaki bardzo zaskakujące, także dla przyrodników. Nie wiadomo, jak je sklasyfikować.
Niegdyś tworzono dla nich osobną grupę rodzajową sów, niepodobną do nikogo, ale dzisiaj ketupy są klasyfikowane po prostu jako puchacze. Tak samo jak nasz polski puchacz zwyczajny czy ogromny puchacz japoński, a także sowy rybiarki z tropikalnej Afryki. Puchacze i sowy rybożerne mają prawdopodobnie wspólnego przodka.
Dlatego ta ketupa zwie się puchaczem jarzębatym i różni się od innych tym, że… niemal nie jada ryb. To znaczy czasem znajdują się one w menu tej ketupy, ale jednak podstawą diety puchacza jarzębatego są inne zwierzęta. To zwłaszcza małe ssaki, także gryzonie, ale ketupa ta atakuje chętnie ptaki, szczególnie kury, bażanty, nawet pawie. Sowa ta jest w stanie upolować i pożreć 6-kilogramowego pawia.
Zaobserwowano nawet, jak ptak tropił pawia do jego noclegowiska i tam zaatakował go nocą. Puchacz ten poluje także na duże wiewiórki latające jak ratufy, rudawki, nawet na małe małpy jak makaki i langury. Potrafi żywić się padliną. W Indiach widziano, jak żerował na padlinie tygrysa. To pewna osobliwość, bo sowy nie są ptakami z założenia padlinożernymi.
Kwestia niezwykłych krzyków tej sowy jest o tyle zagadkowa, że chociaż narząd słuchu jest u tych ptaków rozwinięty w ekstremalnym stopniu i sowy mają wyśmienity słuch, to u ketup wygląda to jednak inaczej.
Puchacz jarzębaty ma dość małe otwory uszne i jego słuch jest dobry, ale nie wybitny. Nie ma pełnych badań, ale możliwe, że sowa ta komunikuje się ze światem głównie z wykorzystaniem wzroku, a słuchu używa w inny sposób niż chociażby gatunki europejskie.
Możliwe, że to zawołania terytorialne i komunikujące ją z innymi osobnikami. I to właśnie te diabelskie dźwięki stały się powodem legend. Słuch być może służy sowie głównie do odbierania wzajemnych sygnałów, a nie namierzania zdobyczy jak choćby u puszczyka czy płomykówki.












