Choć zimą w Legii Warszawa pojawił się trener Marek Papszun, a drużyna ze stolicy mogła się pochwalić w ostatnich tygodniach serią dziesięciu spotkań bez porażki, nadal stołeczna drużyna może skwitować sezon koszmarem.


Trudno byłoby bowiem inaczej określić spadek z PKO BP Ekstraklasy tak zasłużonego klubu, niezależnie od kibicowskich sympatii. Legia to marka wykraczająca poza kraj, co udowadniała niejednokrotnie w europejskich pucharach. Co więcej, klub z Warszawy jest jednym w Polsce, który po II wojnie światowej nigdy nie spadł z Ekstraklasy.


Czy ta niezwykła wręcz seria zakończy się na zamknięcie sezonu 2025/26?

Legia Warszawa – Widzew Łódź. Majówkowy mecz o wszystko!


Jak wygląda sytuacja Legii na cztery kolejki przed końcem rozgrywek ligowych? Warszawianie mają 37 punktów w 30 meczach. Składa się na to tylko 8 zwycięstw, 13 remisów i 9 porażek. Co ciekawe, mniej wygranych w tym sezonie – stąd określenie „tylko” – ma wyłącznie… ostatni w tabeli Bruk-Bet Termalica Nieciecza. W tym wypadku mowa o siedmiu zwycięstwach „czerwonej latarni” rozgrywek.


Warszawianie w miniony weekend zaliczyli koszmarny występ w prestiżowym starciu przeciwko Lechowi w Poznaniu. Kolejorz wygrał aż 4:0, rozbijając zespół trenera Papszuna w sposób niepodlegający dyskusji. Kontrowersje wywołała czerwona kartka wlepiona piłkarzowi Legii, Rafałowi Augustyniakowi. Legioniści, grając od 21. minuty w osłabieniu, tym bardziej nie byli w stanie jakkolwiek przeciwstawić się aktualnymi mistrzom kraju i liderowi tabeli PKO BP Ekstraklasy.



Legia swój „finał” zagra jednak podczas… weekendu majówkowego. Do Warszawy przyjedzie bowiem Widzew Łódź. Zespół, który obok Legii, jest największym rozczarowaniem sezonu w kraju. Wielkie pieniądze wyłożone na słynny RTS nijak nie przełożyły się na efekty sportowe. Co więcej, choć nie przewidywano tego nawet w najgorszych scenariuszach, Widzew po 30 meczach jest w jeszcze gorszym położeniu, aniżeli warszawska Legia. Łodzianie mają 36 punktów i to tylko dzięki weekendowej wygranej nad Motorem Lublin (2:0). Inaczej sytuacja Widzewa w tabeli przed klasykiem z Legią Warszawie – byłaby znacznie gorsza, wręcz beznadziejna.



Warszawianie mecz 1 maja (początek o g. 20:30) po prostu muszą wygrać. A jeśli nie zakończą z trzema punktami, to chociaż zremisować – w kontekście gry z bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie. I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu tego typu spotkania można było traktować w kategorii gry o mistrzostwo Polski. Realia jednak uległy zmianie i obecnie Legia i Widzew chcą przede wszystkim uniknąć degradacji, czyli katastrofy.


Legioniści mają przed sobą jeszcze trzy kolejne mecze, poza starciem z Widzewem. Będzie to wyjazd do Niecieczy na starcie z Bruk-Bet Termalicą (10 maja, g. 17:30) – wspomnianą, ostatnią drużyną w tabeli – następnie kolejny wyjazd do Gdańska na mecz z Lechią (17 maja, g. 17:30) i na koniec Legia – Motor Lublin w Warszawie (23 maja, g. 17:30). Układ gier dla zespołu trenera Papszuna nie jest najgorszy, choć kibice Legii mogą z pewnością drżeć o bilans wyjazdowych starć swoich ulubieńców.


Legia na wyjeździe w tym sezonie wygrała tylko dwa mecze. Do tego siedem remisów i sześć porażek. Dużo lepiej warszawianie radzą sobie u siebie. Bilans: 6 wygranych, 6 remisów i 3 porażki. Wracając do majówkowego meczu z Widzewem, łódzki rywal ma spory atut w rękawie w postaci swojego trenera. Szkoleniowcem RTS jest bowiem Aleksandar Vuković. Kogo jak kogo, ale Legię „Vuko” zna jak własną kieszeń, będąc legendą klubu z bardziej współczesnej historii klubu.


A dodatkowo Widzew pod ręką Vukovicia wygląda solidniej w ostatnich tygodniach, co pokazuje pracę wykonaną przez nowego trenera. Czy to wystarczy na Legię? Jedno jest pewne. Warszawianie i łodzianie już po prostu muszą i wydaje się, że nie ma już miejsca na pomyłkę, bo margines błędu jest niebezpiecznie blisko. Podobnie zresztą jak „czerwona strefa” zagrożona spadkiem z Ekstraklasy, która – przynajmniej tak się wydaje – może grozić zarówno Legii, jak i Widzewowi, do samego końca rozgrywek.

Share.
Exit mobile version