Kilka minut po godz. 17 na Lubelszczyźnie zawyły syreny. Zaraz potem mieszkańcy na swoich telefonach ujrzeli alert RCB znanej już treści „UWAGA! UWAGA! UWAGA”. Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb. Oczekuj dalszych komunikatów.
– Ewakuowaliśmy nasze przejścia graniczne w Dorohusku i Zosinie – poinformował w rozmowie z Interią mjr Dariusz Sienicki, rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej. Pogranicznik nie chciał mówić o szczegółach, potwierdził natomiast, że chodzi o obiekt, który miał pojawić się w okolicy przejścia granicznego.
– Uruchomiliśmy odpowiednie procedury, przypominam, że od niedawna zgodnie z dyspozycją ministra spraw wewnętrznych i administracji mamy na terenie przejścia w Dorohusku specjalne miejsce tymczasowego schronienia, a strażnik graniczny pełniący wartę przy pierwszym szlabanie dodatkowo może udać się do specjalnego hesco-bastionu – konstrukcji, która pozwala być bezpiecznym, a jednocześnie pozostawać w pełnej dyspozycji – dodał Sienicki.
Wójt Dorohuska: „Usłyszałem wybuch”
Po otrzymaniu alertu RCB natychmiast skontaktowaliśmy się także z wójtem gminy Dorohusk, Wojciechem Sawą.
– Potwierdzam, zawyły syreny. Do tego przyszedł alert. Usłyszałem wybuch, zakończyłem spotkanie i wracam do gminy – poinformował nas włodarz.
– Ostatnio mam też zwyczaj: zainstalowałem sobie taką darmową aplikację, na której sprawdzam, co się dzieje. Strażnik. I na niej zobaczyłem, że w naszych okolicach kręci się jakiś dron – dodaje Sawa.
Lubelszczyzna: aplikacja ostrzega mieszkańców
Rzeczywiście, w ostatnim czasie coraz większą popularnością cieszy się na Lubelszczyźnie strona internetowa i aplikacja Strażnik.eu. To niezależne narzędzie stworzone przez Piotra Kukiera z Lublina.
– Napisałem to 30 lipca, po tym jak w Lublinie zawyły syreny. Sam szukałem informacji o tym, co się dzieje i uznałem, że trzeba skumulować w jednym miejscu wszystkie dostępne informacje, raporty i alerty – mówi w rozmowie z Interią Kukier.
– Od razu mówię – nie jest to oficjalny kanał alarmowy – ma jedynie uzupełnić oficjalne komunikaty. Aplikacja zbiera dane i określa poziom zagrożenia dla danego zaznaczonego przez nas obszaru. Zaznacza też na mapie zaraportowane z ukraińskich systemów drony, więc od razu można sobie to połączyć z alertami – dodaje autor Strażnika.
Autor pracuje w lubelskiej oświacie. Aplikację napisał po godzinach, zupełnie za darmo i tak też ją udostępnia.
– Chodzi mi o to, żeby każdy mógł z tego skorzystać i każdy znalazł jakieś informacje, dotyczące alertu RCB – mówi.
Mieszkańcy Lubelszczyzny przerażeni. „Palpitacja serca”
O aplikacji słyszymy od coraz większej liczby osób. Okazuje się, że jest ona bardzo popularna właśnie na terenach przygranicznych.
– No dla mnie ten alert RCB to zawsze palpitacja serca – mówi Interii pani Marta.
– Od kiedy jest ten Strażnik, to ja sobie szybko w niego wchodzę i wiem od razu, o co chodzi – dodaje.
– Ale proszę zrozumieć, jak my tu żyjemy. W jakimś ciągłym napięciu. Jak na bombie. Tu co rusz wyje syrena. Jak ja słyszę alarm, to mi od razu miękną nogi. Nie życzę tego nikomu. Zięć pracuje na przejściu granicznym. Jak wraca do domu, to opowiada tam, że jednego dnia dwa razy ich ewakuowali. No to jest jak stan wojny. – opowiada kobieta.
– To już tyle razy było, że człowiekowi trochę już powszednieje – mówi z kolei pan Władysław.
– Znam takich, którzy wyciszają już te alerty. To chyba jest najgorsze, co można zrobić. Niech dziesięć razy przyjdzie na wyrost, ale raz będzie tak, że zagrożenie będzie śmiertelnie poważne – martwi się mężczyzna.
Wojewoda lubelski: „Procedury zadziałały jak należy”
Wieczorem sztab kryzysowy w urzędzie zwołał wojewoda lubelski, Krzysztof Komorski.
– Nie było powiatu, na którego terenie syreny nie zostałyby uruchomione – mówił.
– Wszystko zadziałało tak, jak powinno, ale w nocy służby będą bacznie przyglądać się sytuacji i reagować na bieżąco – dodał Komorski.
Tej nocy alerty RCB przyszły jeszcze dwukrotnie. Przed godz. 21 i przed północą. Syreny nie były potrzebne – zagrożenie było neutralizowane na terenie Ukrainy, ale daleko przed polską granicą.
Z Dorohuska dla Interii Łukasz Dubaniewicz


