Zaskakujący głównie ze względu na to, jakie można było zakładać scenariusze przed rozpoczęciem zmagań w Paryżu. Iga Świątek przyjeżdża bowiem na korty im. Rolanda Garrosa, jako jedna z największych gwiazd tej części sezonu. Gdzie, jak gdzie, ale akurat na kortach ziemnych, polska tenisistka czuje się wyjątkowo dobrze.


A stolica Francji? Świątek nieprzypadkowo nazywana była Królową Paryża.

Roland Garros 2026 przyniósł przełom. Iga Świątek w nowej roli


W obecnym sezonie Świątek zaliczyła jednak sporą zmianę, a to za sprawą zatrudnienia nowego trenera. Francisco Roig, człowiek najmocniej kojarzony z obecnością w sztabie Rafaela Nadala, okazał się pomysłem na „coś nowego” po okresie pracy z Wimem Fissette. Belg był szkoleniowcem Świątek od października 2024 roku, ale trzeba przyznać, że proces wypalenia tej relacji – wyłączając rewelacyjny sukces w Wimbledonie – był już nad wyraz widoczny. Polka postawiła na hiszpańską szkołę, która być może przyniesie efekty, ale z pewnością na takowe będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.


W Paryżu Świątek zdołała dotrzeć do IV rundy imprezy. To najgorszy wynik Polki na kortach Rolanda Garrosa od 2021 roku. I właśnie w tym trudnym momencie pojawiła się Maja Chwalińska. Prywatnie przyjaciółka Świątek, która w Paryżu osiągnęła swój życiowy sukces. Wiadomo to przed finałem, właściwie wiadomo było też przed półfinałem, a tak naprawdę nawet kilka meczów wcześniej. W końcu mowa o debiutantce w drabince głównej wielkoszlemowego klasyka ze stolicy Francji.


Chwalińska w sobotnim meczu o tytuł rozegra swój dziesiąty(!) pojedynek w trakcie RG 2026. Pierwszy miał miejsce 18 maja, na otwarcie trzystopniowych kwalifikacji. Ostatni to 6 czerwca, starcie o Puchar Suzanne Lenglen.


Świątek i Chwalińska zamieniły się zatem rolami. Choć to chwilowy stan, bo ta pierwsza zaraz zacznie widzieć na horyzoncie konieczność obrony tytułu w Londynie. Wróci presja, zainteresowanie (niezmienne) mediów, dźwiganie dużego biało-czerwonego ciężaru na plecach. Za to życie Chwalińskiej po RG 2026 zmieni się na wielu płaszczyznach. Gigantyczny awans w rankingu WTA, do tego tak potrzebny spokój finansowy i „zabezpieczenie” w kontekście gry na dużych, właściwie największych tenisowych scenach. To wszystko Chwalińska rzetelnie sobie wywalczyła, przy okazji pomagając Świątek. Bo rzeczywiście, kiedy zainteresowanie i presja rozkłada się na dwie osoby, biorąc pod uwagę skalę sukcesu „Czarodziejki Mai” – jak nazywana jest ze względu na swój styl tenisa – to ta całościowo lepsza, może trochę odetchnąć.


A to w kontekście pracy z hiszpańskim trenerem, wyzwaniem w Londynie, czy budową swojego rankingu WTA Race (sezonowy) i ogólnego, może mieć duże znaczenie. Tym bardziej że sukces Chwalińskiej ma wymiar kolejnego wyzwania pt. „sprawdzam”. Kolejny raz można się bowiem przekonać, że polski tenis nadal wisi głównie na wybitnych jednostkach oraz „ludziach z cienia”, kochających tę dyscyplinę. Takich jak Piotr Szczypka, menadżer Chwalińskiej, twórca klubu BKT Advantage Bielsko-Biała. Człowiek, który wyraźnie poruszony po wygranym półfinale w Paryżu nie ukrywał, że był już na skraju załamania – ujawniając brutalne realia.


Całościowo bowiem presja funkcjonuje nie tylko w momencie gry o tytuł Wielkiego Szlema, ale też gdzieś tam w zaciszu, po kolejnej porażce, przy braku środków, czy organizacyjnych pytań bez odpowiedzi. Co tu kryć, przerwa w karierze u samej finalistki RG 2026, to też pochodna takiej właśnie, często bardzo trudnej rzeczywistości.


W mediach społecznościowych pojawił się zresztą wpis, w którym ten sam Szczypka szukał lokum dla Chwalińskiej i trenera – w kontekście Australian Open 2023. Dzisiaj trudne do uwierzenia, a jednak wówczas prawdziwe.


Teraz wydaje się, że sytuacja ulegnie poprawie. Czasowej, ale jednak pozwalającej umiejętnie wykorzystać to, co w Paryżu wywalczyła sobie Chwalińska.


To sukces, który jest przepiękną historią na wielu płaszczyznach. I jakoś tam jestem dziwnie spokojny, że będzie wspominany przez wiele lat. Oby przy kolejnych ważnych sukcesach Chwalińskiej, bo takich pozytywnych, uśmiechniętych, sportowych bohaterek, z pewnością potrzeba jak najwięcej.

Maja Chwalińska – Mirra Andriejewa. Gdzie i kiedy oglądać finał?


Kiedy i gdzie oglądać finał z udziałem Polki w turnieju na kortach im. Rolanda Garrosa?


Mecz Maja Chwalińska – Mirra Andriejewa w sobotę (tj. 6 czerwca), od godziny 15:00. Co ciekawe, mecz będzie pokazywany na otwartej antenie TVN oraz – tak jak miało to miejsce na przestrzeni całego turnieju w Paryżu – na antenach Eurosportu i platformy internetowej HBO Max.


Warto przypomnieć, że od 2022 roku na paryskiej mączce polskie singlistki regularnie występują minimum w półfinale wielkoszlemowej imprezy. To w głównej mierze zasługa Igi Świątek, która wygrywała w Paryżu aż czterokrotnie. Po „przedstawieniu się” szerszej publiczności, podczas debiutanckiego sukcesu z 2020 roku, Polka wygrywała kolejno w 2022, 2023 i 2024 roku. W minionym sezonie Świątek dotarła do półfinału imprezy, przegrywając trzysetową bitwę z Aryną Sabalenką.


Teraz pałeczkę od najlepszej polskiej tenisistki przejęła właśnie Maja Chwalińska.

Share.
Exit mobile version