Maja Chwalińska właśnie wygrała swój trzeci mecz z rzędu. Patrząc na to, co działo się z Polką jeszcze kilkanaście dni temu, kiedy zawodniczka nie mogła odnaleźć choćby jednej wygranej w tourze, to naprawdę dobre wieści. Do przełamania doszło podczas turnieju WTA 500 w Singapurze.
Po piątkowej (tj. 25 września) wygranej z Elise Mertens, Chwalińska zameldowała się w półfinale imprezy.
Maja Chwalińska z awansem w rankingu WTA! Ależ forma Polki
Belgijska rywalka, choć sklasyfikowana wyżej od Polki, bo w czołowej dwudziestce rankingu WTA, nie miała wiele do powiedzenia w starciu z Polką. Wynik 6:2, 6:2 może być jednak trochę mylący, bo łącznie obie tenisistki spędziły na korcie prawie 1,5 godziny.
Chwalińska konsekwentnie udowadnia, że stereotyp sugerujący, że Polka nie do końca pasuje ze swoją grą na korty twarde, to jednak mrzonka. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak przełomowy jest sezon 2026, w którym tenisistka przełamała barierę wskoczenia do ścisłej czołówki. Trudno bowiem inaczej wspominać to, co wydarzyło się na kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu, gdzie Polka zagrała w wielkoszlemowym finale.
Co ciekawe, wiele nie brakowało do tego, żeby w półfinale turnieju w Singapurze doszło do… powtórki paryskiego finału. Mirra Andriejewa nie zdołała jednak wskoczyć do pary z Polką, przegrywając – dosyć niespodziewanie – swój mecz z Leylhą Fernandez. To właśnie Kanadyjka będzie przeciwniczką Chwalińskiej w sobotnim (tj. 26 września) meczu o finał imprezy.
Początek spotkania Chwalińska – Fernandez o godzinie 6:30 rano(!) – spoglądając na polskie zegarki.
Dzięki zwycięstwu nad Mertens polska tenisistka awansowała również o cztery pozycje w rankingu WTA. Chwalińska w klasyfikacji, którą można śledzić na żywo, jest na 21 miejscu. A wydaje się, że może być jeszcze lepiej, bo w starciu z Fernandez Chwalińska wcale nie będzie na straconej pozycji. Zwłaszcza biorąc pod uwagę formę, w której jest obecnie polska tenisistka.













