Mariusz Błaszczak był w czwartek (2 lipca) gościem programu „Graffitti” w Polsat News. Prowadzący, Marcin Fijołek, zapytał go między innymi o to, jak rozwiązać problemy w relacjach polsko-ukraińskich. – Po pierwsze, zakaz banderyzmu w Polsce. Ustawa została złożona przez klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości w 2024 roku, a po drugie jasny sygnał, że – mówił o tym pan prezes Jarosław Kaczyński jeszcze byłemu prezydentowi Poroszence: z banderyzmem do Unii Europejskiej Ukraina nie wejdzie i tyle – odpowiedział były szef MON.
Kiedy dziennikarz zwrócił uwagę, że Prawo i Sprawiedliwość nie przyjęło takiego rozwiązania w czasie swoich ośmioletnich rządów, polityk odparł, że „sytuacja rozwijała się niepokojąco”. – Przede wszystkim nam zależy na tym, żeby granica Polski z Rosją była krótsza, a nie dłuższa. Byłaby dłuższa, jeżeli upadłaby Ukraina. W 2022 roku wsparliśmy Ukrainę, zresztą Polacy wsparli uchodźców. Ponad milion uchodźców, kobiet i dzieci zostało przyjętych w domach polskich rodzin. Tak naród polski zareagował na napaść Putina na Ukrainę – dodał.
Błaszczak: Rząd źle reaguje na kryzys w relacjach polsko-ukraińskich
Według Błaszczaka już w 2023 roku można było dostrzec pierwsze sygnały o pogorszających się relacjach polsko-ukraińskich. – W 2023 roku to rząd PiS nałożył embargo na dostawy zboża z Ukrainy. My widzieliśmy, co się kroi i mogę powiedzieć wprost, że jeżelibyśmy rządzili po grudniu 2023 roku, to zakaz banderyzmu byłby – przekonywał. Stwierdził również, że obecny rząd nie reaguje odpowiednio. – Kryzys się pogłębił w 2024 i 2025 roku i tu nie było reakcji ze strony rządu Donalda Tuska. Dlaczego? Dlatego, że ta reakcja nie leżała w interesie niemieckim – powiedział.
Ocenił także, że rząd Donalda Tuska jest „niesuwerenny”. – Zresztą symbolem tego, w jaki sposób rząd Donalda Tuska jest traktowany przez administrację prezydenta Zełenskiego, jest ten wagon w drodze do Kijowa czy brak obecności przedstawicieli polskiego rządu w rozmowach dotyczących przyszłości – stwierdził.
Kryzys w relacjach polsko-ukraińskich i odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego
Pod koniec maja Zełenski ogłosił, że nadał imię „Bohaterów UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii) jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to „w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.
Decyzja wywołała falę krytyki w Polsce. Prezydent Karol Nawrocki 19 czerwca poinformował, że zdecydował o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego. W odpowiedzi dzień później ukraiński przywódca odesłał order do Warszawy za pośrednictwem firmy kurierskiej.
Następnie Orderu Orła Białego zrzekli się byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko, a innych polskich odznaczeń państwowych zrzekli się: minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha, szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow, jego zastępca Ihor Żowkwa oraz ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar. Prezes PiS Jarosław Kaczyński poinformował zaś, że zwróci przyznany mu w 2022 r. ukraiński Order Księcia Jarosława Mądrego.
Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.
Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często postrzegane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciw Związkowi Sowieckiemu.
Źródło: PAP


