-
Unia Europejska oraz Polska prowadziły handel z rosyjskimi firmami chemicznymi po rozpoczęciu wojny w Ukrainie.
-
Europejskie i polskie firmy kupowały mocznik i saletrę amonową od koncernów Eurochem i Uralchem, które są powiązane z produkcją materiałów wybuchowych dla rosyjskiej armii.
-
O procederze informowały polskie służby, które ostrzegały przed aktami dywersji. Obwiano się powtórki z Bejrutu, gdzie w porcie wybuchły tysiące ton substancji chemicznych.
-
W latach 2020-2026 rosyjskie koncerny chemiczne osiągnęły przychody szacowane na 8,5-10 miliardów euro ze sprzedaży nawozów sztucznych do państw Unii Europejskiej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Tuż po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny z Ukrainą europejskie i polskie podmioty rozpoczęły duże zakupy nawozów azotowych z firm kontrolowanych przez ludzi bliskich prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi – ustaliła Wirtualna Polska.
Jak dodał portal, mocznik i saletrę amonową dostarczały strategiczne rosyjskie koncerny Eurochem i Uralchem. Zaznaczono, że te firmy wraz z trzema innymi podmiotami produkują ponad 75 procent chemikaliów potrzebnych do produkcji materiałów wybuchowych.
Bez tych komponentów nie powstaną rakiety Ch-101. To te pociski często spadają na Ukrainę, a kilka razy uderzyły także w terytorium Polski – ostatnio pod koniec lipca pod Tarnawą na Lubelszczyźnie.
WP zaznacza, że bez Uralchemu i Eurochemu Rosja nie miała by przewagi nad Ukrainą w produkcji amunicji 152 mm. „Bezpośrednim odbiorcą chemikaliów od Eurochemu i Uralchemu w Rosji jest przede wszystkim spółka Specchimia, wchodząca w skład koncernu Rostec, czołowego producenta materiałów wybuchowych” – zaznaczono.
Dziennikarze dodali, iż widzieli część dokumentacji dowodzącej tej współpracy. Jak podkreślili, firmą Rostec kieruje Siergiej Czemiezow – współpracownik Putina. Uralchem z kolei należy do Dmitrija Mazepina, a Eurochem został założony przez Andrieja Mielniczenkę.
Handel z rosyjskimi firmami chemicznymi. Kupowali od nich także inwestorzy z Polski
WP zaznacza, że polscy inwestorzy współpracujący z tymi dostawcami, byli pod lupą Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Krajowej Administracji Skarbowej. Te służby jednak nie mogły blokować handlu, ponieważ – choć właściciele firm byli na liście sankcyjnej – nie znalazły się na niej ani Uralchem, ani Eurochem.
Wyjątek stanowiła jedynie szwajcarska spółka Eurochemu, która na wniosek szefa ABW znalazła się na krajowej liście sankcyjnej w kwietniu 2022 roku. Z informacji portalu wynika, że ABW ostrzegała władze jeszcze przed jednym zagrożeniem związanym z importem rosyjskiego mocznika i saletry amonowej.
Obawiano się, że Rosjanie dokonają eksplozji blisko terminala LNG w Świnoujściu (rozładunek odbywał się w porcie w Szczecinie) albo zdetonują skład towarowy, wykorzystując dywersantów werbowanych poprzez Telegram.
Na tym tle przypomniano wydarzenia ze stolicy Libanu – Bejrutu – z 2020 roku, gdzie w porcie wybuchło 2750 ton saletry amonowej, niszcząc niemal cały port i wiele budynków w mieście. Zginęło wówczas 218 osób, a 7,5 tysiąca zostało rannych.
– Statek towarowy może przewozić od kilkuset do 30 tysięcy ton saletry amonowej. Port w Świnoujściu, do którego trafiała saletra amonowa z Eurochemu i Uralchemu, może przyjmować tak duże masowce – przekazał w rozmowie z portalem jeden z informatorów z polskich służ.
Zaznaczył, że terminal LNG w Świnoujściu jest zabezpieczony przed dronami. – Ale statki wyładowane saletrą amonową to zupełnie inne wyzwanie – dodał.
Handel miał rozwijać się dalej przez pośredników i dopiero rząd Donalda Tuska w drugiej połowie zeszłego roku wprowadził cła oraz kontyngenty na nawozy produkowane na bazie składników od koncernów zaangażowanych w produkcję materiałów wybuchowych. I choć decyzję podjęto wcześniej, w grudniu 2024 roku, to sprawę sfinalizowano w czasie polskiej prezydencji w Unii Europejskiej.
WP zaznacza, że w tym czasie pojawiło się okno, które pozwoliło na rekordowe zakupy mocznika i saletry amonowej z Rosji. Do dziś krąży ona na rynku polskim i unijnym. Od połowy 2022 r. Polska importowała od firm biorących udział w produkcji materiałów wybuchowych ponad 25 proc. wszystkich nawozów rosyjskich, które trafiały na rynek unijny.
Złoty okres dla rosyjskich firm. Boom zakupowy na rosyjskie chemikalia
– W latach 2009-2016 do Polski z Rosji i Białorusi trafiło rocznie 300 tys. ton nawozów – przekazał w rozmowie z portalem były prezes Grupy Azoty Andrzej Skolimowski. – W latach 2016-2022 było to już 800 tysięcy ton. Ale w pierwszym etapie inwazji na Ukrainę, czyli w latach 2022-2023, mowa już o milionie ton. Kolejny rok to 1,5 miliona, a tylko pierwsze półrocze 2025 to milion ton – wyjaśnił.
To był złoty okres dla wszystkich rosyjskich koncernów. Według danych Eurostatu, w okresie poprzedzającym pełnoskalową wojnę firmy zarabiały one 0,8-1,2 mld euro rocznie. W roku 2022 było to 1,8-2,0 mld euro. A w 2023 r. ok. 1,28 mld euro.
W 2024 roku kwota wzrosła do 1,5-1,7 mld euro, a w pierwszej połowie 2025 r. ok. 1,74 mld euro. Portal zaznacza, że to właśnie wtedy nastąpił boom zakupowy. Importerzy sprowadzali nawozy „na zapas” przed wejściem w życie opłat celnych.
Oszacowano, że w latach 2020-2026 rosyjskie koncerny chemiczne zarobiły na eksporcie nawozów sztucznych do państw Unii Europejskiej łącznie szacunkowo około 8,5-10 mld euro, z czego na lata wojny przypada 6,5-7 miliardów.













