Michał Siewniak wcale nie zakładał, że jego życie tak się potoczy. Po ukończeniu studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim (KUL), podczas stypendium w Chorwacji poznał swoją żonę. W 2005 roku polecieli do Anglii. Choć planowali zostać tylko kilka miesięcy, mieszkają tam do dziś.
Od maja Polak pełni funkcję burmistrza położonego na północ od Londynu dystryktu Welwyn Hatfield w hrabstwie Hertfordshire, który zamieszkuje 122 tys. ludzi. Od lat jest także lokalnym radnym.
Zaczynał od pracy w piekarni. Jak mówi, dopasował się do nowego miejsca dość sprawnie, co przypisuje wcześniejszym doświadczeniom z życia za granicą. – Od początku czułem się społecznikiem i aktywistą, a nie politykiem. Założyliśmy polskie stowarzyszenie, organizowaliśmy bezpłatne lekcje angielskiego i współpracowaliśmy z policją czy strażą pożarną. Chciałem zrobić coś dla Polonii, która potrzebowała swojego miejsca – opowiada.
Polak wyznaje, że od zawsze chciał być aktywnym członkiem społeczności: – Gdy tu przyjechałem nie miałem ambicji, żeby zostać radnym. Ale sprawy społeczne i polityczne zawsze mnie interesowały – demokracja, jej wpływ na funkcjonowanie ludzi itd.
W 2014 roku po raz pierwszy został wybrany do rady gminy.
Dziś reprezentuje partię Liberalnych Demokratów. Jest pierwszym Polakiem i Europejczykiem na stanowisku burmistrza w tym regionie. – Pełnię funkcję zbliżoną do starosty powiatu, przewodniczę obradom i reprezentuję urząd – tłumaczy.
Choć jego asymilowanie przebiegło pomyślnie, od początku zauważał żywe wśród społeczności stereotypy na temat Polaków.
– Bardzo przeszkadzało mi szufladkowanie Polaków, podejście, że mamy pracować tylko na zmywaku lub przy sprzątaniu. Oczywiście żadna z tych prac nie jest ujmująca. Chciałem pokazać jednak, że jako Polonia możemy mieć realny wpływ na to, co dzieje się w okolicy – mówi Siewniak.
Przypomina sobie pojedyncze negatywne reakcje na informację o tym, że jest radnym bez angielskiego paszportu.
– Zdarzały się sytuacje, że ktoś „delikatnie” zasugerował, że za dużo tutaj obcokrajowców, oczywiście nie mając mnie na myśli. Słyszałem: Do pana nic nie mamy. Do takich sytuacji nie dochodzi często. W trakcie kampanii się pojawiają – sporadycznie, ale jednak – podkreśla.
W jego mieście mieszka około 2500 Polaków z fali migracji zarobkowej po wejściu Polski do Unii Europejskiej. W całym hrabstwie liczba osób z polskimi korzeniami szacuje się na 10 000.
– Jednak wiele osób się zawija i wraca do Polski – zauważa burmistrz. – W Anglii żyje się coraz trudniej. Nie chodzi nawet o kwestie imigracji, polaryzacji i wielu innych trudności, które nas dotykają. Chodzi o koszty życia, które w Anglii są teraz horrendalne. W porównaniu do sytuacji sprzed np. 7 lat różnica jest ogromna.
On sam otrzymuje rocznie 8000 funtów z tytułu diety burmistrza. To za mało, by utrzymać rodzinę. Od 2009 r. pracuje w organizacjach pozarządowych, od 2025 r. w branży eventowej. Prowadzi też firmę doradczą i wykłada na uniwersytecie.
Ale koszty życia to nie wszystko. – Duży wpływ na decyzje Polaków o powrocie miał na też brexit – mówi Siewniak. – Znam wiele osób, które w trakcie i po samym referendum doświadczyły nieprzyjemności z powodu swojego pochodzenia.
Widzi, że temat powrotu Wielkiej Brytanii do UE lub chociaż zacieśnienia z nią współpracy jest jak puszka Pandory, której nikt nie chce otworzyć. – A szkoda, bo myślę, że Zjednoczone Królestwo i społeczność zyskałyby na tym – mówi.
Znajomi Siewniaka wracają także ze względu na sytuację ekonomiczną w Polsce. – Standard życia w Polsce jest według mnie obecnie lepszy niż tutaj – podkreśla. Inni przeprowadzają się do ojczyzny, bo mogą stamtąd pracować zdalnie dla międzynarodowych firm. Inni muszą opiekować się na miejscu starzejącymi się rodzicami.
Powrót jest jednak szczególnie trudny dla rodzin, których dzieci są już zakorzenione w brytyjskim systemie edukacji. Tak jak rodzina Siewiaka, który ma trzy córki.
Antyimigranckie nastroje i polaryzacja
Michał Siewniak przyznaje, że i w jego mieście, podobnie jak w innych częściach Europy, odczuwalne są ostatnio nastroje antyimigranckie.
– Widoczna jest też głęboka polaryzacja i brak umiejętności budowania dialogu, zarówno w Polsce, jak i w Wielkiej Brytanii. Ludzie są rozczarowani tradycyjnymi partiami i politycznym status quo – mówi.
Wspomina o Nigelu Farage’u, jednym z architektów brexitu, który w sierpniu wystartuje w wyborach uzupełniających do Izby Gmin, z ramienia swojej prawicowo-populistycznej partii Reform UK.
– Niepokoją mnie pomysły partii prawicowych, jak partia Nigela Farage’a, które sugerują odebranie praw wyborczych osobom bez brytyjskiego paszportu – słyszymy. – Mieszkam tu 21 lat, płacę podatki. My, Polacy, mamy ogromny wkład w gospodarkę; nie mogę zaakceptować marginalizowania mojego wpływu tylko ze względu na kolor paszportu. Niedawno miałem rozmowę z kimś, kto mnie zachęcał do zmiany obywatelstwa. Ale jest to spory wydatek – dodaje Siewniak.
Z obserwacji Polaka wynika, że Farage jest politykiem bardzo popularnym. – Ale jego materiały wyborcze mają się nijak do tego, co dzieje się w naszym hrabstwie, w naszym mieście. Komunikaty skupiają się na potrzebach na szczeblu krajowym, co jest moim zastrzeżeniem – przyznaje burmistrz. – Z drugiej strony mamy partię Binface’a – człowieka z koszem na śmieci na głowie – polityczny absurd i satyrę. Ciężko mi to nawet skomentować – dodaje.
Siewniak stwierdza, że rola, którą pełni, ze względu na niskie wynagrodzenie jest poniekąd jak wolontariat.
– Sukcesem jest dla mnie to, że mogę promować edukację demokratyczno-polityczną. Organizuję wizyty lokalnych szkół w Polsce (Lublin, Świdnik) i zapraszam uczniów do urzędu miasta, by zobaczyli, jak zapadają decyzje – opowiada. – Chcę budować mosty i łamać stereotypy.
Pytany o swoje porażki, mówi o frustracji, którą wywołuje u niego powolna biurokracja. – Procesy administracyjne zajmują bardzo dużo czasu, co dla osoby mało cierpliwej, takiej jak ja, jest trudne – mówi.
– Muszę po prostu uzbroić się w cierpliwość – dodaje.
Anna Nicz
Chcesz porozmawiać z autorką? Napisz: [email protected]













